Codziennik

70 lat V Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława Broniewskiego w Katowicach

70 lat V Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława Broniewskiego w Katowicach

Jestem absolwentką V LO, nauczycielką języka polskiego w V LO, bibliotekarką w V LO i matką dwóch córek, które też są absolwentkami V LO. Spędziłam w murach tej szkoły 33 lata, wliczając szkołę podstawową, liceum i lata pracy po drugiej stronie, czyli jako tzw. ciało pedagogiczne, najbrzydsze ponoć ze wszystkich ciał, jak kpił w dziennikach Witold Gombrowicz.

Jestem dumna, ze kończyłam tę szkolę i że doprowadziłam do matury wielu uczniów. Najbardziej jednak z tego, że szkoła nosi imię Władysława Broniewskiego, jednego z moich ulubionych poetów. Nawet w czasach przemiany ustrojowej obroniliśmy to imię, choć, jak pamiętam, próbowano je zmienić.

Kiedy po raz pierwszy przekroczyłam próg szkoły, mając 6 lat, w kanciapce, na lewo od drzwi wejściowych, dyżurował tercjan, czyli woźny. Dyrektorem był Jan Karczewski, który prócz wielu zalet miał i tę, że przerywał lekcje różnymi komunikatami, ogłaszanymi przez szkolny radiowęzeł (kołchoźnik).  Jeden z nich bardzo nas rozbawił, zaczynał się od słów: Zginęła koza.

Później zamiast tercjana była woźna, której najbardziej bał się dyrektor Jerzy Surman. Ale nie tylko za to go kochaliśmy. Dyrektor Folkert (imienia nie pomnę) kierował szkołą krótko, bo wyjechał do RFN, ale trzeba przyznać, że zachował się taktownie, bo wkrótce przysłał nauczycielom kartkę z życzeniami owocnej pracy z młodzieżą.

Dyrektor Hanna Magiera niczego się nie bała. Znała tę szkołę jak własną kieszeń, bo spędziła w niej więcej lat niż ja i stąd odeszła na tzw. zasłużoną emeryturę. Rządów Małgorzaty Witańskiej nie doświadczyłam, bo już wówczas nie pracowałam w liceum, ale zapewne były one geograficznie rozległe. Nie pracowałam też w liceum, kiedy dyrektorowała Joanna Mrugacz, której lekcje historii moje córki wspominają do dziś, a zaczynają od słów: A pamiętasz, jak Mrugaczka…

V LO nazywano Oxfordem. Niby złośliwie, bo lądowali w nim uczniowie, którzy z sobie znanych powodów wylecieli z hukiem z innych liceów. Przybyło nam tym samym artystów, dla których sztywne ramy szkolne były katorgą W Piątce znaleźli przyjazną atmosferę i tolerancję dla swojej inności.
W każdym zawodzie jest mistrz, rzemieślnik i partacz, jak mawiała moja babcia Marianna. Nie zabrakło w V LO rzetelnych rzemieślników i nauczycieli z powołaniem, pasjonatów, dlatego wśród absolwentów są obecni profesorowie wyższych uczelni, a także artyści, społecznicy, politycy, jak również wspaniałe matki, ojcowie, dziadkowie wychowujący kolejne pokolenia.

Jaką byłam uczennicą? Pilną i potulną.

Jaką nauczycielką? Nie mnie oceniać.

Wiele zawdzięczam moim nauczycielom i uczniom.

Bez nich nie byłabym w tym miejscu, gdzie jestem teraz.

 

Marta Fox

 

Katowice, w marcu 2024 roku

Foto z sieci: Absolwenci V LO

 

in / 307 Views

Brak komentarzy

Napisz swoją opinię

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.