NajdroższyPignon jest życiowym rozbitkiem. Nie wygląda jednak na zrozpaczonego, spokojnie godzi się z sytuacją, w której już nic nie ma do stracenia, bo wszystko stracił (pracę, żonę, która związała się z innym i dzieci, które też o nim zapomniały). Poznajemy go w chwili, kiedy siedzi w salonie na dizajnerskiej czerwonej kanapie w kształcie ust, według projektu Salvadore Dalego. Na ścianach wiszą obrazy mistrzów: Joana Miró, Marka Rothko, w kącie stoi manekin z „Mechanicznej pomarańczy” (scenografia: Magdalena Gajewska). Mieszkanie jest własnością zamożnego Jonville`a, ojca chrzestnego Pignona, który do tej pory w jego życiu pojawił się tylko w dniu chrztu. Teraz Pignon jest dozorcą w tymże mieszkaniu, a pracę zawdzięcza zapobiegliwości matki, w przeszłości służącej u bogacza.
Pignon jest bohaterem komedii Francisa Vebera „”Najdroższy” ( przekład Barbara Grzegorzewska), wystawianej na scenie Teatru Zagłębia w Sosnowcu, więc nie pogrążymy się głęboko w psychologicznych odmętach jego duszy, wręcz przeciwnie, z lekkością wejdziemy w środek śmiesznych sytuacji, które zdarzą się, gdy Pignon zacznie udawać kogoś, kim nie jest. Scenariusz podpowie mu codzienność, w której się znalazł.
Farsa oparta jest na odwróceniu stereotypowych przyzwyczajeń, na przykład strachu przed kontrolą urzędu skarbowego. Nikt o tym nie marzy, nawet ten, kto nie ma żadnych przychodów. Pignon jednak myśli innymi kategoriami. Wydaje mu się, że gdyby zainteresował się nim urzędnik-kontroler, to tym samym dodałby mu ważności jako osobie i pozwoliłby zaistnieć w świecie.

I na tej podstawie zbudowana jest przewrotna intryga, dzięki której z pojawiających się w farsie postaci wyjdzie cały banał tego świata, marzącego o wielkich pieniądzach, które szczęścia nie dają, ale. Pignon chciał być interesujący dla ludzi, a okazało się, że oni stali się przez to tylko interesowni, jak mówi. Łatwo w komedii tego typu przeszarżować w gestach i nadmiernym teatralizowaniu dialogów. Aktorzy zachowują właściwy umiar, dzięki czemu więcej się dzieje w wyobraźni widzów.
Pignon (Michał Bałaga) jest przez cały czas obecny na scenie, to on napędza spektakl. Zachowuje się zwyczajnie, więc wiarygodnie. Jest skromny, ciepły i przez to sympatyczny. Mimo sytuacji nie do pozazdroszczenia, sprawia wrażenie wolnego, jakby pozbył się wielkiego ciężaru. Nie należał do oddających duszę firmie i goniących za mamoną, więc obecna sytuacja nie każe mu rwać włosów z głowy. Bardziej zależy mu na szacunku niż na bogactwie. „Nieważne, czy się jest bogatym, ważne, by inni myśleli, że jest się bogatym”, podkreśla. I wkrótce się przekonuje, że rzekomy szacunek i podziw można sobie kupić dzięki mistyfikacji.

Jego żona, Marie (Agnieszka Bałaga-Okońska) gra interesowną kobietę, gotową na każdą deklarację i zmianę, byle tylko przyniosła jej dobrobyt. Podobnie pazerna jest Christina (Małgorzata Sadowska) dekoratorka wnętrz, zainteresowana współczesną sztuką i bogatymi klientami. Uwodzi Pignona (bez szarży) z nadzieją na wielkie profity. Choć sytuacje sceniczne dostarczają okazji, by pójść w stronę pikantnych momentów, reżyser (Paweł Aigner) wolał humorystycznie ogrywać rekwizyty niż atuty ciała Christiny.
Niezwykle ciekawą rolę stworzyła Edyta Ostojak, grająca Olgę, sąsiadkę Pignona, sprzedającą usługi erotyczne i na swoje rzekome nieszczęście, związaną z zakochanym w niej multimilionerem. Gra subtelną, bezpruderyjną dziewczynę, z której emanuje tylko dobroć i niewinność. Jest przekonywująca i chciałoby się ją serdecznie przytulić, nic dziwnego więc, że i ona, i Pignon zaczną patrzeć w tym samym kierunku.
Urzędnik skarbowy, Toulouse (Grzegorz Kwas) zadbał o to, by poczuć do tej postaci umiarkowaną antypatię, a Maurin (Piotr Bułka), przyjaciel Pignona, by poczuć zdecydowaną antypatię.
W napięciu oczekuje się tajemniczego ojca chrzestnego, bogatego Jonville`a (Zbigniew Leraczyk). Zjawia się pod koniec sztuki, wnosi powiew morza, jachtu, nonszalancji i beztroski człowieka, który niejedno widział i „załatwił”, a teraz może zadośćuczynić błędom młodości.

Spektakl bawi, rozpręża i nie nudzi, choć przecież finał jest do przewidzenia. To zasługa zespołu teatralnego, klimatu stworzonego scenografią i muzyką (Piotr Kilmek), a przede wszystkim aktorów.
Szaleństwa komediowego wprawdzie nie ma, ale wychodzi się z teatru, oddychając lżej i z przekorną nadzieją, jeśli nie na bogatego ojca chrzestnego, który w spadku pozostawi solidne polisy, a nie długi, to chociaż na to, że coś z nieba kapnie. No bo przecież tak bywa, że „jak Pan Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno”.

Teatr Zagłębia w Sosnowcu, Najdroższy, reżyseria: Paweł Aigner, premiera: 13.02.2015 r.


1 komentarz

~okiem widza · 21 lutego 2015 o 15:22

Uwielbiam Edytę Ostojak od kiedy zobaczyłam ją w „Korzeńcu”. Ma w sobie jakąś delikatność, kruchość, która wzrusza. Ta aktorka działa na mnie hipnotyzująco. Jej głos, jego brzmienie, artykulacja. Ciekawe, jak dalej będzie się rozwijać jej talent. Ciekawe.

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.