Dziennik lektur

Zapiski z dziennika, 2 sierpnia 1998. Most przeznaczenia

Zapiski z dziennika, 2 sierpnia 1998. Most przeznaczenia

Czytam „Most San Luis Rey” Thorntona Wildera. Po raz kolejny. Czytam tę powieść z nadzieją na rozwikłanie tajemnicy. Byłam pewna, że kiedy dobrnę do końca, coś zrozumiem, rozwiążę wreszcie tajemnicę tych pięciu, którzy wkroczyli na most i on się pod nimi zarwał. Dlaczego oni, a nie inni. Czym sobie zasłużyli na taki koniec. Niczego się nie dowiedziałam nowego. Tak jest prowadzona narracja, by na pytanie: O co w tym życiu chodzi i co jest w nim ważne, odpowiedzieć najprościej, że o nic nie chodzi i nic nie jest ważniejsze od niczego. A jednak Thornton Wilder, coś przemyca w końcowych dialogach.

Może po to zginęła Marquesa de Montemayer, aby jej córka Klara, mogła się spotkać z Marią del Pilar, przeoryszą, i rozmawiać o swojej matce, od której zawsze uciekała i opędzała się.

Może po to zginął wuj Pio i syn Perichole, aktorki, aby ona mogła płakać na kolanach Marii del Pilar. Może po to wszystko się stało, aby „miłość zwróciła się do miłości, która ją zrodziła”. Bo jest „kraj żywych i kraj umarłych, a mostem między nimi jest miłość. I tylko ona przetrwa, tylko ona ma znaczenie”.

 

Może po to Zofia Chądzyńska (też pisała o tej powieści) przechodziła katusze swojego dzieciństwa, aby spotkać Reverzego i aby on nakłonił ją do pisania „Śpiewu muszli”, o którego istnieniu nigdy się nie dowiedział. Może po to spotkałam Zbyszka, abym i ja zaczęła pisać. Gdyby nie było mojego pisania, nie byłoby mnie w wielu miejscach i nie spotkałabym tych ludzi, których spotkałam i którzy tali się dla mnie ważni. Nie odnaleźlibyśmy się, nie spotkali, albo spotkali w całkiem innej sytuacji i rozminęli, nie poznali, może coś ważnego by nam umknęło.

in / 353 Views

Brak komentarzy

Napisz swoją opinię

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.