Bez kategorii

Kryzys, czyli pytanie o sens

Kryzys, czyli pytanie o sens

Obudziłam się rano z potwornym bólem głowy. Wypiłam kawę w łóżku,podglądając TVN 24,potem ciepły prysznic i relaksowanie się w słonecznej łazience.Lubię te chwile bezwzględnej samotności i intymności. Ustaliłam sama z sobą, codziś powinnam. A w chwilę potem zapytałam się, po co i komu to potrzebne.Naprzykład to, że piszę bloga. Owszem, to rodzaj dyscypliny, wyrzucania myśli,chwalenia się, dzielenia z czytelnikami swoim życiem (497082 wejść, w ciągu niespełna 4 lat). Samapodczytuję kilka blogów. Są mądre, atrakcyjne. Im częściej tam zaglądam, tymwiększą mam potrzebę zamilknięcia. Bynajmniej nie dlatego, że się porównuję iwypadam lepiej czy gorzej.

Ale na przekór. Abychronić swój świat.

Czasem odczuwamdziwną satysfakcję, bo dzieje się u mnie coś, o czym nie wie nikt.

Ale jakby paradoksalnie, dołączyłam do Facebooka, przed którym długo siębroniłam. Najpierw wydawca założył mi stronę autorską, którą administrował. Przestałomi się podobać, że s nie mogę w każdej chwili robić z tą stroną, co chcę. Więcaby nią samodzielnie administrować, musiałam założyć na Facebooku prywatnyprofil. Oczywiście mogłam założyć fałszywy, ale po co mnożyć byty. Jakzałożyłam, poszłam za ciosem. Nie zamierzam jednak życia spędzać na Facebooku,o, nie. Staram się tylko nie mieć klapek na oczach. Próbować nowego.Dbać oCzytelników na różne sposoby.

Umiem postawić sobie granice. Prawie nie opowiadam o rodzinie. A jeśli czasem,to anegdotycznie. Jeśli mi ktoś sugeruje, że bardzo się odkryłam w książce „ŚwiętaRito…”, jestem zdziwiona. Wydaje mi się, że zaledwie prześlizgnęłam się po tym,co przeżywałam. A jeśli nawet coś „obnażyłam”, to nadając formę na tyleliteracką, by przeżycie stawało się opowieścią, jakby nie moją, mnie bezpośrednioniedotyczącą. Miałam tego świadomość, dając motto z Brodskiego: „Powieść autobiograficznawięcej kamufluje niż pokazuje”.

Ostatnio Ewka powiedziała, że czytelnicy mogą odnosić wrażenie konfesji,ponieważ mówię szeptem i stwarzam klimaty zwierzenia. To trafna, uwaga, pomyślałam.Jeśli tak jest, to dobrze, o to chodzi.

Po co teraz o tympiszę? No, właśnie.

Może, aby sięrozkręcić przed pisaniem właściwym, przed codzienną orką na ugorze.

 

 

in / 124 Views

2 komentarze

  • ~Olka 8 stycznia 2011 at 16:13

    Pani Marto,wszystkiego dobrego:)

    Reply
  • ~Maryjka 10 stycznia 2011 at 12:06

    No, cóż. Kryzysy są też potrzebne, aby na chwilę się zatrzymać i zastanowić się, zadać sobie różne pytania, mieć wątpliwości. Jest to dobre, ale nie zawsze. Bo jak jest dużo przystanków, to życie może stać się jedną wielką wątpliwością, obawą itp. Wtedy może być trudno zatrzymać się w wewnętrznym roztrząsaniu, dzieleniu włosa na czworo. Jak trudno znaleźć ten złoty środek!Lepiej już biec przed siebie, robić wiele rzeczy na raz, mątlić się tak, aby się nie zapętlić, dysząc poczuć wewnętrzną radość, taką cichutką. Tak, to prawda. Jest to poniekąd samooszukiwanie. Ale czyż nie lubimy bajek. Oh, chciałoby się rzec “Poczytaj mi…”

    Reply
  • Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.