Bez kategorii

albo się wzruszam albo

Jak to się stało, że czas przeleciał tak szybko przez luty jak mój pies przez pole kolo lasu.
Już marzec. Dzisiaj śledziowy dzień.
Przyjaciółka w wielkiej depresji w szpitalu psychiatrycznym. Mówi, że jest zmęczona i że nie ma siły do życia i codzienności. Szpital jest jakimś rozwiązaniem, być może konieczną ucieczką, by nie wpaść do czarnej dziury, z której nie widać nawet ciemności, ani mgły.
W wisielczym nastroju robiłam dzisiaj zakupy. I od razu wpadły mi w oko tenisówki w kościotrupki, a raczej małe czaszki, najprawdziwsze logo Januszka. Ma już z tymże nadrukiem nawet majtki, nie mówiąc o sznurówkach. Rozumiem zakręcenie, to zamiast powtarzania „vanitas vanitatum et omnia vanitas”.
Kupiłam trzy pary, dla wnuków, każda para innego rozmiaru. Chłopcy zachwyceni.
Czytam powieść o pisarce, którą mąż porzucił, a ona wpadła w alkohol i w szpital, też psychiatryczny. Temat tak banalny, że aż strach, ale jak to jest świetnie napisane, poza tym akcja się w Paryżu dzieje i wykreślam sobie mapę wędrówek bohaterki, konstatując, że ona włóczy się tam, gdzie i ja się włóczyłam.
Zrobiłam dziś dwie sałatki śledziowe. I ugotowałam zieloną fasolę typu mamut.
Poza tym zajączki mi po głowie burmistrzują. Dwa dni słońca bynajmniej nie dodały mi energii, wprost przeciwnie.
Najlepszy dowód, że marudzę zamiast napisać coś, co ruszyłoby bryłę z posad świata.
Ale jak tu pisać, kiedy nie wiadomo, co będzie rano. Po co te okruszki ze stołu zbierać, skoro może w nocy wojna się rozpocznie, III światowa. Bo wojny zawsze zaczynają się nocą.
Pojutrze mam zaplanowane spotkanie autorskie w Przerovie (Czechy).
Lubię Czechy.

in / 62 Views

37 komentarzy

  • ~Krystyna 18 marca 2014 at 11:40

    Stwierdziłam, że muszę do Ciebie – Marto! – na blogu napisać. Bo martwię się czy u Ciebie wszystko dobrze? Dwa tygodnie niczego na blogu nie napisałaś. Nie wiem, ale może mi się coś zatkało i nie wchodzą, ino u mnie Twoje wpisy. Na F, którego nie znoszę, widzę, że coś zamieszczasz. Na maila nie piszę, bo nie chcę Ci zawracać głowy. Błagam, nie idź w ślady Remka G., bo on też, jak zamilknie, to na 3 tygodnie!
    Pozdrawiam, czekam na wpis i relacje z pobytu w Czechach. Czy było wesoło – tak, jak sobie myślałaś? K.

    Reply
    • Marta 18 marca 2014 at 22:59

      Krysiu, dziękuję za troskę. Wyjaśniam: miałam (mam) trudne dni. Boję się, że moglabym marudzić, czego nie lubię. Poza tym: to, o czym chcialabym pisać, nie nadaje się do publicznego pisania, ponieważ stawiam sobie granice, ktore strzegłyby mojej prywatności w stopniu, jaki uznam za konieczny. By napisać coś innego, potrzebuję skupienia i czasu, który przeznaczałam na codziennośc pelną zdarzeń. Nie piszę takiego bloga jak Tomek Jastrun. Ale nie jest źle, Krysiu. Przeszkody są po to, by je pokonywać. Ostatnie miesiące mu pokazują, że jestem silniejsza niz jestem.
      Napiszę o spotkaniu w Czechach, także o innych codziennych wydarzeniach. Napiszę, jak wykradnę sobie czas na pisanie. Sciskam serdecznie. I dzięki za mobilizację.

      Reply
    1 2

    Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *