Codziennik

Po warsztatach z twórczego pisania w Siemianowicach

Po warsztatach z twórczego pisania w Siemianowicach

Po warsztatach z twórczego pisania w Siemianowicach,

organizowanych przez Fundację 44 Artura Gotza, w ramach projektu „Będzie dobrze”

Drogie Panie,

dziękuję za Waszą obecność, jak obiecałam, czytam Wasze notki i tutaj dzielę się refleksjami.

Twórcze pisanie polega między innymi na tym, by patrzeć na to, na co patrzą wszyscy i widzieć to, czego nikt nie widzi.

Napisanie krótkiej notki biograficznej, niebanalnej, nieschematycznej, takiej, by wywnioskował z niej, jaki diabeł siedzi w piszącym, albo jaki anioł, to wcale niełatwa sprawa.

Prowadziłam kiedyś takie zajęcia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Słuchacze pisali jednak notę związaną z biografią znanego twórcy. Też chodziło mi o to, by była inna od sztampy i by bez podania nazwiska można się było zorientować o kogo chodzi.

Na przykład taka:

Ten poeta był nieugięty jak płocki dąb. Kochał ojczyznę, choć miał z nią rachunki krzywd. Był żołnierzem-tułaczem i tęsknił za Wisłą w jerozolimskim zaułku. Śmierć zabrała mu Ankę. On zamienił ból w treny. Kochałbym cię, psiakrew cholera, pisał, gdyby nie ta niepewność. I kto dziś wie, co to za subtelne przekleństwo owo „psiakrew”.

Już Panie wiecie, kim ten poeta jest, prawda?

*

A oto Pań prace (poniżej) po mojej redakcji. Pamiętacie panie tę scenę z „Dżumy”, kiedy grand mozoli się nad pierwszym zdaniem powieści?: „W piękny poranek majowy wytworna amazonka, siedząc na wspaniałej kasztance, jechała kwitnącymi alejami Lasku Bulońskiego.”

Jak waży każde słowo, jak próbuje wniknąć z jego sens, który miałby oddać to, co pomyśli głowa, i na ile sposobów można to zdanie zmienić?

Pisanie to ciągle poprawianie, wyrzucanie dobieranie, rezygnacja, poszukiwanie, układanie. To kamieniołomowa praca. Górnik kopie w węglu, piszący w słowach.

Proszę zmieniać, kreślić, poprawiać, potem czytać na głos, by sprawdzić, czy dobrze brzmi.

I do następnego spotkania. Najbliższe moje, promujące książkę „Katowice nie wierzą łzom” w najbliższy poniedziałek, 26 września, w starej Bibliotece Śląskiej, Francuska 12, godz. 17.00. Zapraszam.

*

O tym, jak nie zostałam Julią. Moja mama wygrała batalię z babcią Julią, choć urodziłam się 15 maja/…/ Nie zostałam też dziennikarką. Aktorstwo też pozostało niespełnionym marzeniem, realizowanym w szkolnym teatrzyku i  w konkursach recytatorskich. Kim więc zostałam? Filologiem romanistą, której życie zawodowe wypełniła spedycja międzynarodowa. Zapędy literackie realizuję w ulotnych mediach społecznościowych. Czy myśląc o tym, kim byłabym, gdyby, a kim zostałam, mogę powiedzieć, że jestem spełniona? Tak, po wielokroć tak, wszak młodzieńcze marzenia spełniają się także i w niezaplanowanej i niewymarzonej formie.

Notka oparta o koncepcję literacką. Z tej notki wykreśliłam wielokropki. Niby mają dawać do myślenia, ale tylko wywołują nieokreśloność. Także kilka przymiotnikowych określeń. Najciekawsze jest pierwsze zdanie. Sugeruje nie tylko to, że autorce nadano przy urodzeniu inne imię, ale niesie ze sobą szersze znaczenia, odwołujące się do historii Julii z Szekspira. „Niezaplanowana forma marzeń” też wielce znaczące nazwanie.

*

Urodziłam się w szarej socjalistycznej rzeczywistości. W domu był fortepian, na którym wystukiwałam gamy. Być może ta wędrówka po czarno-białych klawiszach, a może i brak wiary w istnienie innych kolorów, przyczyniły się do tego, że moje życie również potoczyło się w czarno-białych barwach. Czarna była przedwczesna śmierć ojca i choroba matki. Białe było urodzenie córki. Teraz jestem w wieku, że próbuję uwierzyć w inne kolory i dbam, by nie umykały mi szczegóły ważne dla tego, co teraz i co przede mną.

Notka oparta na koncepcie „kolorystycznym”. Dobry pomysł. Najważniejsze, by nie czuć się jak kolor czarny. Lepiej krzyczeć czerwienią. Pomarańczą. Wrzosem.

*

Jestem dzieckiem Ogino-Knausa i grypy. Długo już żyję, a ciągle nie omija mnie zadziwienie tym, co widzę i słyszę. Robię dziesiątki zdjęć i zapisuję tyle samo zdań, a wszystko to przepada w zakamarkach głowy. Moim życiem rządzą skrajności. Byłam wysoka, jestem coraz niższa, byłam wolna, jestem uwięziona w codzienności. Kiedyś pokonywałam swoje demony i te wspomnienia mnie cieszą. Teraz nie kopię kamienia, który mi zawadził. Czuję się szczęśliwa. Bo „wystarczy być” jak u Jerzego Kosińskiego.  I coraz bardziej kocham staruszki, więc może i siebie także będę nadal kochać.

Intrygujące to pierwsze zdanie, pobudzające wyobraźnię, żartobliwe. Z notki oryginalnej skreśliłam „podejmowałam rękawicę”, bo to wyświechtane. Wystarczy, że napisała pani o pokonywaniu demonów. Po „wystarczy być” dopisała pani: NIE. Rozumiem, że chciała pani w ten sposób zapewnić o swojej aktywności. Skreśliłam z notki to „nie”. Bo, proszę, pani, poprzednie zdania świadczą, że jednak dobrze jest być tak, jak pani jest.

*

Byłam dzieckiem o artystycznej duszy, tak mówiono w rodzinie. Być może mogłabym zostać baletnicą, pisarką, malarką, a zostałam główną księgową.  Dzisiaj myślę, że rodzice nie wsłuchali się we mnie i nie wzięli na poważnie tego, co czułam i co mogłabym dać światu. Ojciec zmarł młodo, proza życia wdarła się do domu i zderzenie marzeń z rzeczywistością na długi czas zepchnęło marzenia w kąt. Ważniejsze jest teraz to, że powróciłam do zarzuconych pędzli i piór. Codzienne zapiski, które prowadzę, pozwalają mi inaczej spojrzeć na rodziców i siebie z przeszłości.

Tak, to prawda, zapisywanie dni pozwala siebie i innych bardziej rozumieć. Notkę przeredagowałam, skreślając nadmiar słów. Szkoda, że pani nie ma przy sobie oryginału, bo widziałaby pani, na czym ta redakcja polega. Pisanie to ciągłe redagowanie, więc myślę, że i tę wersję może pani ukonkretnić, bo nie ma zdania tak dobrego, by nie można go było poprawić.

*

1. Moi rodzice stworzyli mnie w nocy z 16 na 17 października 1953 roku.

2.  Po 9 miesiącach pojawiłam się na świecie i żyłam błogo przez 4 lata, potem spokój dzieciństwa przerwał wrzeszczący brat.

3. Ciągle się czegoś bałam i tak mi zostało.

4. Edukowałam się solidnie, podstawówka, liceum i 4 uczelnie wyższe.

5. Praca zawodowa to pasmo ciekawych i udanych przygód.

6. Życie prywatne ubogie, a zarazem i bogate, bo jeden mąż i kochanek, do tego czwórka dzieci.

7. Zainteresowania szerokie, od muzyki do szeroko pojętego rękodzieła.

8. Teraźniejszość zdominowana śmiercią najbliższych, braci, córki, męża.

9. Przyszłość zawarta w słowach: Chce się żyć.

10. Co dalej, to otwarta księga.

Tej notce można by dać tytuł: Moje życie w 10 punktach. Krótko, zwięźle ( prócz pierwszego zdania, które radykalnie zredagowałam, bo było napuszone). Dobrze więc, że pani użyła równoważników zdań. Poszczególne punkty intrygują, każą dopowiadać. 3 punkt „umetafizycznia” tę biografię. Punkt 6 przekorny. W sumie: dobry pomysł i realizacja też.

*

Jestem urodzona pod szczęśliwą gwiazdą. Mam kochającego męża, który dba o moje wygody i potrzeby,  córki mnie kochają. Ludzie mnie akceptują i lubią. Życie mi się dobrze układa. Czuję się szczęśliwa. Skąd więc we mnie brak odwagi, nieśmiałość? Skąd niepewność? Staram się z tym walczyć, ale nie zawsze mi to wychodzi i obawy bywają silniejsze.

Proszę pani, pani najlepiej wie, co przeredagowałam w tej notce, właściwie niewiele zmieniając. Wystarczyło te pytania wątpiące postawić na końcu. I wówczas pokazuje pani siebie bardzo prawdziwie i tak, że od razu mam ochotę panią przytulić.

*

Prawie od zawsze byłam uparta i przekorna. Potrafiłam postawić na swoim. W dzieciństwie, by otrzymać, co chciałam, kładłam się na podłodze. Mama ustępowała i zgodnie z moim życzeniem zaprowadzała mnie do przybranej babci. W późniejszym życiu też upierałam się przy swoich intuicyjnych wyborach, na przykład szkół. Ale i męża. Wymarzyłam sobie dwójkę dzieci i to też mi się spełniło. A jednak nie wszystko działo się po mojej myśli, bo życie to nie sielanka. Najważniejsze jednak, że moje wybory, czy te wynikające z intuicji, czy z uporu, ułożyły mi się w dobre życie.

„Wygładziłam” tę notkę stylistycznie. Mam nadzieję, że nie ujęłam jej sensu. Skądinąd zaciekawia ta „nie-sielanka”.  A o niej ani mru mru. Za to zaakcentowała pani swoje cechy charakteru  i to jest istotne.

*

Urodziłam się w Boże Narodzenie, co oznaczało, że dostawałam tylko jeden prezent. Mój ojciec był Polakiem, mama córką Niemki i Francuza. Mieszkałam na Śląsku i długo nie wiedziałam, kim jestem. Teraz wiem – Europejską całą gębą. Studiowałam fizykę doświadczalną. Te beztroskie lata zdominowała wielka miłość, urodzenie syna. Dobrze, że miałam wspierających rodziców  i męża.  Dopiero w wieku dojrzałym nauka sprawiała mi prawdziwą przyjemność, więc ciągle się uczę, a praca jest moją pasją i to pozwalało mi przetrwać stratę rodziców i ukochanego męża.

Nieco stylistycznie uładziłam zdania. Intrygujący początek ( znam ból jednego prezentu, hehe). Ciekawy też akcent na poszukiwaniu tożsamości. Skreśliłam „urodziłam się jako dziecko”. Już pani wie, dlaczego.

*

Nadmiar jest piętnem naszego życia. Za dużo słów, za dużo rzeczy. Tak jak nie cenimy rzeczy, tak i rozwichrzamy się słowami. Dlatego skreślajmy niepotrzebne, doszukując się konkretów. Nie używajmy banalnych sformułowań. Stosujmy przemilczenia. Otwierajmy się, ale w tajemniczy sposób.

A teraz zadanie:

Czuję się jak kolor? Opisz to w 10 zdaniach.

Opisz swój smutek nie używając tego słowa. Nie pisz, że byłaś nieszczęśliwa tylko napisz, co zrobiłaś wtedy. Podaj szczegóły, bez uogólnień

Lista moich mąk. Bądź dokładna, jak to tylko możliwe.

in / 214 Views

Brak komentarzy

Napisz swoją opinię

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.