Lektury dla dzieci – czy przestarzałe?

 

„Prezydent jest mega głupi, nie potrafi podjąć samodzielnie żadnej decyzji, o wszystko pyta dzieci, a w dodatku pali przy nich papierosy”. Tak mój niespełna 8-letni wnuk ocenił jedną z postaci „Karolci” Marii Kruger. Niestety, miał rację.

Bardzo jestem ciekawa zdania rodziców, którzy mają dzieci w klasach od I -V.

Proszę napiszcie, ale tak naprawdę, czy Wasze dziecko samodzielnie przeczytało od deski do deski „Dzieci z Bullerbyn”, „Karolcię”, „Szatana z VII klasy”. Celowo pomijam literaturę fantasy, bo do tej młodych namawiać nie trzeba. Wymienione tytuły były moimi ulubionymi w dzieciństwie, czyli 55 lat temu! Przypomnę, że były to czasy czarno-białej telewizji, w której był jeden program, braku telefonów stacjonarnych (na mojej ulicy był tylko jeden). Nikt  nie marzył, że za pół wieku będzie komputer w każdym domu, wszyscy odnajdziemy się w sieci, i że w ciągu minuty będziemy mogli spotkać się wirtualnie z kimś na drugim końcu świata. (więcej…)

Zakwitły orchidee w doniczce

W mailu do koleżanki opisałam w skrócie to, co wydarzyło się u mnie od 12 grudnia do teraz. Kiedy wysłałam, przypomniałam sobie o kilku kolejnych sprawach, które mi umknęły, a też były ważne. Koleżanka odpisała:” Tyle się u Ciebie dzieje, że można by obdzielić emocjami, zdarzeniami kilka osób, u których zawsze spokój i wszystko z górki”.

(więcej…)

Babcia Marianna

Babcia Marianna urodziła mojego tatę, Henryka. Była unitką. Modliła się pod jabłonką. Cierpiała na migreny. Codziennie połykała „proszki” od bólu, z krzyżykiem. Mówiła, że wszystko mam w sobie arystokratyczne prócz pochodzenia. Płakała ze wzruszenia. Przynosiła mi w fartuchu piasek do chałupy, abym mogła się bawić, kiedy padał deszcz. Wiewiórki wskakiwały Dowiedz się więcej

Studniówka

 

Studniówka to potoczna nazwa balu, który odbywa się na około sto dni przed rozpoczynającymi się w maju maturami. Właśnie nadchodzi czas studniówek, stąd te wspominki.

Egzaminy dojrzałości ustanowił w 1812 roku Wilhelm von Humboldt, niemiecki reformator szkolnictwa. Odtąd wszelkie szkoły średnie zaczęły zabiegać o uzyskanie prawa do przeprowadzenia takich właśnie egzaminów, co znacznie podnosiło rangę szkół.

Czy można skojarzyć studniówkę ze 100 dniami Napoleona? Napoleon opuścił Elbę, wykorzystując nastroje zamieszania po Kongresie Wiedeńskim i rozpoczął swój marsz na Paryż, który zajął bez walki. Próbował restaurować cesarstwo. Miał swoje 100 dni i wielką szansę, którą stracił w bitwie pod Waterloo. Matura też była taką szansą, bo dzisiaj już nie jest. Na studia można się zapisać nawet bez matury, a tę uzupełnić potem.

Pamiętam swoją studniówkę, w szkole. Bo wtedy tylko w szkole odbywały się te bale, pod czujnym okiem nauczycieli. Obowiązywały stroje granatowo-białe lub czarno-białe.  I nie było zmiłuj się. Bawiliśmy się we własnym gronie. Potem zwyczaje nieco złagodniały i można było zaprosić chłopaka z zewnątrz. Ubrałam się w granatową plisowaną spódniczkę i białą bluzkę, włosy związałam w koński ogon. Buty  miałam na tzw. słupku.  Nie pamiętam z kim tańczyłam poloneza. Ale pamiętam, że po tej studniówce inaczej patrzyłam na kolegę z klasy, z którym tuż przed maturą namówiłam się na pierwszą w życiu randkę. Spotkaliśmy się pod kasztanem, obok sklepu mięsnego, w Ochojcu, blisko przystanku autobusowego. (więcej…)

Żadnych noworocznych postanowień

 

Dziękuję za wspólnie spędzony rok 2016. Dziękuję za życzenia świąteczne, noworoczne, urodzinowe. Sprawiły mi wielką radość, naprawdę. Szczególnie te imienne, w mejlach, w wiadomościach na Facebooku, sms-ach.

Proszę wybaczyć, ale nie odpowiedziałam na życzenia wysyłane „hurtem”, jednym kliknięciem, czyli „do wszystkich”, bo to tak, jakby do nikogo, prawda?      Szczególnie dziękuję tym, którzy przysłali mi kartki pocztą tradycyjną. Doceniam tę formę i żałuję, że jej zaniechałam, a właściwie ograniczyłam tylko do bliskich mi osób, starszych wiekiem, które nie posługują się pocztą elektroniczną ani biegle telefonem komórkowym.

Witam w roku 2017. Życzę zdrowia, dobrych chwil, słów, wyborów. (więcej…)

O rodzeniu dzieci, książek i czasie, który nami wywija

 

Często na spotkaniach pada pytanie: Którą ze swoich książek pani najbardziej lubi. Kłopotliwe pytanie. Najczęściej odpowiadam, że każdą lubię inaczej, każdą za coś innego. Aż mnie korci, by powiedzieć, że z książkami, jak z dziećmi. „Urodziłam” swoje książki. Nosiłam je w swojej głowie pół roku albo i dwa, zmagałam się z nimi. Taka odpowiedź sugerowałaby, że porównuję proces tworzenia do macierzyństwa. To niedobre porównanie.

Dzieci urodziłam, bo chciałam je kochać.

Każde dziecko jest jedyne i najukochańsze, choć inaczej kocha się diabełka, a inaczej kujonka. Dziecko w łonie rośnie bez względu na czyjąś wolę, to cud natury. Twórczość literacka to ciężka praca niepodobna do noszenia dziecka w łonie. W pisaniu potrzebna jest dzika wola, aktywność, dyscyplina, przykuwanie się do biurka. Proces twórczy (rodzenie książki w bólach) dobiega końca w chwili jej ukończenia.

Potem książka żyje własnym życiem.

Urodzone dziecko w chwili, gdy wyda swój pierwszy krzyk, domaga się kreatywności. (więcej…)

Srebrny pierścionek

 

Kiedy byłam 17-letnią studentką filologii polskiej, zobaczyłam go po raz pierwszy na wystawie u jubilera. Kosztował majątek, jak na moją studencką kieszeń (stypendium, które otrzymywałam musiało mi starczyć na wszystko, prócz mieszkania). Nie miał oczka z kamienia, zamiast niego wypukłe oczko ze srebra, okolone wianuszkiem misternie utkanych srebrnych kwiatuszków. Cudeńko, cacuszko. Misterna elegancja. Przechodziłam codziennie koło jubilera i patrzyłam. Któregoś dnia zniknął. Ktoś go kupił. To nie brylant, ewidencji nie prowadzono. Po godzinie zobaczyłam go na palcu koleżanki z grupy. Zacisnęłam zęby, odwróciłam oczy. (więcej…)

Czarna seria

Najpierw dysk z laptopa poszedł w diabły. Fachowcy, ci sami, co zawsze, zainstalowali nowy dysk, lepszy, odzyskali dane, kontakty z książki adresowej. Nie odzyskałam archiwum korespondencji, zgromadzonej w folderach. Zapewne to też można, ale właściwie nie boleję nad tym. W folderze „spotkania autorskie” zgromadziłam zaproszenia na rok 2017. Jeśli będą Dowiedz się więcej

Laptop u pana doktora

Rano nie uruchomiłam laptopa. Międlił, kręcił, wreszcie się zawiesił i ani tu, ani z powrotem. Nawet Januszek nie pomógł, choć on moim komputerowym guru. Tak więc pojechałam z laptopem do doktora, zobaczymy, co mu dolega. Swoje lata ma, ostatnio chodził jak wół. Uparłam się, by nie przechodzić na system Windows 10. Może to błąd.
Wnuk mnie pocieszał, że pan doktor na pewno poradzi na nieskończoną ilość procent. Nie zapisywałam ostatnich tekstów na pendrive. (więcej…)

Wywiad z samą sobą

 – Ile masz lat?

– 36 mi brakuje do setki.

– Kolor oczu? – Zielone, więc życie szalone.

– Czy masz tatuaże? – Ani jednego. Nie skażę siebie na żadne cierpienie dobrowolnie. Życie i tak nie szczędzi ciosów.

– Czy masz przyjaciół? – Mam nadzieję, że kilku. Na więcej mnie nie stać, ani emocjonalnie, ani czasowo, bo przyjaźnie trzeba pielęgnować.

– Czy jesteś samotna? – Tak, czasem czuję się samotna, choć nie jestem sama. Czasem lubię tę swoją samotność. Czasem jej nienawidzę. To takie uczucie, kiedy masz wrażenie, że choćbyś nie wiem jak blisko z kimś była, to on i tak nie zrozumie, co w tobie siedzi i gra.

– Czy lubisz chodzić po górach? – Ani trochę, góry lubię podziwiać z tarasu. (więcej…)