Trucizną mnie uwodzisz
On: „Chcę żebyś kochała tylko mnie. Nikt nigdy nie wychowywał mnie tak, bym potrafił się dzielić. Jestem zazdrosny o ubrania,które dotykają twojej skóry. Zazdrosny o to, co zjesz, o winogrono w twoich ustach, o filiżankę, którą zbliżasz do warg.
Ona: Cokolwiek wziąłeś, chcę mieć to wszystko z powrotem. Nie podoba mi się, że byłeś w moim pokoju i wszędzie zaglądałeś. Zupełnie,jakbyś był złodziejem.
On: Twój ojciec kolekcjonuje motyle, a ja kolekcjonuję ciebie. Cóż, może jestem złodziejem. Może kochać kogoś, to tak jakby wykradać go kawałek po kawałku. Może miłość jest jak automat na monety. Nie zamierzam niczego oddawać. Wszystko, co twoje, jest i moje. Czy nie taka powinna być miłość?
On: Jestem gotów karmić cię, prasować twoje ubrania, czesać włosy i obierać ci pomarańcze.
Ona: Złamałeś mi palec. Co jeszcze zamierzasz we mnie złamać?
On: Ja cię poskramiam, formuję cię do swoich potrzeb.”
Na podstawie zacytowanego fragmentu można byłoby spodziewać się powieści o toksycznej miłości i przemocy. Powieść jednak smakuje wielorako,tajemniczo, magicznie. Uśpionymi motylami, zapachem melonów i białych róż,czerwoną ziemią, omszałą ścianą klasztornego muru, żwirem, kostkami lodu, pomarańczami,słonecznym żarem. Zanurzamy się w egzotycznym klimacie Meksyku, dźwiękach targowiska, nawoływaniach ulicznych sprzedawców. Słyszymy akordeon, Jimiego Hendrixa i piosenki Augustina Lary. Jedna strona powieści smakuje ciszą, druga zakazaną miłością,trzecia arszenikiem, a 107 nocą pełną łez, 108 dzieckiem zagubionym w lesie. (więcej…)