„Cudowna niedziela” to był oczywiście Prima Aprilis.
Żart.
Jeśli ktoś uwierzył, tym lepiej dla mnie.
Pozdrawiam wiosennie !
Marta Fox
Moja Poezja w Salonie Muzyki i Poezji Anny Dymnej
3 listopada 2024, w niedzielę, godz. 11.00, Opera Śląska w Bytomiu, zapraszam. Katowiczanka, poetka i pisarka. Autorka ponad 50 książek. Nazwana przez krytyków mistrzynią literatury dla kobiet i „objawieniem” powieści młodzieżowej”. Poezja Marty Fox była tłumaczona Dowiedz się więcej
9 komentarzy
~Dorota · 2 kwietnia 2012 o 22:31
Hi, hi od razu tak sobie pomyślałam! Pozdrawiam.
~Bluebell · 3 kwietnia 2012 o 16:48
Ja uwierzylam, Pani Marto ! Najbardziej tylko dziwilam sie tym 16 km w ciagu 2 godzin … …..
~Marta · 3 kwietnia 2012 o 16:53
TAK, wiele osob uwierzyło!Pan Jarosław nie uwierzyłw sniadanie, składające się z 5 jaj smazonych na smalcu. Och, Jarosławie… 5 nie zjadam, ale jajecznicę z 2-3 jaj na smalczyku domowej roboty ze skwarkami, jak najbardziej. Nie lubię często jesc, a taka jajecznica to gwarancja, że nie bedę głodna do 17. Tak, Bluebell – najmniej prawdopodobne w tym, co wymieniłam – byłby bieg na 16 km. Ja i bieganie, to niemozliwe. Toż ja z kijkami chodzę.Pozdrawiam serdecznie.
~Bluebell · 3 kwietnia 2012 o 17:10
To jeszcze pozwole sobie na pare slowek, Pani Marto – ja dosc czesto spozywam jajecznice z 2 – 3 jaj od kurek zielononozek kuropatwianych – bo podobno dosc dietetyczne, smaze ja na masle z dodatkiem lyzki wody. Smalec odpada, bo jestem wegetarianka. I tak, rzeczywiscie syci na dlugo.
~Jaroslaw · 3 kwietnia 2012 o 18:28
Pani Martuniu w tym zarcie,to wielkie ZARCIE,ale prosze wytlumaczyc co to jest ten szlesong – szlesung? Czy to lezak??
Marta · 3 kwietnia 2012 o 18:43
Szezlong to coś, co lubią Marty, które mają w sobie wszystko arystokratyczne, prócz pochodzenia, drogi Panie Jarosławie.Szezlong (franc. chaise longue) – rodzaj kanapy w kształcie wydłużonego fotela. Podparcie nóg umożliwiało odpoczynek w pozycji półleżącej.
~Iza · 3 kwietnia 2012 o 19:01
O,matko… Z opisu wynika,że szezlong robił sobie mój EX podstawiając taborecik IKE- i pod nogi gdy ja zajmowałam swoją połowę kanapy. On nie miał nic arystokratycznego- a ja owszem imię mam- ale jak podstawił sobie ten taborecik, to ja całkiem spokojnie mogłam sobie pójść zrobić trzecią kawę bez obawy,że zajmie mi moją połowę kanapy. Pa,Iza.
~Iza · 3 kwietnia 2012 o 18:45
W jajecznicę z 5. jaj uwierzyłam, bo dla dwóch osób to akurat. To martinii mnie zastanowiło, ale… spróbować można. Biegania pozazdrościłam bo sama się wybieram i 16. km. w dwie godziny można. Ale rower po bieganiu, no nie! Ponadto to sprzątanie w wysprzątanym mieszkaniu- poprzedni wpis- mnie zastanowiło. Reasumując: tylko w jazdę na rowerze nie uwierzyłam. Aha, w zjedzenie tylu potraw też uwierzyłam, bo znam takich dwóch co tyle mogą zjeść. Pa, Iza.
~Jaroslaw · 3 kwietnia 2012 o 19:14
Dziekuje bardzo Pani Marto.Teraz juz wiem.Zapytalem bo tak mi sie cos ze Slaskiem skickalo ( ale smiesznie to slowo wyszlo bez tych kreseczek). Troche tesknie za Wami Wszystkimi .Ten radosny czas palemek,zonkili,pol zielonych i skowronkow Ech…tesknie.