Codziennik

Jak żyć bardziej?

Pytam serio. Nie chodzi mi o tempo, tylko o połączenie intensywności z ilością. Bo ciągle jest we mnie potrzeba, by widzieć wiele, przeżywać mocno i aby to się nie odbywało kosztem czegoś i zamiast. Zapewne zbyt wiele wymagam od siebie, ale tego już nie zmienię, bo nie chcę. Uważam, że i tak dokonałam przewrotu w moim życiu, ponieważ nauczyłam się odmawiać. Czasem cierpię z tego powodu, bo chciałabym nie odmówić, ale prosta kalkulacja każe mi to zrobić. Nie będę podawała konkretnych przykładów, bo to wymagałoby zawiłych tłumaczeń. Powiem tylko ogólnie, że umiem już ( !) zadbać o swój wypoczynek i wybierać zawsze na korzyść mojej rodziny i najbliższych przyjaciół.
Nauczyłam się tego, bo zaakceptowałam fakt, że spowolniałam. Taka kolej rzeczy i biadolić nie będę.

Zakończyłam sezon wyjazdowo-spotkaniowy. Trzymałam się dzielnie, satysfakcji ze spotkań miałam wiele, były mi bardzo potrzebne, abym utwierdziła się, że mam dla kogo pisać. Bo pisanie tylko dla siebie nie leży w moich chciejstwach. Zrobiłam samochodem prawie 4 tysiące kilometrów w ciągu 7 tygodni, po całej Polsce, więc pod koniec miałam już wątpliwości kim jestem bardziej, czy kierowcą TIR-a, czy pisarką. Z jakąż ulgą przyjęłam propozycję, by do niemieckiej siostry pojechać samochodem, w którym nie ja będę kierowcą, tylko mój szwagier. Dobrze mi było, kiedy mogłam obserwować landszafty, zapisywać w podróży wiersze, które przyfruwały i nie martwić się, gdzie zaparkować.

Do Teatru Rozrywki wybrałam się razem z moją przyjaciółką, aktorką, drugą mamą, lat 94 albo i więcej, do czego się wdzięcznie nie przyznaje, Stanisławą Łopuszańską. Pojechałyśmy na koncert poświęcony zmarłemu Jacentemu Jędrusikowi. Bardzo Sławie zależało na tym koncercie, więc pokonała przeciwności wszelakie i kiedy po nią przyjechałam, oczekiwała mnie w pełnej krasie. Fryzura wprost od fryzjera, paznokcie równo powleczone lakierem bordowym, zharmonizowanym z kolorem ubrania. Nie mogłam od Sławy oczu oderwać. Wykombinowała stylizację, która powinna obiec wszystkie „pudelki” świata. Modne spodnie, typu szarawary, w kolorze bordo, o ton jaśniejsza bluzka, na to długa kamizela z reglanowymi rękawami, w tym samym kolorze, srebrna biżuteria. I najlepsze: buty na wysokim obcasie. Kiedy piałam z zachwytu nad butami, Sława mi powiedziała konspiracyjnym szeptem, że już, niestety, nie może na takich obcasach chodzić na co dzień, tyle, co do teatru. Kiedy podeszłyśmy do samochodu, czym prędzej i ukradkiem zmieniłam swoje baleriny na płaskim, na wysoki obcas, co mi potem na złe wyszło, bo samochód postawiłam 500 metrów dalej od wejścia do teatru, uprzednio oczywiście wysadziwszy Sławę, zatrzymując ruch na ulicy (hehhe). Sława zwierzyła mi się, że marzy o tym, by mieć fanpage na Facebooku, bo czytała, że jak się nie ma, to się nie istnieje. I że chciałaby mięć coś takiego, jak selfik. Spełniłam jej te prośby natychmiast, więc teraz mnie wychawala, co lubię, ale i dzielnie się uczy obsługiwania laptopa.

Odebrałam nagrodę Kobieta Humanitas, piękna nagroda i piękna statuetka. Chwalę się, choć powtarzam sobie to, co zawsze: umiesz liczyć, licz na siebie, nie na nagrody. I jeszcze: Sukces to najbardziej niesprawiedliwe słowo, ważna jest dobroć i jeden wiersz dziennie, nie trzeba napisać, wystarczy przeczytać.

W domu zepsuł mi się odkurzacz. I dobrze, bo kupiłam nowy, jak dla mnie piąty cud świata, łatwy w użyciu, to ważne. Zepsuła mi się pralka, to źle. I oczywiście zepsuła się w dwa miesiące po terminie gwarancji przedłużonej dodatkowym ubezpieczeniem. I jeszcze zepsuła się suszarka do włosów, znanej marki, ale ta przynajmniej swoje ze mną przeżyła.
Jakby tego było mało, ja się zepsułam.
Ni stąd ni zowąd rozbolało mnie gardło, ból obudził mnie nocą, ale co tam, płukałam solą w ciągu dnia, nie pomogło. Nie miałam tego typu dolegliwości latami. Tym razem dopadło mnie solidnie, bez gorączki i innych objawów. No i cierpię, tabletki łykając, herbatki popijając, wiersze ku przerażeniu Januszka pisząc. Troszczy się o mnie w nadmiarze, ale i denerwuje mnie sugestiami, że powinnam laryngologa zmienić na innego specjalistę, od duszy, bo teksty zbyt bolesne, a kiedyś takie ładne pisałaś, kochanie. Jakoś ufam swojej duszy i lubię jej rogi, a wierszy najwyżej nie wydrukuję, bo po co ludziom świat bruździć, kiedy kwitną jaśminy.

in / 395 Views

4 komentarze

  • ~Bluebell 25 czerwca 2015 at 19:58

    Pani Marto, pyta pani serio jak zyc bardziej, to ja powaznie odpowiadam: moze warto nachylic sie do kogos, aby lepiej uslyszec, moze warto pochylic sie, aby lepiej zobaczyc, moze warto wesprzec sie na kims, aby poczuc zwiazek z ta osoba; moze warto ogolnie mowiac mniej trzymac sie prosto.

    Reply
    • Marta 27 lipca 2015 at 15:22

      Warto, Bluebell, warto, ale jak to zrobić?

      Reply
      • ~Bluebell 10 sierpnia 2015 at 14:46

        Sądziłam, że pani to wie, pani Marto ……. ….. ……., czyżbym się pomyliła?,?? , chyba nie??

        Reply
        • Marta 10 sierpnia 2015 at 17:23

          Blubell, im starsza jestem, tym mniej wiem, naprawdę.

          Reply

    Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.