Pisać jak kobieta
Literatura pisana przez kobiety ma zawsze płeć i deprecjonuje się ją przymiotnikiem „kobieca”, nawet, jeśli jest „męska” w sposobie ukazywania emocji. Jakże często w tekstach recenzujących twórczość pisarek porusza się problem płci. Pisała o tym wielekroć Erica Jong. Pisarze to twórcy, płeć jest oczywistością. Pisarki to najpierw kobiety. Literat to mężczyzna, literatka to mała szklaneczka o pojemności stu gram. Jeśli recenzent chce dowartościować poetkę, nazywa ją „Herbertem w spódnicy”.
Kobiety powinny pisać jak kobiety, skoro inaczej postrzegają świat. Problem w tym, by kobiecości nie kojarzyć tylko z falbankami, zwiewnością i sentymentem. Dopóki „kobiece” będzie synonimem drugorzędności i banału, dopóki będzie skazą, dopóty kobiety będą zadowolone z komplementów o męskim pisaniu. Męskim, czyli mądrym, zdystansowanym, odważnym, będącym wzorcem doskonałości.