Jeszcze 10 lat temu nie rozumiałam mojej niemieckiej siostry, która przyjeżdżając w odwiedziny mówiła: Nie masz pojęcia, jak cudnie jest mieć sypialnię. Słowo „szlafcimer” powtarzała często i w moim odczuciu – do znudzenia. Myślałam, że odbiło jej od tych niemieckich wygód i już o niczym innym nie potrafi rozmawiać. W moim życiu było tyle ważniejszych rzeczy do zrobienia od sypialni ! Dziewczynki miały swoje pokoje, ja i mąż ( wkrótce „były”) także. Miałam swoje biurko i to było ważne.
Byliśmy przeciętną rodziną, mieszkającą w dużym mieszkaniu, w bloku. W moim dzieciństwie 4 osoby ( ja, 2 siostry + kuzyn) odbrabiały lekcje przy jednym kuchennym stole, a mama często powtarzała, że nam to dobrze, bo każde z nas ma swoje łóżko, co oznaczało, że jej dzieciństwo nie obfitowało w takie luksusy.
Po wyprowadzeniu się dziewczynek „na swoje”, stałam się właścicielką dwóch dodatkowcyh pokoi. Jeden przeznaczyłam na sypialnię. I wierzcie mi, teraz rozumiem moją siostrę. Bosko jest mieć sypialnię z wygodnym łożem, dużą szafą, toaletką, podręcznym księgozbiorem, płytoteką, sprzętem odtwarzającym i obrazami ulubionych malarzy, na które patrzę po przebudzeniu.
Tęsknię za tą sypialnią, kiedy jestem w podróży. Nawet jak mieszkam w luksusowym hotelu, jak teraz, to i tak moje łóżko jest najlepsze i brakuje mi własnych sypialnianych klimatów. Z trudem oswajam się z nowymi wnętrzami i odgłosami, dlatego wszędzie poza domem, śpię gorzej. W ogóle mam przyzwyczajenia rosyjskiej hrabiny, wprost z powieści hrabiego Tołstoja, ale o tym przy innej okazji.
Teraz idę na spacer przedwieczorny po pałacowym ogrodzie. Jest ciągle ciepło i dzień był słoneczny. A jak się ściemni, wypiję herbatę, siedząc w fotelu, na tarasie z krużgankami.
Jutro mnie czeka kolejny pracowity dzień. Na pewno bardzo atrakcyjny.
6 komentarzy
~Lonely · 17 kwietnia 2007 o 20:36
Proszę o jedną notatkę poświęconą osobom w mojej sytuacji. Nastolatka, od ktorej rodzice ciagle wymagaja, nastolatka ktora nie ma szczescia… pani córki mają panią zawsze, moja mama jest w pracy za granicą. I nie mam sie jak do niej przytulic, porozmawiac…
~martafox · 18 kwietnia 2007 o 18:35
Loney, wiem, ze potrzebujesz ciepła i ze Twoje zycie staje się bardziej „dorosle” przez sytuację, w której się znalazłas. I wiem, jak trudno temu sprostać. Widzę takze, ze rozumiesz koniecznosci, ze czekasz. Rozmawiaj z mamą, pisz do niej, by ciagle istaniala miedzy Wami prawdziwa więź. Pozdrawiam Cię, buźka.
~Rafal18 · 17 kwietnia 2007 o 21:24
Chyba Panią rozumiem, sam dzieliłem pokój z dwoma siostrami i na prawdę, był to „koszmar” zawsze, kiedy przyszedłem ze szkoły nie mogłem usiąść przy biurku, ponieważ już jedna z moich sióstr przy nim siedziała.Prace domowe odrabiałem czasami na ziemi,czasami na kolanie… Teraz już mam sam pokój może i nie jest to sypialnia, ale na razie mi ona nie jest potrzebna (na razie :P) Jest to mały pokoik, gdzie mogę zamknąć sobie drzwi,posłuchać muzyki,odrobić w spokoju lekcje i przede wszystkim wyciszyć się…Pozdrawiam serdecznie.
~martafox · 18 kwietnia 2007 o 18:38
Tak, Rafale, miec kąt dla siebie ikilku swoich rzeczy to bardzo wazna sprawa, to dziupla, gawra, prawda? Człowiek potrzebuje takze ciszy, intymności, bycia samemu. Dobrze więc, ze to masz.
~aventia · 17 kwietnia 2007 o 21:47
Moim magicznym miejscem jest właśnie taras. Marzę, że kiedy dorosnę, będę miała – choćby malutki – domek z ogromnym tarasem, do którego będzie miało dostęp słoneczko, a nawet ciekawski deszcz – ale tylko z boku, a nie z góry. Mhmm, brzmi cudownie, ale czy kiedyś te plany się spełnią?A jeszcze co do słów dobrych, bo wczoraj mnie nie było; na pewno są takie, ale z drugiej strony każde nawet to ,,dobre” słowo można odwrócić 🙁 a to bardzo boli… I niewątpliwie ”przytulać” czy zwrot ”przytul mnie” to piękne słowa, magiczne wręcz, ale może trochę przez fakt, że ”przytulać” – można bez słów… niepotrzebnych słów… Pozdrawiam
~martafox · 18 kwietnia 2007 o 18:39
Masz rację, Aventia, czasem przytulenie zastępuje wszystkie słowa.