Czy jeszcze kiedyś będę szczęśliwa?

Pytanie „czy jeszcze kiedyś będę szczęśliwa?” wyjątkowo mnie irytuje. Osobie, która co jakiś czas mi je zadaje, wysłałam 5 punktów, napisanych ad hoc, z prośbą o odpowiedź. Nie otrzymałam jej. Przesłałam kilku innym znajomym. Okazało się, że też mają problem z odpowiedzią. A moi Czytelnicy? Oto punkty: 1. Wymień 10 Dowiedz się więcej

Spełnione marzenie

Moi Rodzice byli prostymi ludźmi, mieszkającymi na wsi. Po wojnie spotkali się w Katowicach. Ojciec był cieślą, mama spawaczem I choć książek w domu nie mieli, wiedzieli, że droga do lepszego życia wiedzie przez książki. I naukę. Zawsze przekonywali mnie i siostry, że jedyne, co warto, to uczyć się warto. Dowiedz się więcej

Mrożek Festiwal 23 lata temu

Jedno z moich ulubionych opowiadań Sławomira Mrożka, „Mały przyjaciel”, zaczyna się tak: „Pewnego razu zobaczyłem, jak okrutny pies gonił kotka. Ponieważ jestem miłośnikiem zwierząt, więc pochwyciłem duży kamień i przywaliłem psu, aż się przewrócił i jakiś czas leżał nieruchomo. Bezdomny kotek, biedaczek, ledwo żył ze zmęczenia. Niewiele myśląc – przygarnąłem Dowiedz się więcej

Paryż (4) Place Colette

Paul Valery pisał w jednym z esejów, że podróż do Paryża to odkrywanie zbiorowego arcydzieła, na które przelały się nadzieje, cele i wizje utopijne całych pokoleń. Historie i obrazy, w których wyraża się Paryż, przyciągają, uzależniają, może dlatego tutaj się wraca. Lubię odkrywać nowe zakątki, „nieturystyczne”, ale też wracać do Dowiedz się więcej

Paryż (3) Przechodzimur

„W dzielnicy Montmartre na trzecim piętrze domu nr 75 bis przy ulicy Orchampt, mieszkał zacny jegomość nazwiskiem Dutilleul, który posiadał szczególną zdolność przechodzenia przez ściany bez najmniejszej dla siebie niewygody”. To fragment groteskowego opowiadania „Przechodzimur” Marcela Aymé, który żył i pracował w Paryżu w latach 1902-1967. Jego teksty, wielce humorystyczne, Dowiedz się więcej

Paryż (2)

1. Śpię z zatyczkami w uszach. Okno mam otwarte na oścież, w dole ulica, niby boczna, Crimee (tu powinnam wybrać „e” z odpowiednim znakiem diakrytycznym, zmieniającym znaczenie słowa, ale nie umiem tego zrobić na mojej klawiaturze), odchodząca od Flandre, w XIX dzielnicy Paryża. Jeszcze w zeszłym roku nie przeszkadzał mi Dowiedz się więcej

Paryż

Gdybym powiedziała, że przylatuję do Paryża, by pojeździć metrem, byłoby w tym dużo prawdy. Bo paryskie metro to dla mnie znak, że komunikacja miejska nie musi być koszmarem, że dojedzie się szybko w każdy kąt miasta i że pociągi mogą ze sobą współgrać. Gdybym napisała, że przyjechałam, by bezkarnie pić Dowiedz się więcej

Życie w kuchni, nie dla mnie

A jednak lubię dom i swojskie jedzenie. Soki własnego pędzenia, konfitury własnego smażenia, pierogi własnego ugniatania, kluski własnego kulania, rosół własnego bulgotania itp. Ilekroć jednak przyjdzie mi spędzić w kuchni dłużej niż godzinę, czuję, że bezproduktywnie tracę czas i snuję wyobrażenie, co bym mogła zrobić, gdybym w kuchni nie pitrasiła. Dowiedz się więcej

Wszystko się zmienia

Nie sposób nadążyć, tak szybko wszystko się zmienia. Mam się czemu dziwić, urodziłam się przecież w 7 lat po wojnie, II światowej. Zamieszkałam w Katowicach, które wkrótce stały się Stalinogrodem. Chodziłam do szkoły, w której obowiązywał rygor, także mundurkowy, granatowe fartuchy, białe kołnierzyki, tarcze, berety. Dochrapaliśmy się dla naszych dzieci Dowiedz się więcej

Pora się zresetować

Czas na reset, bo inaczej zwariuję bardziej niż wariuję na co dzień. Sezon był niezwykle intensywny. Dwie wydane książki („Autoportret z Lisiczką”, „Sekretnik”), dwie promocje, cały maj i pół czerwca na spotkaniach autorskich, na walizkach, w hotelowych łóżkach, w przydrożnych barach, a bywało, że i w dobrych restauracjach. Nowe twarze, Dowiedz się więcej