Bez kategorii

O pólnocy w Paryżu


„O północy w Paryżu”

Jak nie pójść na film W. Allena w upalne południe, popowrocie z wakacji w Paryżu?

Nie dość, że W. Allen, to jeszcze Paryż.

Ulotka tak reklamuje ten film:

„Po wyreżyserowaniu 43 filmów, Woody Allen, twórcanajzabawniejszych komedii świata, nakręcił najbardziej kasowy hit w swojejkarierze, który zachwycił już blisko dwa razy więcej widzów niż przebojowa„Vicky Cristina Barcelona”. Gil ( Owen Wilson) i Inez ( Rachel McAdams)przyjechali do Paryża planować ślub. Ona spotkała swoją dwaną miłość ( MichaelSheen). A on o połnocy odkrył magię Paryża i kobietę, której nie sposób sięoprzeć…( Marion Cotillard)”.

 

Gdybym nie znała większości filmów Allena i przeczytałajedynie tę notkę, nic by mnie nie skłoniło do zobaczenia filmu. Bo przecieżfabułka banalna. Ale nie o nią chodzi. Nawet nie o to, że północ odgrywa tutajbajkową rolę. O północy bowiem Gil, wzięty scenarzysta, mieszkający na co dzieńw Ameryce, zachwycony Paryżem, początkujący pisarz, przenosi się do Paryża latdwudziestych. Chwyt stary jak świat, wykorzystwany wielekroć. Pamiętajmy jednak,że to Woody Allen, po swojemu wymyśla świat. I dialogi.

Kogóż spotkać może w tym świecie Gil, któremu grozi życie uboku atrakcyjnej, ale przyziemnej kobiety? Wszystkich, z którymi chciałbyporozmawiać, a więc Scotta i Zeldę Fitzgeraldów, Hemingway`a, Picassa, Miró, SalvadoreDalego, Bunuela, Portera, Gertrudę Stein, nawet Djunę Barnes i Eliota.

I teraz proszę wyobrazić sobie te rozmowy!

Podczas filmu ciągle zastanawiałam się, z kim chciałabymrozmawiać, gdyby tak mi się przydarzyło, że o północy wchodzę do Maxima ispotykam tam wymienionych twórców.

Najbardziej chciałabym znaleźć się w domu Gertrudy Stein.Zobaczyć ją nie tylko w otoczeniu tych, którzy przychodzili po jej rady, ale wrelacjach z Alicją Toklas. I jeszcze chciałabym rozmawiać z Djuną Barnes. I zMiró, rzecz jasna.

 

Gil wskoczył w lata dwudzieste z roku 2010, więc wie więcejo wielkich, z którymi rozmawia niż oni o sobie. Nie zdradzę oczywiście smaczkówwyjątkowych, jak tego, co stało się z detektywem wynajętym przez ojcanarzeczonej Gila do sprawdzenia, gdzie też smyka się jego przyszły zięć nocą.Ani tego, co czyta Gilowi przewodniczka po Muzeum Rodina (w tej epizodycznejroli Carla Bruni).

 

Gil jest „niepoprawnym romantykiem”, jak mówi jego narzeczona.Patrzy na Paryż jak turysta, dlatego wydaje mu się, że tutaj mógłby żyćnaprawdę. Podobnie patrzy na przeszłość. Stąd Paryż lat dwudziestych wydaje musię miejscem, gdzie nareszcie żyłby prawdziwie.

Jak się okazuje jednak, w teraźniejszym Paryżu też możnaspotkać bratnią duszę.

 

Woody Allen w wywiadzie dla Dużego formatu, tutaj:

http://wyborcza.pl/1,75480,10164072,Woody_Allen__Napisalem_dialogi_Hemingwayowi.html?as=2&startsz=x#ixzz1W39Duxbr

mówi o swoim zachwycie Paryżem, o tym, że zabrakło mu wprzeszłości odwagi, by w tym mieście się zakorzenić. „Nie umiałbym spojrzeć naParyż oczami Francuza, który codziennie jeździ do pracy w fabryce. Pokazuję tomiasto tak, jak widzi je mój bohater, gość z Ameryki, który zachłystuje się niemiejscem, tylko tym, jak to miejsce sobie wyobraża./…/ Nie mogę się wyzwolić ztych wszystkich filmów, w których Paryż jest rajem na ziemi. Kiedy tuprzyjeżdżam to tak, jakbym wracał do siebie”.

 

Ten film trzeba zobaczyć od początku do końca, bo tenpoczątek, ta „turystyczna” migawka, też jest bardzo ważny. Pozwala sięrozmarzyć.

Zwiastun filmu:

http://www.youtube.com/watch?v=0Zik1XqnIOw

 

Paryż 2011, sierpień.
Gdybym tak weszła do Maxima o północy!

Zbyt ranny ze mnie ptaszek.

in / 164 Views

6 komentarzy

  • ~Angela 28 sierpnia 2011 at 07:56

    A ja zupelnie nie rozumiem, czym się zachwycać, wynudzilam się potwornie, poza widoczkami Paryza nie ma czego ogladać, gadają głupoty i o niczym.

    Reply
  • ~BlogCzekolady 28 sierpnia 2011 at 10:31

    Ja na film pójdę na pewno! Zgadzam się, ze fabuła brzmi banalnie. Ale przyzwyczajam się do tego, że Allen zawsze, ale to zawsze opowiada niemal tę samą historię, jest bezczelnie przewidywalny, ale tak zabawny, tak prawdziwy, tak szczery, że nie sposób jego twórczości nie uwielbiać!

    Reply
    • ~Aśka 28 sierpnia 2011 at 11:06

      Masz rację, ale aby lubić Allena, trzeba trochę myslec. Poza tym w tym akurat filmie to trzeba jeszcze się polapac, iim jest Modiliani, a kim Fitzgerald.

      Reply
  • ~papryczka 28 sierpnia 2011 at 23:06

    Właśnie niedawno wróciłam i uśmiech nie chce mi zejść z twarzy. Cudownie się bawiłam w kinie. Chyba już dawno tak dobrze mi nie było:)No Allen perełka po prostu. Dialogi cudowne i bezwzględnie inteligentne. Byłam ciekawa kogo jeszcze Gil spotka. Chichrałam się wiele razy, szczególnie w scenach z surrealistami. Brody jako Dali. Cud, miód i orzeszki:) A do tego aktorzy są świetnie dobrani do faktycznych postaci. Prawie wszyscy idealni! Współczuje tylko tym, którzy nie są obeznani choć trochę literaturze i ogólnie sztuce, co wiele smaczków im zapewne umknie i istnieje duże prawdopodobieństwo, że się wynudzą jak mopsy, potem będą wypisywać, że film beznadziejny. Ich strata!:)W imię nosorożca pozdrawiam:)

    Reply
  • ~joanna 10 listopada 2011 at 18:05

    Bardzo trafna recenzja. Film wspaniały, jak kochany, stary Allen. Ja też skrobnęłam słów kilak na jego temat. Zapraszam:http://esy2floresy.wordpress.com/2011/08/28/mistrzyni-w-paryzu/🙂

    Reply
  • ~Zgrane Małżeństwo 12 listopada 2011 at 16:09

    A tu nasza recenzja: http://zgranemalzenstwo.blox.pl/2011/11/O-polnocy-w-Paryzu-Midnight-in-Paris.htmlZgrane Małżeństwo 😉

    Reply
  • Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.