Codziennik

Poeci odchodzą. Staszek Krawczyk. Feliks Netz

Jakby to było wczoraj, a już kilka miesięcy minęło.
Do Staszka stawili się poeci z butelkami piwa. Niestety, wyłamałam się i przyniosłam kawę pachnącą czekoladą. Najlepsza, powiedziałam. To się okaże, szepnął Staszek. Uśmiechnął się przy tym tajemnie i zawadiacko, jak tylko on potrafi. Staszkowy dom na ulicy Malczyka 9, w Starym Dębieńsku tętnił rozmowami. Pani Róża, legenda wśród poetów, przywitała się z nami serdecznie. Ileż ciepła było w słowach Staszka, kiedy zwrócił się do żony: Usiądź z nami, kochana. Czy jest drugi poeta na Śląsku, który by tak nagradzał słowami swoją Muzę jak Staszek Różę? Może jeszcze Tadeusz Kijonka wielbiący żonę, Zosię. Nic innego nie pozostaje, jak pozazdrościć adresatkom wierszy.
Któż tu bywał w Ogrodzie, rozmarzył się Staszek, i wymieniał nazwiska poetów, profesorów, doktorów, malarzy, księży. Na stół podano talerze z plackami ziemniaczanymi, okraszonymi zawiesistym sosem, z mięsiwem wołowym i grzybami. Placki ucierane były ręcznie, wyczułam wiórki ziemniaczane, a nie miazgę z elektrycznego robota. Wszyscy pałaszowaliśmy w podobnym rytmie, jakbyśmy wyznawali maksymę mojej mamy: Jaki kto do jedzenia, taki do roboty. Nasyceni, zadowoleni mogliśmy pojechać na uroczyste wręczenie nagród w XVIII Międzynarodowym Konkursie Poetyckim o „Złote Cygaro Wilhelma”, w MCK Czerwionka-Leszczyny. Jego pomysłodawcą i współorganizatorem był właśnie Stanisław Krawczyk. Wręczenie nagród odbyło się w Starej Piwnicy, gdzie i Wilhelm Szewczyk spotykał się ze swoimi czytelnikami.
Staszku Kochany, to było moje przedostatnie spotkanie z Tobą. W miesiąc później raz jeszcze Cię widziałam na promocji książki, której byłeś głównym bohaterem: „Poetyckie światy Stanisława Krawczyka”. Dziękuję za Twoje wiersze, przyjaźń i Ogród. W pamięci mi pozostaną także placki ziemniaczane, drogi Poeto od placków, ucieranych dłońmi „przez które przesypał się czas, wypalonymi przez sól”.

Jakby to było wczoraj, a już kilka miesięcy minęło.
Przyszedłeś na promocję „Sonetów brynowskich” Tadeusza Kijonki, do radia Katowice. Odmieniony, wyszczuplony chorobą, jakby odmłodniały, z ormiańską czapką na głowie, bo nie miałeś już bujnych, siwych włosów. Radio to jedno z Twoich miejsc pracy. Czytałeś na jego antenie swoje felietony filmowe w cyklu „Dzień dobry, panie Felku”. Lubiłam słuchać.
Ceniłam Twoje tłumaczenia. Pamiętam, jak wystąpiłeś na scenie Teatru Śląskiego razem z Josifem Brodskim, Czesławem Miłoszem i Thomasem Venclovą, bo właśnie wtedy ukazał się Twój przekład „Eugeniusza Oniegina”, nad którym pracowałeś siedemnaście lat. Dzięki Twoim tłumaczeniom sięgnęłam po prozę Sandora Marai i rozkochałam się w tym pisarzu.
Nie spotykaliśmy się prywatnie, ale kiedy zdarzyło nam się zatrzymać, pogawędka się snuła lekko, czasem zadziornie, każdy temat był ważny i czasu było za mało, aby dokończyć.
W katedrze, podczas uroczystości pogrzebowych, kilka razy powtarzano frazę „śmierć jak kromka chleba” z Twojego słuchowiska „Pokój z widokiem na wojnę polsko-jaruzelską” Kazimierz Kutz wykorzystał ten wers jako tytuł swojego filmu. Nie mogłam skupić się na tym, co o Tobie mówiono, bo jak mantrę powtarzałam Twój wiersz, Feliksie Netzu, „Ostatnia wola”:

Życzę wam moje kości, aby rozwłóczyły was
głodne, bezpańskie psy, bo tego, co pies zakopie,
człowiek nie odnajdzie.

in / 47 Views

Brak komentarzy

Napisz swoją opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *