O rodzeniu dzieci, książek i czasie, który nami wywija

 

Często na spotkaniach pada pytanie: Którą ze swoich książek pani najbardziej lubi. Kłopotliwe pytanie. Najczęściej odpowiadam, że każdą lubię inaczej, każdą za coś innego. Aż mnie korci, by powiedzieć, że z książkami, jak z dziećmi. „Urodziłam” swoje książki. Nosiłam je w swojej głowie pół roku albo i dwa, zmagałam się z nimi. Taka odpowiedź sugerowałaby, że porównuję proces tworzenia do macierzyństwa. To niedobre porównanie.

Dzieci urodziłam, bo chciałam je kochać.

Każde dziecko jest jedyne i najukochańsze, choć inaczej kocha się diabełka, a inaczej kujonka. Dziecko w łonie rośnie bez względu na czyjąś wolę, to cud natury. Twórczość literacka to ciężka praca niepodobna do noszenia dziecka w łonie. W pisaniu potrzebna jest dzika wola, aktywność, dyscyplina, przykuwanie się do biurka. Proces twórczy (rodzenie książki w bólach) dobiega końca w chwili jej ukończenia.

Potem książka żyje własnym życiem.

Urodzone dziecko w chwili, gdy wyda swój pierwszy krzyk, domaga się kreatywności. (więcej…)

Czarna ballada o Wujku

czarna balladaChoć po cichu, ale byłam pewna, że skoro Robert Talarczyk swój autobiograficzny spektakl „Wujek 81”, przenoszący nas do czasów sprzed 35.lat, kiedy to kopalnia „Wujek” strajkowała,  nazwał  czarną balladą, to nie będzie w nim martyrologii, solenia ran i patosu. I nie było, powiem to od razu. Miałam jednak chwilę wahania przed wejściem do teatru, kiedy  na frontonie zobaczyłam banery z hasłami: Polak Polakowi zgotował ten los, Precz z zapleśniałą elitą władzy, Wolność słowa i myśli. Zabrzmiało to groźnie, szczególnie w zestawieniu z aktualnymi wydarzeniami w sejmie i protestami pod nim.

Ballada jako gatunek wyrastający z tradycji bardowskiej kieruje się swoimi prawami, które reżyser na różne sposoby wykorzystał, tworząc liryczną i mroczną opowieść z tragedią w tle, widzianą oczami czterech zaprzyjaźnionych z sobą, nastoletnich chłopaków. Zapamiętali ją po swojemu, poprzez pryzmat własnych lęków i fascynacji światem komiksowych bohaterów, którzy pozwolili im wierzyć, że dobro zwycięży, a wcielenie się w Czterech Jeźdźców Apokalipsy pomoże im odnieść zwycięstwo. Przyjaźń i symboliczne „braterstwo krwi” łagodziło im okres dojrzewania i doświadczenia, w których nie każdy stoi po tej samej stronie barykady (ojciec jednego z chłopców jest milicjantem). (więcej…)

Cesarz w Teatrze Zagłębia

cesarz1„Cesarz” w Teatrze Zagłębia to bardzo polityczny spektakl. Ale cóż we współczesnym czasie nie jest polityczne? „Jesteśmy dziećmi epoki/epoka jest polityczna/ Wszystkie twoje, nasze, wasze/ dzienne sprawy, nocne sprawy/ to są sprawy polityczne” pisała Wisława Szymborska w jednym z wierszy. „Cesarz” Ryszarda Kapuścińskiego to uniwersalna opowieść o władzy, cesarzu  i ludziach dworu, ale ponieważ sytuacja w naszym kraju jest, jaka jest, nie potrafiłam uniknąć skojarzeń i przypasowań.

Cesarz rozpoczynał dzień od słuchania donosów. Noc jest niebezpieczną porą spiskowania i Heje Sellasje wiedział, że to, co dzieje się w nocy, jest ważniejsze.Dobrotliwy pan wolał złych ministrów/…/lubił korzystnie kontrastować./…/ Słońce musi być jedno, taki jest porządek natury.

Mogłabym zachowania ludzi na dworze cesarza odnieść do sposobu sprawowania władzy nie w  państwie, a w korporacji, gdzie człowiek pracuje wedle sztywno wyznaczonego kieratu i manipulacji, polegającej na lingwistycznym programowaniu umysłu. Odżyły jednak we mnie dawne, „ezopowe” zachowania, każące tropić język i szukać w jego treści utajonych, zawoalowanych znaczeń. (więcej…)

"Srebrzysko" Stefana Chwina

„Srebrzysko” Stefana Chwina,

czyli o ludzieńkach bez świata i Boga

„Jest to najbardziej ryzykowna książka, jaką napisałem w życiu. Chociaż raz taką trzeba napisać dla spokoju serca” –  powiedział Stefan Chwin, autor „Srebrzyska”. Ma rację, bo pisać tak trzeba, by w autorze zapanował spokój, a w sercach czytelników przerażenie i lęk, owocujący jeśli nie bezsenną nocą, to przynajmniej koszmarami. Nie przesadzam, przywołując tak intensywne emocje. Udzieliły mi się, ponieważ to najbardziej emocjonalna powieść, jaką Chwin napisał.

„Bóg tkwi w szczegółach, a diabeł jest wszędzie” (to zapamiętane z Carlosa Ruiza Zafona). Idąc tym tropem Autor-Stwórca dba o szczegóły w narracji i konstrukcji powieści, bo w nich pisarska moc, a diabłu w sobie pozwala hulać, wymyślając scenariusz, od którego włos się jeży. Wystarczy, abyśmy przejęli się brutalną maksymą powieściowego prokuratora, sugerującą, że nie ma ludzi niewinnych, bo niewinny to taki grzesznik, który jeszcze nie zdążył trafić przed sąd, a uruchamiamy wyobraźnię i szukamy własnych grzechów, które choć wydawać się mogą lekkimi, w oczach prawa albo tzw. mediów i publicznej opinii stać się mogą winą nie do zmycia, bo przecież „ktoś musi za to zapłacić”.     (więcej…)

Srebrny pierścionek

 

Kiedy byłam 17-letnią studentką filologii polskiej, zobaczyłam go po raz pierwszy na wystawie u jubilera. Kosztował majątek, jak na moją studencką kieszeń (stypendium, które otrzymywałam musiało mi starczyć na wszystko, prócz mieszkania). Nie miał oczka z kamienia, zamiast niego wypukłe oczko ze srebra, okolone wianuszkiem misternie utkanych srebrnych kwiatuszków. Cudeńko, cacuszko. Misterna elegancja. Przechodziłam codziennie koło jubilera i patrzyłam. Któregoś dnia zniknął. Ktoś go kupił. To nie brylant, ewidencji nie prowadzono. Po godzinie zobaczyłam go na palcu koleżanki z grupy. Zacisnęłam zęby, odwróciłam oczy. (więcej…)

Czarna seria

Najpierw dysk z laptopa poszedł w diabły. Fachowcy, ci sami, co zawsze, zainstalowali nowy dysk, lepszy, odzyskali dane, kontakty z książki adresowej. Nie odzyskałam archiwum korespondencji, zgromadzonej w folderach. Zapewne to też można, ale właściwie nie boleję nad tym. W folderze „spotkania autorskie” zgromadziłam zaproszenia na rok 2017. Jeśli będą Dowiedz się więcej

Laptop u pana doktora

Rano nie uruchomiłam laptopa. Międlił, kręcił, wreszcie się zawiesił i ani tu, ani z powrotem. Nawet Januszek nie pomógł, choć on moim komputerowym guru. Tak więc pojechałam z laptopem do doktora, zobaczymy, co mu dolega. Swoje lata ma, ostatnio chodził jak wół. Uparłam się, by nie przechodzić na system Windows 10. Może to błąd.
Wnuk mnie pocieszał, że pan doktor na pewno poradzi na nieskończoną ilość procent. Nie zapisywałam ostatnich tekstów na pendrive. (więcej…)

Wywiad z samą sobą

 – Ile masz lat?

– 36 mi brakuje do setki.

– Kolor oczu? – Zielone, więc życie szalone.

– Czy masz tatuaże? – Ani jednego. Nie skażę siebie na żadne cierpienie dobrowolnie. Życie i tak nie szczędzi ciosów.

– Czy masz przyjaciół? – Mam nadzieję, że kilku. Na więcej mnie nie stać, ani emocjonalnie, ani czasowo, bo przyjaźnie trzeba pielęgnować.

– Czy jesteś samotna? – Tak, czasem czuję się samotna, choć nie jestem sama. Czasem lubię tę swoją samotność. Czasem jej nienawidzę. To takie uczucie, kiedy masz wrażenie, że choćbyś nie wiem jak blisko z kimś była, to on i tak nie zrozumie, co w tobie siedzi i gra.

– Czy lubisz chodzić po górach? – Ani trochę, góry lubię podziwiać z tarasu. (więcej…)

Leni Riefenstahl. Epizody niepamięci.

Spektakl „Leni Riefenstahl. Epizody niepamięci”, w reżyserii Eweliny Marciniak, zrealizowany został z takim rozmachem, z jakim jego bohaterka, reżyserka dokumentów „Triumf woli” i „Olimpiada”, propagujących nazistowską politykę Hitlera, realizowała swoje filmy, nowatorskie w pracy kamery i montażu. Do tego potrzebna była ogromna przestrzeń Galerii Szybu Wilsona w Katowicach. Każda jej część jest wykorzystana. Trzy ekrany zamieniają ją w ogromne studio filmowe (scenografia Katarzyna Borkowska, także świetna reżyseria świateł). Fragmenty wspomnień z przeszłości nakładane są na urywki już przywołanych wcześniej filmów wyświetlanych w tle, a także innych, „Potęgi obrazu” oraz filmu Kobiety Hitlera (o Riefenstahl) i archiwalnych: „Berlin w Lipcu 1945” i „Powstanie i upadek III Rzeszy”.

(więcej…)

Hanka Kariatyda

Hanka Kariatyda
Teatr Korez

Mianujom mie Hanka akwarela Grażyna Bułka na tę rolę czekała swoje całe zawodowe życie, być może nie wiedząc, że czeka. Aktorka, urodzona w Świętochłowicach, wychowana na podwórku w Lipinach, mająca w swoim artystycznym dorobku wiele ciekawych i brawurowych ról, tym razem wciela się w postać Hanki, Ślązaczki spod Pszczyny. Jest to kreacja porażająca swą prostotą i szlachetnością (reżyseria: Mirosław Neinert), spokojem, który każe wstrzymywać oddech, by nie uronić ani jednego wyszeptanego słowa.
Stara kobieta siedzi na krześle i przyszywa guziki do odświętnej jakli. Ma na sobie szarą sukienkę z koronkowym (heklowanym) kołnierzykiem, przepasaną w pasie fartuchem, na stopach kapcie (laćki). Ponoć to stara sukienka matki aktorki, a okulary należały do jej ojca, który zmarł 28 lat temu.
Mianujom mie Hanka, przedstawia się, podnosząc znad szycia siwą głowę z włosami związanymi w węzeł na karku. Na chwilę zsuwa rogowe okulary, uśmiecha się, wspominając dzień, w którym rozpoczęła służbę u swojej ciotki w Katowicach. Na krześle obok przewieszone są inne części śląskiego stroju: spódnica, bluzka z koronkami, chusta w kwiaty. Obok stoją wypastowane czarne półbuty. Wszystko przygotowane na jakiś ważny dzień, jak się okaże, ten ostatni, w którym będzie się można spotkać z dawno zmarłymi bliskimi.

(więcej…)