Dziennik lektur

O „kobietach winnych grzechu” rozprawia Tomek Mucha

O „kobietach winnych grzechu” rozprawia Tomek Mucha

Za zgodą autora, Tomka Muchy, zamieszczam jego impresje na temat opowiadań zawartych w książce „Kobiety winne grzechu”. Bardzo cenię sobie uwagi Czytelników. Tymi jestem wzruszona, bo trafiły bardzo w to, „co autor chciał powiedzieć”. Dziękuję.

Po pierwsze, wielkie brawa za pomysł i kompozycję. Poezja i proza, awers i rewers, zagajenie i dopełnienie, konkret i ogół, emocja i analiza… Podobnie jak o seksie… Jestem pod wrażeniem, jak sprawnie, lekko, a zarazem soczyście w niełatwej wszak materii, w której łatwo popaść w niezamierzoną parodię, operujesz językiem. Kilka fragmentów naprawdę mnie, hmm, rozgorączkowało, choć raczej nie należę do dewotów i purytan. Ale pora do rzeczy.

Kiedyś będziesz piękną kobietą

Podczas lektury od pierwszego zdania narastała we mnie męcząca niecierpliwość – kiedy „to” nastąpi; niczym czechowowska strzelba (zresztą ten „wujaszek Wania” – znakomite, cóż za perwersja!). Po finale poczułem swego rodzaju ulgę, że się dokonało, choć nie mającą nic wspólnego z komfortem psychicznym. Uwierało. Mocne, niewygodne wprowadzenie w lejtmotyw książki, za jaki uważam seksualną przemoc, zniewolenie, ale też erotyzm – zarówno ten dojrzały i spełniony, jak i ten będący źródłem cierpienia i nieszczęścia.

Dziewczynka z kokardami

Odebrałem jak dokument z represyjnego, okrutnego „wychowania” dzieci w PRL-u, choć właściwiej byłoby napisać „zimnego chowu”. Myślę, że doświadczenie dziewczyny z kokardami jest doświadczeniem wielu z nas, wszechpolskim – niech mi będzie wolno się tak wyrazić, a konsekwencją jest zbiorowa nerwica, a także kompleksy, brak pewności siebie (nie mylić tejże z zarozumialstwem), niedostatki przebojowości, wycofanie osobiste i społeczne, czyli wszystko to, w czym przebija nas Zachód. Wychodzimy z tego, ale bardzo powoli. Gdzieś mimochodem, na marginesie, ale jednak podskórnie przebija niecność księżulka, który oprócz obrzydzenia skłania też do refleksji – czy pedofil w sutannie mógł być jednocześnie dobrym, wrażliwym człowiekiem? Czy jego wrażliwość motywowana była jedynie seksualnie? Czy ta dewiacja jest jedynie „projektem ubocznym”, czy jednak premedytacją, w której cel uświęca (dosłownie) środki?

Bosonoga contessa

Ciekawe. Grono profesorskie usidlone przez maturzystkę, naprawdę ciekawe… Odsłona „miłości okrutnej”… Odczytuję świadomą inspirację Gombrowiczem i jego fundamentalnym tematem zależności „wyższości” od „niższości”. Relacja nauczycielek z podopieczną jako współczesny odpowiednik wzajemnego przyciągania i odpychania międzywojennego parobka z paniskiem, przewartościowania społecznych i obyczajowych ról – zresztą trop jest podany wprost. Poniekąd autentycznie zabawne.

Gra

W pewnym sensie dopełnienie Contessy, ale jednak o czymś innym, w czym różnica pokoleń nie ma znaczenia. Rzecz o wzajemnej fascynacji, pożądaniu, miłości, którą może wzbudzić literatura, o tym, że najbardziej erogenne, pociągające są mózg, intelekt, erudycja. Osobiście bardzo mnie przekonujące, prawdziwe; nie popadnę chyba w wielką megalomanię, gdy wyznam, że jako ten, któremu nigdy nie starczało w barach, bywam czasem łechtany „rewersem”. Wracając do meritum, chyba jedna z bardziej smutnych love story w książce, niedopowiedziana, niespełniona, „niezweryfikowana życiem”, zawieszona, ale jednak boleśnie skończona.

Jarzębina czerwona

Oniryczność i nierealność posłużyła Autorce do przenikliwego spojrzenia na dwoistość, którą mamy w sobie: konwenans, akuratność, poprawność kontra prywatność, „swojość”, niezależność wobec sądów i ocen innych. Podobnie widzę tu Grzech, który jest peanem na cześć wiecznej tęsknoty.

Trójkąt równoboczny

Nader intrygujący obraz rodzenia się miłości niemal idealnej, choć zupełnie „niesymetrycznej”. Konfiguracja – dwóch mężczyzn, jedna kobieta – dla mnie dyskusyjna (zrzucam na skrzywienie płciowe). Na szczęście Autorka uniknęła opisania nieszczęśliwych acz przewidywalnych następstw wysoce nierokującego układu 😉

Albo zabij

Sądzę, że najlepsze, najbardziej gęste opowiadanie w zbiorze. Pamiętam, jak czytałaś to w Bibliotece Śląskiej. Pamiętam doskonale własny szok wywołany brawurą, odwagą i brutalnością tekstu. Uczucie bezcenne, trwałe. Przeczytałem i wciąż działa, choć zachowanie narratora-Patryka budzi mój sprzeciw, także dlatego, że nie sądzę, by zatwardziały hetero mógł tak gładko poddać się fascynacji homo. Ale mogę się mylić 😉 Jeżeli czegoś jestem tu pewny, to tego, że tej historii sam nie byłbym w stanie wymyśleć. Okrutne zakończenie wywołuje w czytelniku wewnętrzny protest, skłania do niezgody, protestu (ale jak…? dlaczego?!), może właśnie dlatego jest tak świetne, otwiera przestrzeń do dyskusji, sporu. Ideał literatury, która nie jest balsamem, nie łagodzi i podaje na tacy, ale tej, która drażni, porusza, wstrząsa, budzi potrzebę refleksji, określenia swojego stanowiska wobec. Jak dla mnie bomba.

Oczekiwanie, Między snem a snem, Alicja w Krainie komórkowców

Nadzieja, namiętność, zachłanność, wolność, ale i przesyt… Czyli o różnych odcieniach zachłyśnięcia się miłością… Tylko czy aby na pewno „miłością”? Pytanie o to, czym jest – czy to owe motyle w brzuchu, które tak intensywnie czujemy na początku, czy raczej coś, co rodzi się gdy już owady dały nam spokój… W drugim wariancie jak zatem nazwać to, co wcześniej? Jak poważnie traktować? Istnieje podobno teoria, że zacząć namiętnie można z połową populacji, ale finiszować z choćby jednym egzemplarzem to arcysztuka. Znakomita, dosadna puenta „Snu”. O niemożności ciągłego funkcjonowania „na haju”, o zmęczeniu intensywnością przeżywania. A może mówiąca także coś o męskiej ułomności, słomianym zapale i braku woli autentycznego zaangażowania, pełnego oddania się… I świetny cytat o literackiej impotencji, twórczej niemocy – impuls do wyważenia „własnych” drzwi. „Chcę pisać (…) i to jest teraz najważniejsze, ale jak na złość czuję, że jest we mnie tylko klucz, i za każdym razem, kiedy próbuję przekręcić słowo, słyszę szczęk zamka i słowo zamiera w półdźwięku”. Ja zaś dziękuję bezkompromisowej Autorce za słowa, które mogą być naprawdę podniecające.

Ocalenie

Zagadkowe. Ciekawa obserwacja wzajemnej fascynacji, choć bez fizycznego dopełnienia. Finału z „chłopcem z czerwoną różą” jeszcze nie rozgryzłem…

Moje chyba żony

Początkowo – przyznam bez bicia – pomyślałem, że to zbyt proste, jednowymiarowe, nawet cokolwiek prymitywne. Ach, ta męska nielojalność, niewierność i próżność! To cokolwiek za łatwe… Ale dałem sobie czas i doszedłem do przekonania, że w lekkiej formie to jednak celna męska wiwisekcja. Bo facetom zawsze będzie źle, a najlepiej jest im tam, gdzie ich nie ma. Chcemy tego, czego nie mamy – to nas „nakręca” i motywuje. Gdy nam zależy, gdy dążymy, gdy polujemy – potrafimy nastroszyć piękne piórka, osaczyć i zwabić ofiarę aż nam ulegnie. Gdy się nią nacieszymy i nam się znudzi – już rozglądamy się za kolejną. I na nic tu psychologizowanie, szukanie dziury w całym. To zwierzęcy atawizm – zdobyć, posiąść, porzucić. To jest prawdziwe „circle of life”, królu lwie. „Bo faceci są po prostu. Nie inaczej, bez względu na wasze babskie na ten temat fantazje, na nadbudowy podsycane psychologiczną głębią, o której marzycie…”. To z innego opowiadania, ale jest coś na rzeczy. Reasumując nader poważnie – nieświadomość jak działa męski mózg, czym się kieruje, jego swoista „nadinterpretacja”, to przyczyna większości małżeńskich nieporozumień, pomyłek, rozwodów, dramatów i nieszczęścia. Oczywiście są pary dobrane, kochające się, szanujące, nieposzukujące… Wyjątki. Czyżby choroba naszych czasów? Kult przyjemności ponad gotowość do pracy oraz walki o partnera i związek? Wszak dziś wszystko można tak łatwo „wymienić”, a jak się zepsuje – nie opłaca się „naprawiać”, lepiej od razu kupić „nowe”. Coś, co tyczy się rzeczy, przenika do tkanki społecznej, demoluje relacje między ludźmi. Ale chyba za bardzo moralizuję, hipokryta nie mający najmniejszych prerogatyw. Przynajmniej opowiadanie – jakby pozbawione ciężaru – przeszło pomyślnie proces „naprawiania” i rehabilitacji.

Rozmowa

Dopełnienie Żon. O kobiecie odważnej, bo trzeba nie lada odwagi, by tak świadomie po 26 latach zmienić swoje życie. Szanowny małżonek, niestety, nie ma nic na swoją obronę, trochę szkoda, ale, cóż, licentia poetica. – Nie mam się z kim zestarzeć – przyznaje, przeganiając muchy. To nie jest pieśń żalu oddaje mu głos, który oczywiście brzmi gorzko, jest spóźnionym spojrzeniem „w prawdzie”, ale nie przyznaniem się do winy. Są jeszcze namiastki, „świeże mięso” wciąż karmi głód nienasycenia. A za małżonkę trzyma się kciuki, o!

Krówki

Ostatni etap tryptyku. Żony są o tym, dlaczego, Rozmowa o tym, jak zmiana się dokonuje, Krówki to wreszcie życie „po rewolucji”, o niełatwej ucieczce od dawnego świata, o nieustającym uwikłaniu w nie, o trudności z przerwaniem pępowiny. Czujemy jak bohaterce ten balast ciąży, ale nie potrafi go definitywnie odciąć. Zamknięty The end to tylko w filmie.

PPPP

Raj literatów przekornie. Poezja poezją, ale życie i tak upomni się o swoje i zawsze wygra. Tak musi być. Pełna zgoda!

Tajemniczy adorator

Zabawny drobiażdżek. Zabawny dosłownie, jak choćby w zapominaniu się z przeklinaniem Doroty („przedtem pracowałam na budowie, ciągle zapominam, że teraz w galerii sztuki” – 1. miejsce na liście mojego rechotu). Osobiście stosowny fragment planuję przepisać, przypiąć w łazience i potraktować jako praktyczny instruktaż przetykania klozetu – tym bardziej, że słabo sprawdzam się jako „złota rączka”.

Historia pewnego buta

Taaak, los przygotowuje dla nas niespodzianki, każe nam zawracać, dba o naszą pamięć i tożsamość. Zarazem uroczy przyczynek do tego, jak jedno zdarzenie otwiera w naszej głowie zakurzone szuflady. I świadectwo tego, że tylko przeżycia z czasów młodości potrafią być równie intensywne. I jeszcze inspiracja do rozmyślania o tym, jak potoczyłoby się nasze życie, gdyby coś/ktoś… W sumie to rozważania jałowe, bo czasu nie da się cofnąć i sprawdzić wszystkich tych potencjalnych scenariuszy, których w trakcie naszego życia mogło być przecież setki, a może i tysiące – ale cóż piękniejszego nad gdybologię-melancholię…? Tu jeszcze mała korekta, bo w trakcie lektury coś mi się nie zgadzało; sprawdziłem – film z muzyką Kaczmarka nosi tytuł „Aimee i Jaguar”, „zwierzę” jednak po Aimee 🙂 By zwieńczyć swoje szczególarstwo i dowieść lektury wnikliwej muszę napisać o jednym z marzeń, zainspirowanym odpowiednim fragmentem: och, mieć auto, w którym następny przegląd mógłbym wykonać dopiero za 105 tysięcy kilometrów… 😉

Dmuchaj na lustro.

Czytałem jak pasjonujący reportaż. Najbardziej dla mnie przejmujące opowiadanie w zbiorze, potwierdzające jego wagę. Klamra spinająca początek książki. Przypuszczam, że było dla Ciebie największym wyzwaniem – jeżeli nawet nie literackim, to zapewne osobistym… Jakiego oddalenia wymaga uczciwość i pełna szczerość wobec najbliższych? Kiedy jest możliwa? Literatura pomaga oswoić własne traumy, ale czy wszystko w niej wolno? Narratorka nie tłumaczy matki, ale ukazuje to wszystko straszne, co nie mogło nie odcisnąć na niej piętna – zapracowało solennie na jej szorstki stosunek do świata i ludzi, w tym najbliższych, na jej twardość. To trzyma ją niejako w ryzach, a bez nich pewnie rozpadłaby się na kawałki. Temat gwałtu. Ten wojenny na swój chorobliwy sposób fascynuje mnie (cóż za nieadekwatne określenie!); jest dla mnie wciąż tajemnicą, jak wojna znosi wszelkie granice moralne, sprowadzając ludzi do gołego instynktu. W polskiej kulturze ostatnich lat jest coraz więcej podobnych „świadectw”, jak choćby „Róża” Smarzowskiego; za każdym razem wywołują we mnie poruszenie, wstrząs – nie inaczej było i tym razem. Myślę, że to opowiadanie, losy matki, mają w sobie największy potencjał dramaturgiczny na wielkie, pełnometrażowe kino.

Tomek Mucha, dziennikarz sportowy, redaktor, pasjonat kina, literatury, muzyki. Wrażliwy czytelnik.

in / 719 Views

Brak komentarzy

Napisz swoją opinię

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.