Czczę Wielką Noc po swojemu.
W Wielki Piątek oddałam się prawdziwemu skupieniu. W Wielką Sobotę rozmyślałam nad marnością świata ( vanitas vanitatum et omnia vanitas) i nad tym, jak to się ma do Wieczności.
Dziś postanowiłam się odprężać w naturze.
Nie byłam w kościele, bo nie chodzę do kościołów pełnych ludzi, jak nie muszę.
Ewka była, z mężem i synem. Powiedziała, że ksiądz rozpoczął kazanie podniośle, od słów: Witam Was, Wielkanocnicy. Od razu usłyszałam liczbę pojedynczą ( Wielkanocnik/ Wielkanocnicy).
Pojechałam do parku w Pszczynie, to tylko 35 km od mojego domu.
To mój ulubiony park, są w nim stare drzewa, duże przestrzenie, stawy, mostki weneckie, magnolie (teraz), wiewiórki, dzikie kaczki. Kaczek było dużo, wiewiórkę widziałam tylko jedną, za to czarną.
Mordek był szczęśliwy, szczególnie wtedy, gdy wypuściłam go na psią wolność, na dużej łące nad stawem. Biegał jak szalony fox-terier, tylko raz wystraszył kaczki i raz wpadł do wody, i tylko raz wskoczył na mnie, opierając się mokrymi łapami o mój biały trench.
W parku prawie nie było ludzi.
Spotkałam tylko pięć par, zdążających najprawdopodobniej do kościoła. Za każdym razem powiedziałam „dzeń dobry”. Odpowiedziała mi tylko jedna pani, reszta była zdziwiona pozdrowieniem ( przecież nas nie zna, to po co się kłania, stuknięta jakaś).
Miasto było puste, obeszłam malownicze uliczki. Zamknięte były wszystkie restauracje i kawiarenki. Pod kościołem jednak sprzedawano balony o różnych kształtach, także dmuchane konie, nawet pomyślałam, że kupię dla Pawcia, ale na szczęście, pomyślałam też, że chyba zwariowałam, by w Wielką Niedzielę kupować dmuchanego konia, więc nie kupiłam.
Wróciłam do domu, pies padł i do tej pory leży na swojej derce.
A ja ciągle mam przed oczami magnolie, których kwiaty zakwitają wcześniej niż liście.
Moja Poezja w Salonie Muzyki i Poezji Anny Dymnej
3 listopada 2024, w niedzielę, godz. 11.00, Opera Śląska w Bytomiu, zapraszam. Katowiczanka, poetka i pisarka. Autorka ponad 50 książek. Nazwana przez krytyków mistrzynią literatury dla kobiet i „objawieniem” powieści młodzieżowej”. Poezja Marty Fox była tłumaczona Dowiedz się więcej
4 komentarze
~n-n · 9 kwietnia 2007 o 00:50
a ich zapach odurza zapowiedzianą zmianą…
~marta · 9 kwietnia 2007 o 08:49
Jaką zapowiedzianą zmianą, N-N? Kto zapowiedział zmiany? Powinnam o czymś wiedzieć. Mój komentarz dla Ciebie także pod postem „W szczelinie”, pozdrawiam.
~n-n · 9 kwietnia 2007 o 09:42
Zmiany są zawsze dobre, nawet jeśli z pozoru wydają się opresyjne, to są dobre. Najlepsze są te, które zapowiadają magnolie o odurzającym zapachu… co zapowiedzą? Niewiadomo :).
~ellubis · 9 kwietnia 2007 o 08:06
dmuchane konie pod kościołem pełnym wielkanocników – Fellini i poezja w jednym bukiecie z kwiatami magnolii, pięknie 🙂