Czas w podróży, w spotkaniach
W domu bywam teraz w czasie weekendów. Ciekawe, dlaczego nie potrafię się przekonać do spolszczonej wersji „”łikend/ łykend”, a lubię spolszczoną „mejl”. Czas podróży niekoniecznie jest czasem w biegu, choć rano bywam na przykład w Lublinie, w południe w Łęcznej, a po południu w Biłgoraju i zajadam ichni przysmak o nazwie „grycak”. Spotykam się z Czytelnikami (rano – dzieci, w południe – młodzież, późnym popołudniem – tzw. dorośli). A potem już staram się nic nie mówić, spacerować, wąchać, wyciszać się, czyli zatrzymywać, przysiadać, rozglądać. W Lublinie spałam w Domu na Podwalu, dawnym klasztorze, teraz wyremontowanym, czystym nienagannie, cichym hotelu. Nawet siostry zakonne idą z postępem, powiedziała poetka, Eda. Dlaczegóż miałyby sobie odmawiać wi-fi? (więcej…)
