Prasówka, czyli Historia i tak nas przemieli (Ugresić, Varga, Szczygieł)

Bywa, że prasę czytam hurtem. Jak wczoraj, kiedy się przyssałam do kilku numerów Dużego Formatu i ostatniego Magazynu Świątecznego GW (24/ 25 stycznia/ 2015), gdzie moja ulubiona Dubravka Ugresić publikuje tekst „Dzień dobry, luzerzy!”.
„Byłeś od nich mądrzejszy, wrażliwszy, ciężej pracowałeś i bardziej marzyłeś. Teraz, patrząc na ich sukces i swoją przegraną, pytasz siebie: gdzie popełniłem błąd?!”, pisze Ugresić, przedstawiając kilka przykładów z życia tych, którzy wygrali. Pytanie, „gdzie popełniłem/popełniłam błąd” zadaje kilka razy, więc nic dziwnego, że odnosimy go i do siebie. Porównuję się więc z innymi, którzy niekoniecznie są lepsi ode mnie, a jednak… Ugresić nie odpowiada, ale i tak wystarczająco niepokoi. (więcej…)

Codzienność Józefa Hena

Hen_Dziennika ciag dalszy_m

” Północ. Zaczął się rok 2008. Rena zasnęła mocno – bez kolacji – chyba zaraz po ósmej wieczór. Wypiłem o północy jej zdrowie, wypiłem zdrowie dzieci, wnuków, przyjaciół gorzko-słodkim migdałowym amaretto. Zagryzłem kawałkiem kiełbasy polskiej (czysty cholesterol), do tego kiszony ogórek, kromka suchego chleba. Smakowało”.

Tak kończy się „Dziennik na nowy wiek Józefa Hena i zaczyna „Dziennika ciąg dalszy”, obejmujący zapiski pisarza do roku 2013. Nie napiszę, że czytałam jednym tchem, choć fraza Hena temu sprzyja. Czytałam powoli, specjalnie, by na dłużej starczyło i by pomiędzy zastanowić się, sprawdzić, zajrzeć do swoich notatek, poszukać w Internecie, itd. (więcej…)

Zło

Zli Niemcy okładka

„Można by też spisać losy „złych” Polaków, Francuzów, Brytyjczyków czy Rosjan. Ale żaden naród nie miał w XX w. takiego wpływu na losy świata jak Niemcy. Dlatego ta książka jest o nich.”

Obok książki Bartosza Wielińskiego „Źli Niemcy” nie sposób przejść obojętnie. To jedna z tych pozycji, która każe nam ciągle na nowo zadawać pytania: Czy zło można stopniować? Czy aby zostać „złym” trzeba kogoś zabić, czy wystarczy człowieka gnębić, poniżać, upokarzać, odbierać mu godność? Czy zły jest tylko zbrodniarz czy również inteligentny psychopata, który manipulacją osiąga wszystko, czego chce? Czy złym może być genialny muzyk, naukowiec, zaszywający się w swojej pracowni i nie interesujący tym, do czego służą wyniki jego badań? Czy złym staje się każdy, kto zawierzy złej, bo zdehumanizowanej ideologii? Czy każdy, kto krzywdzi drugiego?
Pytania można by mnożyć. (więcej…)

Remigiusz Grzela, Najbardziej sensacyjna biografia minionego stulecia

To jest najbardziej sensacyjna biografia minionego stulecia.
Jakby się czuła, co by powiedziała, gdyby zobaczyła, że świat pełen jest Ireny, nie tej, którą chciała być, ale tej, którą była w przeszłości: Ireny-bohaterki, Ireny-wariatki, jak ją nazywał Marek Edelman, Ireny, która nie wie, co to strach i z dziką brawurą wyprowadza dziewczyny z obozu zagłady, Ireny-łączniczki w żydowskim getcie.
„Wybór Ireny” Remigiusza Grzeli trzyma w napięciu od pierwszych zdań: „Są takie życiorysy, w których nic się nie zgadza. Fikcja miesza się z prawdą, a prawda z roku na rok coraz bardziej się zaciera. Bywa, że w końcu łatwiej uwierzyć w fikcję niż w prawdę o sobie. Czas mija, świadkowie odchodzą, fakty się gubią i pozostają jedynie fragmenty opowieści. A opowieść jest zawsze prawdziwa”.
Myślałam, że „Było, więc minęło”, rzecz o Joannie Penson, dziewczynie z Ravensbriick, kobiecie Solidarności, lekarce Wałęsy, to najlepsza książka Grzeli z gatunku literatury faktu ( pomijam powieści tegoż autora). Teraz widzę, że i ta jest najlepsza. Nie o stopniowanie jakości mi chodzi, raczej o emocje, które mi towarzyszą podczas lektury.

Remigiusz Grzela znał Irenę Conti di Mauro, włoską poetkę polskiego pochodzenia. Bywał u niej w domu, napisała mu posłowie do tomiku jego wierszy. Któż nie znał Ireny Conti spośród piszącej braci? (więcej…)

Krystyna Lars zaprasza do nieba cały świat

zaprosimy-do-niebaOkładka jest tak wymowna, że nie od razu otwieram książkę. Na pierwszej stronie państwo Chwinowie, Krystyna i Stefan, paużki-nierozlączki. Wchodzą w jesienny park, pod rękę. Ona w ciemnogranatowym płaszczu i czerwonym toczku na głowie, on w czarnym płaszczu i takimż kapeluszu. Uśmiechają się pogodnie, jak to oni. Na tylnej okładce państwo Chwinowie, ujęci od tyłu, jakby odchodzili, ciągle jednak w rozmowie. On odwrócony lekko w prawo, patrzy na żonę.
Każdy kto zna Chwinów, wie, że od młodości razem idą przez życie i literaturę. Stefan Chwin, historyk literatury, profesor Uniwersytetu Gdańskiego, pisarz. Krystyna Chwin zawsze, zdawałoby się, w cieniu męża, u jego boku, spokojna, dbająca, łagodna (co nie znaczy potulna), a przecież żyjąca nie tylko światami męża-pisarza, bo posiadająca swoje własne poetyckie światy, w których się nurza cała, po czubek głowy czy czerwonego toczka.

Dla swojej twórczości literackiej, od czasu wydania tomiku poetyckiego Ja, Gustaw (1981), ma pseudonim: Krystyna Lars. To był głośny debiut, w tamtych latach o poetce mówiło się nieustająco.
Książka, której okładkę podziwiam, to tomik poetycki Krystyny Lars, noszący tytuł: Zaprosimy do nieba cały świat. Czytam powoli, po kilka wierszy dziennie, smakuję, powracam, patrzę z boku, dostrzegam przemyślność kompozycji, która podobnie jak okładka stara się uporządkować poetycki świat, umieszczając go w rozdziałach o znaczących podtytułach:Stworzenie świata, Przestrogi, Parę wyrzutów sumienia, Afganistan, Wiry, Nasz czas, lęki codzienne, Podziękowanie za pomoc w istnieniu, Codzienne ironie, Przygotowanie do snu, Wiersze z dna rzeki, Wiersze na powitanie drzewa, Na popiół. (więcej…)

Cóż takiego złego zrobił Mariusz Szczygieł?

„Nie wiem, jak inni autorzy, ale ja wiem, co by mnie najbardziej poniżyło. /…/ Otóż najbardziej poniżyłbym się, gdybym zapytał kogoś, kto przeczytał moją książkę: I JAK CI SIĘ PODOBAŁA?”/…/ Widzę w tym jakąś rozpaczliwą prośbę o pieszczotę. Dla mnie byłoby to jak błaganie o seks, kiedy nikt się nie kwapi, żeby cię zaspokoić” – napisał Mariusz Szczygieł w felietonie „Skamlenie o seks” (Książki, Magazyn do Czytania, nr 3, październik 2014).

Nie można było tego lepiej wyrazić.
Myślę tak samo, tyle, że to nie ja znalazłam to obrazowe porównanie i słowa, które kazały mi uznać tę prawdę za swoją. Znacie Państwo to uczucie, kiedy przytakujemy autorowi z satysfakcją tym większą, im więcej własnych myśli znajdujemy w jego pisaniu. Jest w tym rodzaj próżności. Cenię pisanie Szczygła „od zawsze” i „do nadal”, a jeśli odnajduję, że myśli podobnie jak ja, to czuję rodzaj braterstwa, jakby autor był cały po mojej stronie.
Ileż razy mnie kusiło, by zadać to pytanie ( „I jak ci się podobało”). Byłam zadowolona, jeśli się poskromiłam. Jeśli ktoś przeczytał i mu się podobało, sam powie, myślałam. Choć niekoniecznie, bo może tak go skręci z zazdrości, że nic nie powie albo uczepi się nic nie znaczącego drobiazgu, bym czasami nie poczuła się za dobrze. „Zazdrość innych, jest miarą twojego sukcesu”, powtarzałam sobie po cichu, kiedy wyczuwałam, że ktoś się celowo czepia, nie podając bynajmniej argumentów i nie dążąc do rozmowy. Jeśli ktoś pochwalił, czyli pogłaskał, dziękowałam z uśmiechem, najczęściej słowami: – Dziękuję, że mi to mówisz, autorowi potrzebne jest wsparcie czytelnika, bez niego przecież nie istnieje w pełni, jak aktor bez widowni.

(więcej…)

Opowiem prawdę i tylko prawdę

Czy to możliwe?
Nie wierzę w prawdziwą autobiografię. Owszem, fakty, jak to fakty, są prawdziwe, ale i one mogą zagrażać prawdzie. Świetny przykład podał Amos Oz w „Opowieści o miłości i mroku”, dotyczył jego babki. Zawał babki był faktem. Prawda była jednak taka, ze babcia umarła od przesadnej higieny. Kto ciekaw uzasadnienia, niech zajrzy do tej wspaniałej książki, na którą się już wiele razy powoływałam.

Trudno jest pisać o sobie prawdę i tylko prawdę. Nawet jeśli się nie kłamie. O sobie pisze się swoją prawdę. Inną prawdę napisze o nas ktoś, patrzący z boku, choćby i przyjaciel, dobrze nas znający. Swoją prawdę o nas będzie filtrował przez swoje widzenie, swoją wrażliwość, swoje patrzenie. Jego opowieść nie będzie moją opowieścią.

(więcej…)

Gryź patyk, gdy poczujesz tęsknotę

Życie bohaterek „Prawdziwej historii opartej na kłamstwach” Jennifer Clement „toczy się wspak i jest na lewą stronę”. Cokolwiek powiem o tej powieści będzie błędem. Parafrazuję słowa Bolesława Leśmiana, który odnosił się w ten sposób do poezji. Opowieść jest fascynująca sama w sobie, ale wartość tej książki tkwi w języku, sposobie obrazowania, nie tylko w fabule.

Dom bogatej meksykańskiej rodziny przypomina Macondo, fikcyjną wioskę stworzoną przez Gabriela Margueza, opisaną w „Stu latach samotności” i opowiadaniu „Dzień po sobocie”. Mówię o aurze, bo sama rzeczywistość powieści J. Clement jest realistyczna i pełna bólu. Natomiast trzech narratorów opowiada o niej tak, że aż trudno uwierzyć, by akcja działa się w latach 60. XX wieku, gdzie czarno na białym funkcjonuje prawo i żyją kobiety, które wiedzą, że wolność może być ich przywilejem, a bunt prawem.

Bohaterkami powieści są: pani Lourdes Camila O`Conner, Leonora, Sofia, Josefa (służące), Aura, córka Lenory, odebrana jej, uznana przez pana O`Connera i wychowywana pod jego nazwiskiem. Są także, gdzieś w tle, dwaj „legalni” synowie jedynego żywiciela rodziny, Francisco i Pedro.
Leonora jest najmłodszą służącą. Jako nastolatka trafiła do państwa O`Conner wprost z klasztoru, do którego posłała ją matka, pewna, że tylko „krzyż nie kradnie, bo nie może poruszać ramionami”. Matka Leonory nie chciała już w swojej rodzinie niewykształconych ludzi, którzy przez całe życie zbierają witki i wyplatają z nich miotły. (więcej…)

Pisać jak kobieta

Literatura pisana przez kobiety ma zawsze płeć i deprecjonuje się ją przymiotnikiem „kobieca”, nawet, jeśli jest „męska” w sposobie ukazywania emocji. Jakże często w tekstach recenzujących twórczość pisarek porusza się problem płci. Pisała o tym wielekroć Erica Jong. Pisarze to twórcy, płeć jest oczywistością. Pisarki to najpierw kobiety. Literat to mężczyzna, literatka to mała szklaneczka o pojemności stu gram. Jeśli recenzent chce dowartościować poetkę, nazywa ją „Herbertem w spódnicy”.
Kobiety powinny pisać jak kobiety, skoro inaczej postrzegają świat. Problem w tym, by kobiecości nie kojarzyć tylko z falbankami, zwiewnością i sentymentem. Dopóki „kobiece” będzie synonimem drugorzędności i banału, dopóki będzie skazą, dopóty kobiety będą zadowolone z komplementów o męskim pisaniu. Męskim, czyli mądrym, zdystansowanym, odważnym, będącym wzorcem doskonałości.

(więcej…)

Czas refleksji

Wybaczcie milczenie. Zbyt wiele bliskich mi osób umarło w tym roku, a w grudniu jeszcze Basia Dziekańska. W ostatni dzień roku robię roczny bilans zysków i strat. Punkt punktowi nierówny. Jedno wydarzenie po stronie z plusami, nie równoważy straty, bo nic jej zrównoważyć nie może, nawet jeśli taka jest kolej Dowiedz się więcej