Być jak Szwejk

Szwejk musi wyglądać jak Szwejk. I choć u Haszka nie ma opisu postaci, to i tak wiemy, jak Szwejk wygląda, bo przyzwyczailiśmy się do wizerunku, który utrwalił karykaturzysta Josef Lada. Widziałam w tej roli Kazimierza Brusikiewicza na scenie Teatru Śląskiego. Krytycy pisali o nim, że nie grał Szwejka, tylko był Szwejkiem. Świetnego Szwejka dwa razy zagrał też Roman Kłosowski, w wieku 30 lat i gdy skończył 60. Postać Szwejka była jakby uszyta i dla niego. Teraz mogę to samo powiedzieć o Wojciechu Leśniaku, który jest Szwejkiem w Teatrze Zagłębia (reżyseria i adaptacja Igor Gorzkowski), wykorzystującym swoją posturę i naturalny tembr głosu. Jest to rola z każdej strony udana. (więcej…)

Nieważne, kto jest kim, jeśli się wyczuwa rytm

Przez dwie godziny siedziałam w Teatrze Śląskim wbita w fotel. Może dlatego, że informacja o przeniesieniu miejsca akcji „Wesela” do pubu w Belfaście (reżyseria i adaptacja Radosław Rychcik), wymazała we mnie oczekiwanie na spektakl będący „Weselem” Stanisława Wyspiańskiego, rozgrywającym się w chłopskiej chacie, którą znałam z lektury, inscenizacji teatralnych i filmu Andrzeja Wajdy (tutaj reżyser wszedł w tajny pakt z dramaturgiem i podsłuchał, co mu naprawdę w duszy grało). (więcej…)

Od krwi i rozpusty ocal nas Panie

sala fotoCzcionka w programie teatralnym do spektaklu „Sala Królestwa” według tekstu i w reżyserii Tomasza Śpiewaka, jest czerwona jak krew. Ilustracje w środku także. Okładka reprodukująca obraz amerykańskiego malarza Alberta Bierstadta, Rocky Mountain Landscape, zaciekawia monumentalizmem i tajemniczą baśniowością krajobrazu. To znaki sugerujące widzom tematykę sztuki. Tytułowe „Królestwo”, choć utracone, będzie nam ponownie dane. Kiedy tylko świat się skończy, a skończyć się musi, czeka nas nagroda, bo odnajdziemy się w rajskim ogrodzie, bez zła i przemocy, bez wojen, chorób i złych ludzi. Trzeba tylko wypełniać nakazy. Nakazy są dobre, bo gwarantują bezpieczeństwo, podstawową ludzką potrzebę. (więcej…)

Czarne, zielone i czerwone, czyli o "Czarnym Ogrodzie"

„Pracodawca rychło się zorientował, że ten zielony raj nie pomieści wszystkich robotników, jakich mu potrzeba. Niemal więc od razu, o parę kilometrów dalej, urządził drugi, lecz zupełnie inny: czerwone miasteczko, zwarte jak twierdza/…/ Z czasem związał ze sobą zielone, czerwone i czarne (czyli kopalnię, która powstała już wcześniej) kolejką jak z lunaparku. Woziła bezpłatnie na szychtę, do kościoła albo na piwo” .
Małgorzata Szejnert (więcej…)

Kury i noże

Nagle i niespodziewanie znalazłam się w całkowicie innym, porywającym i pozornie nie moim świecie. Nagle – bo nie wiedziałam, o czym jest sztuka, nic na jej temat nie przeczytałam przed wejściem do teatru. Nagle – bo z jazgotu miejskiej ulicy, natłoku sensacyjnych wiadomości podawanych przez radio i telewizję, znalazłam się w świecie poetyckim, porywającym, każącym trwać na niezbyt wygodnym krześle w jednej pozycji i na jednym oddechu aż do końca spektaklu. Trwać ze strachu, że zmiana pozycji, czy chrząknięcie mogłoby wytrącić mnie z tej aury, rozerwać kokon, w który się spowiłam od pierwszej kwestii, kiedy to Ona, Kobieta wiotka jak trzcina, ubrudzona matką Ziemią, mówi do swojego męża, oracza: Nie jestem pole. A mąż odpowiada: Mówię, że jesteś jak pole. Nie jestem jak pole, jestem jak ja, odpowiada.
Jestem pole/ jestem jak pole. Zasadnicza różnica. To tak jakbym powiedziała: Jestem kobietą/ jestem jak kobieta.

Nigdy nie widziałam takiej sztuki. Nigdy. (więcej…)

Jak zaistnieć w świecie mamony?

NajdroższyPignon jest życiowym rozbitkiem. Nie wygląda jednak na zrozpaczonego, spokojnie godzi się z sytuacją, w której już nic nie ma do stracenia, bo wszystko stracił (pracę, żonę, która związała się z innym i dzieci, które też o nim zapomniały). Poznajemy go w chwili, kiedy siedzi w salonie na dizajnerskiej czerwonej kanapie w kształcie ust, według projektu Salvadore Dalego. Na ścianach wiszą obrazy mistrzów: Joana Miró, Marka Rothko, w kącie stoi manekin z „Mechanicznej pomarańczy” (scenografia: Magdalena Gajewska).  (więcej…)

Wij się Wiju, wij

Wij

„Ale wija” mawiają młodzi. W slangu słowo „wija” oznacza zadymę, awanturę, ale taką w teatralnym wydaniu, gdzie jest na co popatrzeć i czego posłuchać bardziej niż się bać. Cóż takiego jest w opowiadaniu Mikołaja Gogola o tytule „Wij”, że sięgali po niego twórcy filmu w latach dawnych (rok 1909, 1918, 1967), a także i teraz: film z roku 2014 w reżyserii Olega Stepczenko. (więcej…)

Szalona "Morfina" w Teatrze Śląskim

Morfina fotoIdąc na „Morfinę”, zrealizowaną w Teatrze Śląskim, a wystawianą w postindustrialnym wnętrzu Szybu Wilsona na Nikiszowcu, obiecałam wykasować sobie z głowy powieść, aby spektakl potraktować jak teatralne li tylko dzieło, niekoniecznie będące adaptacją powieści Szczepana Twardocha. Kołatało mi w głowie pomstowanie Antoniego Słonimskiego („Gwałt na Melpomenie”) na teatralnych przerabiaczy, którzy dziwaczą, nudzą i paskudzą literaturę.
Oczywiście było to niemożliwe, ale wyszłam z przedstawienia z przekonaniem, że gdybym nie wiedziała, o czym powieść traktuje, to i tak odebrałabym spektakl o Konstantym Wilemanie (Paweł Smagała) jako rzecz o pułapce, z której ucieczki nie ma, o koszmarnym śnie morfinisty, zapadającego z wizji w wizję i za każdym razem przerażonego przebudzeniem, które okazuje się kolejnym koszmarem bez nadziei na to, że się kiedyś skończy.
Już pierwsza scena jest wymowna. (więcej…)

Psychodrama z Psiuniem w tle

Psiunio
Psychodrama z Psiuniem w tle

Są takie książki i spektakle teatralne, które idealnie wpasowują się w bieg życia. Książka przychodzi w chwili, kiedy właśnie ta a nie inna jest najbardziej potrzebna, jakby wybrała najwłaściwszy moment. Spektakl się dzieje w Teatrze Bez Sceny, a jakby kontynuuje to, co przed godziną rozgrywało się w wielu domach, gdzie jest ukochany pies.
Czy wszyscy właściciele psów wpisują się w rodzinno-psi skrypt, mający wspólne płaszczyzny zachowań bez względu na klimat domu i ilość miłości przelewanej na zwierzaka?

Wybaczamy psiakowi pogryzione pantofle i nogi od stołu. Nie dostrzegamy granicy, poza którą pies staje się nieświadomie naszym panem i despotycznym władcą. Nawet nie zauważymy, kiedy z większą czułością odzywamy się do psa niż męża czy dorosłego dziecka, które wyfrunęło już z domu. Ukrywamy złość, bo teraz całość obowiązków spoczywa na rodzicach. Psu podporządkowuje się rytm dnia, dla psa rezygnuje się z wielu przyjemności, które dawałaby wolność „od”. Oczywiście wszyscy kochamy Psiunia, ale też coraz częściej myślimy, ilu przysparza obowiązków, które z dawania radości zamieniają się w pańszczyznę. Któregoś dnia jednak Psiunio znika. Alex i Zoe wiedzą, że Psiunia trzeba odnaleźć, choćby nie wiem, jak kuszącą była perspektywa błogiej ciszy bez niego. (więcej…)

Całuj dłoń żywiciela

Całuj dłoń żywiciela – te słowa nie padły ze sceny, a jednak przez cały spektakl dźwięczały w mojej głowie i dźwięczą nadal, choć ponad trzy tygodnie minęły od premiery sztuki Tomasza Śpiewaka (dramaturgia) i Remigiusza Brzyka (reżyseria).
„Koń, kobieta i kanarek” w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu to spektakl o kobietach, dla których mężczyźni są bogami i ich władcami. To spektakl o przemocy fizycznej, psychicznej, także ekonomicznej. O Córce (Edyta Ostojak) Sztygara, która nie chce zaakceptować ciąży, o bezpłodnej Żonie Lekarza (Małgorzata Sadowska), bitej Żonie Górnika Praworęcznego (Beata Deutschman), wpatrzonej ślepo w syna Matce Górnika Praworęcznego (Dorota Ignatiew).

(więcej…)