Czas w podróży, w spotkaniach

W domu bywam teraz w czasie weekendów. Ciekawe, dlaczego nie potrafię się przekonać do spolszczonej wersji „”łikend/ łykend”, a lubię spolszczoną „mejl”. Czas podróży niekoniecznie jest czasem w biegu, choć rano bywam na przykład w Lublinie, w południe w Łęcznej, a po południu w Biłgoraju i zajadam ichni przysmak o nazwie „grycak”. Spotykam się z Czytelnikami (rano – dzieci, w południe – młodzież, późnym popołudniem – tzw. dorośli). A potem już staram się nic nie mówić, spacerować, wąchać, wyciszać się, czyli zatrzymywać, przysiadać, rozglądać. W Lublinie spałam w Domu na Podwalu, dawnym klasztorze, teraz wyremontowanym, czystym nienagannie, cichym hotelu. Nawet siostry zakonne idą z postępem, powiedziała poetka, Eda. Dlaczegóż miałyby sobie odmawiać wi-fi? (więcej…)

Jak napisać e-maila?

Tradycja pisania maili (lubię pisać to słowo w polskiej wersji – mejl. mejli) jest krótka, więc nie ma wzorców stylistycznych. Mail/ mejl to wiadomość elektroniczna nawiązująca do tradycyjnego listu i do konwencji rozmowy bezpośredniej. Tak więc forma będzie zależała od tego, kto jest adresatem i czy to jest list prywatny, czy służbowy, czy to list do kogoś bliskiego, czy też do nieznajomego, który staje się kimś bliskim. Pozwolę sobie na udzielenie kilku wskazówek, które dotyczyć będą przede wszystkim listów oficjalnych. (więcej…)

Siódme niebo Ireny Wyczółkowskiej

wyczolkowska

„Zwijam się stąd zwijam
coraz mnie mniej”

Irena Wyczółkowska umarła 3 maja. Byłam w tym czasie w Niemczech, dowiedziałam się wieczorem.
Korespondowałam z nią, wiedziałam więc o chorobie. Obiecałam, że nie ujawnię nic z tego trudnego czasu i tak będzie. Mam 6 tomików jej wierszy, ostatni wydany w wydawnictwie Nisza pod tytułem „Portret z duszą na ramieniu”. (więcej…)

O czym nie napisać?

O czym by tu nie napisać, rozmyślam często. I na myśleniu się kończy.
Nie chcę o spotkaniu ze Szczepanem Twardochem, które prowadziłam w katowickiej bibliotece, bo redaguję z nim wywiad, więc po co się powtarzać. Nie chcę o spotkaniu z moją niemiecką siostrą, bo to zbyt prywatne. Ale mogłabym o tym, co widziałam w Muenster, w Werne, w pałacu na wodzie w Nordkirchen. Nie chcę o spotkaniu autorskim w Ostravie, bo choć minęły od niego zaledwie dwa tygodnie, to wydaje mi się, jakby co najmniej dwa miesiące. Wtedy było zimno, padał deszcz, magnolie rozkwitały, a dziś przekwitają. Jeśli się czegoś nie zapisze na gorąco, emocje stają się letnie, a chciałoby się tylko o tym, co gorące. (więcej…)

Poeci odchodzą. Staszek Krawczyk. Feliks Netz

Jakby to było wczoraj, a już kilka miesięcy minęło.
Do Staszka stawili się poeci z butelkami piwa. Niestety, wyłamałam się i przyniosłam kawę pachnącą czekoladą. Najlepsza, powiedziałam. To się okaże, szepnął Staszek. Uśmiechnął się przy tym tajemnie i zawadiacko, jak tylko on potrafi. Staszkowy dom na ulicy Malczyka 9, w Starym Dębieńsku tętnił rozmowami. Pani Róża, legenda wśród poetów, przywitała się z nami serdecznie. Ileż ciepła było w słowach Staszka, kiedy zwrócił się do żony: Usiądź z nami, kochana. Czy jest drugi poeta na Śląsku, który by tak nagradzał słowami swoją Muzę jak Staszek Różę? Może jeszcze Tadeusz Kijonka wielbiący żonę, Zosię. Nic innego nie pozostaje, jak pozazdrościć adresatkom wierszy. (więcej…)

Takie dni

Opony wymieniłam na letnie, oddałam PIT-y do księgowej, pranie wyprałam trzy razy, prasowałam pół dnia, obiad ugotowałam, szarlotkę upiekłam, z Januszkiem się pokłóciłam i pogodziłam szybko. Książki ułożyłam w równy stos, po lewej stronie biurka, w kolejności oczekiwania na czytanie. Podczas prasowania oglądałam telewizję, dziwiąc się nieustająco, ileż to kobiety potrafią wycierpieć dla urody i ile czasu poświęcić na jej marnowanie i poprawianie. Odpowiedziałam na mejle służbowe, prywatne zostawiając na lepsze potem. Kwiatki podlałam, zeschłe liście oskubałam. Pomiędzy kawę wypiłam, gruszkę zjadłam. Nawet do fryzjera poszłam bez uprzedniego umówienia się, licząc na to, że jeśli będzie trzeba czekać, to odejdę rozgrzeszona. Ale nie trzeba było, tak więc włosy mam podstrzyżone pod fajerę, nie szkodzi, odrosną. (więcej…)

życiorys

Marta Fox, Życiorys Urodziłam się 1 stycznia 1952 roku o godzinie 7.30 w szpitalu w niezłym humorze bez ekstrawagancji tak zdecydowały siły natury gnieżdżące się w mojej matce Poranek był cichy mieszkańcy odsypiali noc w której witali nowy rok urodzony o północy Był lekki mróz spadł śnieg świat stał się Dowiedz się więcej

Kobiecy los

Dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. A w szczególności zrozumie, że gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli. Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Dowiedz się więcej

O kwartalnik "Migotania" znów trzeba walczyć !

Grupa zapaleńców, z naczelnym redaktorem, poetą, Zbigniewem Joachimiakiem, liderem głośnej w latach 80. grupy poetyckiej „Wspólność”, od 13 lat redaguje kwartalnik literacki „Migotania”.
Pierwszy numer wyszedł pod tytułem „Migotania, przejaśnienia” (czerwiec 2002), był jednodniówką opublikowaną z okazji promocji wyboru wierszy Zbigniewa Joachimiaka
( tytuł był cytatem z jego wiersza).
Pismo w ciągu kilkunastu lat wyrobiło sobie markę jednego z najciekawszych na rynku. Na 28 kolumnach prezentuje poezję, prozę, krytykę literacką, eseistykę. Wychodzi w Gdańsku. (więcej…)

Jak we śnie

Budzę się o 4.34. Dokładnie. I tak od kilku dni. Jeszcze tydzień temu budziłam się o 3. 34. Dreptałam do toalety, wchodziłam ponownie do łóżka. Myślałam, że już na pewno nie zasnę. I jeśli sen nie przyjdzie w ciągu 15 minut, to nie będę go dalej oczekiwać, ani wymuszać. Zrobię sobie melisę, rozsiądę się w ulubionym fotelu, wygodnym dla kręgosłupa, i zacznę czytać. Zazwyczaj tyle tylko zdążyłam pomyśleć i zasypiałam na kolejne dwie godziny, czyli na dobre dzień zaczynałam koło 6. Teraz dzieje się podobnie, tyle, że dzień zaczynam koło 7. Logiczne, skoro o godzinę później się budzę. Tylko dlaczego tak się dzieje? Z taką precyzją co do minuty? (więcej…)