Gryź patyk, gdy poczujesz tęsknotę

Życie bohaterek „Prawdziwej historii opartej na kłamstwach” Jennifer Clement „toczy się wspak i jest na lewą stronę”. Cokolwiek powiem o tej powieści będzie błędem. Parafrazuję słowa Bolesława Leśmiana, który odnosił się w ten sposób do poezji. Opowieść jest fascynująca sama w sobie, ale wartość tej książki tkwi w języku, sposobie obrazowania, nie tylko w fabule.

Dom bogatej meksykańskiej rodziny przypomina Macondo, fikcyjną wioskę stworzoną przez Gabriela Margueza, opisaną w „Stu latach samotności” i opowiadaniu „Dzień po sobocie”. Mówię o aurze, bo sama rzeczywistość powieści J. Clement jest realistyczna i pełna bólu. Natomiast trzech narratorów opowiada o niej tak, że aż trudno uwierzyć, by akcja działa się w latach 60. XX wieku, gdzie czarno na białym funkcjonuje prawo i żyją kobiety, które wiedzą, że wolność może być ich przywilejem, a bunt prawem.

Bohaterkami powieści są: pani Lourdes Camila O`Conner, Leonora, Sofia, Josefa (służące), Aura, córka Lenory, odebrana jej, uznana przez pana O`Connera i wychowywana pod jego nazwiskiem. Są także, gdzieś w tle, dwaj „legalni” synowie jedynego żywiciela rodziny, Francisco i Pedro.
Leonora jest najmłodszą służącą. Jako nastolatka trafiła do państwa O`Conner wprost z klasztoru, do którego posłała ją matka, pewna, że tylko „krzyż nie kradnie, bo nie może poruszać ramionami”. Matka Leonory nie chciała już w swojej rodzinie niewykształconych ludzi, którzy przez całe życie zbierają witki i wyplatają z nich miotły. (więcej…)

Pisać jak kobieta

Literatura pisana przez kobiety ma zawsze płeć i deprecjonuje się ją przymiotnikiem „kobieca”, nawet, jeśli jest „męska” w sposobie ukazywania emocji. Jakże często w tekstach recenzujących twórczość pisarek porusza się problem płci. Pisała o tym wielekroć Erica Jong. Pisarze to twórcy, płeć jest oczywistością. Pisarki to najpierw kobiety. Literat to mężczyzna, literatka to mała szklaneczka o pojemności stu gram. Jeśli recenzent chce dowartościować poetkę, nazywa ją „Herbertem w spódnicy”.
Kobiety powinny pisać jak kobiety, skoro inaczej postrzegają świat. Problem w tym, by kobiecości nie kojarzyć tylko z falbankami, zwiewnością i sentymentem. Dopóki „kobiece” będzie synonimem drugorzędności i banału, dopóki będzie skazą, dopóty kobiety będą zadowolone z komplementów o męskim pisaniu. Męskim, czyli mądrym, zdystansowanym, odważnym, będącym wzorcem doskonałości.

(więcej…)

Czas refleksji

Wybaczcie milczenie. Zbyt wiele bliskich mi osób umarło w tym roku, a w grudniu jeszcze Basia Dziekańska. W ostatni dzień roku robię roczny bilans zysków i strat. Punkt punktowi nierówny. Jedno wydarzenie po stronie z plusami, nie równoważy straty, bo nic jej zrównoważyć nie może, nawet jeśli taka jest kolej Czytaj dalej…

Trucizną mnie uwodzisz

 On: „Chcę żebyś kochała tylko mnie. Nikt nigdy nie wychowywał mnie tak, bym potrafił się dzielić. Jestem zazdrosny o ubrania,które dotykają twojej skóry. Zazdrosny o to, co zjesz, o winogrono w twoich ustach, o filiżankę, którą zbliżasz do warg.

Ona: Cokolwiek wziąłeś, chcę mieć to wszystko z powrotem. Nie podoba mi się, że byłeś w moim pokoju i wszędzie zaglądałeś. Zupełnie,jakbyś był złodziejem.

On: Twój ojciec kolekcjonuje motyle, a ja kolekcjonuję ciebie. Cóż, może jestem złodziejem. Może kochać kogoś, to tak jakby wykradać go kawałek po kawałku. Może miłość jest jak automat na monety. Nie zamierzam niczego oddawać. Wszystko, co twoje, jest i moje. Czy nie taka powinna być miłość?

On: Jestem gotów karmić cię, prasować twoje ubrania, czesać  włosy i obierać ci pomarańcze.

Ona:  Złamałeś mi palec. Co jeszcze zamierzasz we mnie złamać?

On: Ja cię poskramiam, formuję cię do swoich potrzeb.”

      Na podstawie zacytowanego fragmentu można byłoby spodziewać się powieści o toksycznej miłości i przemocy. Powieść jednak smakuje wielorako,tajemniczo, magicznie. Uśpionymi motylami, zapachem melonów i białych róż,czerwoną ziemią, omszałą ścianą klasztornego muru, żwirem, kostkami lodu, pomarańczami,słonecznym żarem. Zanurzamy się w egzotycznym klimacie Meksyku, dźwiękach targowiska, nawoływaniach ulicznych sprzedawców. Słyszymy  akordeon, Jimiego Hendrixa i piosenki Augustina Lary. Jedna strona powieści smakuje ciszą, druga zakazaną miłością,trzecia arszenikiem, a 107 nocą pełną łez, 108 dzieckiem zagubionym w lesie. (więcej…)

Krzysztof Gąsiorowski zasnął

Krzysztof Gąsiorowski zasnął

 

      Pozostały wiersze.

Krzysztofa Gąsiorowskiego już nie ma.

Chciałam napisać „wybitnego poety”, ale boję się przymiotników, które wyświechtane, już nic nie znaczą. Byle wierszopis wstawia sobie notkę pod publikacją, opatrzoną „genialny, wybitny”.

Gdybyśmy nie umierali, nic nie byłoby ważne, pisał Krzysztof Gąsiorowski, poeta, krytyk, tłumacz, współzałożyciel Orientacji Poetyckiej „Hybrydy”.

„Ech, te cmentarze, zadbane bardziej, niż place zabaw dziecięcych”, napisał.

To jego wersem, „Spalmy tę czarownicę, będzie cieplej”, opatrzyłam któryś ze swoich esejów. (więcej…)