Inne

Jak cię widzą, tak cię piszą

    ” Ta gwiazda była widziana raz tylko, w 1909 roku, przez tureckiego astronoma, który swoje odkrycie ogłosił na Międzynarodowym Kongresie Astronomów. Nikt jednak nie chciał mu uwierzyć, ponieważ miał bardzo dziwne ubranie. Tacy bowiem są dorośli ludzie. Na szczęście dla gwiazdy turecki dyktator kazał pod karą śmierci zmienić swojemu ludowi ubiór na europejski. Astronom ogłosił po raz wtóry swoje odkrycie  w roku 1920 – i tym razem był ubrany w elegancki frak. Cały świat mu uwierzył.”
 
     To fragment „Małego Księcia”, pamiętacie?
Ileż się na nim natłumaczyłam moim dziewczynkom…to jest strój na wycieczkę, a to do szkoły, a tamten na zabawę, a ten do spania. Oczywiście buntowały się, czasem bardzo wdzięcznie. Agatce na studniówkę kupiłam pierwszą czarną, długą suknię w sklepie z indyjskimi ciuchami. Wyglądała bosko. Do te pory uznawała tylko sportowe ciuchy na każdą okazję. Kiedy myślałam, że moje dziecko już przeistoczyło się w kobietę i chciałam do tej kiecki kupić jej pierwsze w życiu czółenka ( użyłam na pewno tego słowa), Agata dostała histerycznego ataku śmiechu. Do tej pory na hasło „czółenka” obie, Maga i Aga, pokładają się ze śmiechu. Wiecie jakie buty uznała za najbardziej stosowne do studniówkowej sukienki? Glany !!!! I właśnie w nie obuła swoje zgrabne stopy.
     Nie jestem niewolniczką konwenansu, ale nauczono mnie w domu, że w innych ciuchach się sprząta mieszkanie, a w innych wychodzi do kościoła. Traktując rzecz metaforycznie, zawsze stosowałam tę właśnie zasadę. Do pracy w szkole nie poszłabym w tym samym, co na spacer z dziećmi do lasu.
     Podstawą wszelkich zwycięstw jest strój, uważał Salvador Dali, dlatego niewiele było w jego życiu sytuacji, kiedy „zhańbił” się cywilnym ubraniem. Zawsze miał na sobie uniform Dalego. Uniform Dalego – był jego znakiem rozpoznawczym, był jego „logo”, czyli był jego „imagem”, stylem.

     Dali pisze w „Dzienniku geniusza”:

     „Przyjąłem dzisiaj podstarzałegoraczej młodzieńca, który zaczął mnie błagać, bym udzielił mu stosownych radprzed podróżą do Ameryki.

 Jego problem jest następujący: pragniewyjechać do Ameryki, ponieważ pragnie odnieść sukces w obojętnie jakiejdziedzinie – niemniej pragnie odnieść sukces. Skromna egzystencja w Amerycejest dla niego czymś niepojętym.

Pytam go:

– Czy mapan jakieś upodobania? Lubi pan dobrą kuchnię?

Odpowiadagorliwie: – Mogę żyć, jedząc byle co. Fasolę i chleb codziennie przez całe lata!

– Toniedobrze – odpowiadam w zamyśleniu, przybierając zatroskany wyraz twarzy.

Dziwisię, wobec tego śpieszę z wyjaśnieniem:

–Codzienne jedzenie fasoli i chleba bardzo drogo kosztuje. Trzeba na tozarabiać, pracując bez przerwy. Natomiast jeśli przyzwyczai się pan do kawiorui szampana, to nie kosztuje nic.

Uśmiechasię jak kretyn, sądząc, że żartuję.

– Nigdy wżyciu nie żartowałem ! – wykrzykuję autorytatywnie.

 

Od razuzaczyna mnie słuchać w największej pokorze.

–Kawiorem i szampanem raczą pana za darmo niektóre bardzo dystyngowane damy,cudownie uperfumowane i żyjące w najpiękniejszych wnętrzach na świecie. Ależeby na to zasłużyć, trzeba być absolutnym przeciwieństwem pańskiej osoby: otoprzybywa pan na spotkanie z Dalim, mając żałobę za paznokciami, podczas gdy japrzyjąłem pana w uniformie. Niech pan wraca do domu rozpracować problem fasoli.To pańska sprawa. Jest pan zresztą z gatunku przedwcześnie pomarszczonejfasoli. A jeśli chodzi o szpinakową zieleń pańskiej koszuli, jest tobezsprzecznie kolor typowy dla przedwcześnie podstarzałych facetów inieudaczników”.

cdn.

in / 844 Views

4 komentarze

  • ~krycha 27 marca 2007 at 16:19

    Fajnie!Opisałaś pierwszą randkę z moim obecnym ( przedwcześnie podstarzały i żałoba pod paznokciami ,lubi też fasolkę) i na domiar złego lub dobrego (jak chcesz) jest tym tajemniczym „kotem”

    Reply
    • ~marta 27 marca 2007 at 16:24

      Witaj, Krycha, cała jestem w orbicie kotów, jak dobrze, że mnie czytasz, Ty i inni, dziękuję Wam. Boże i Ty, Krycho, módlcie sie za mnie, próbuję dziś piać ostatni rozdział powieści, słońce świeci, a ja stukam, zamiast z psem spacerować, chyba głupia jestem albo co… buźka.

      Reply
  • ~Iza 27 marca 2007 at 18:52

    Pani Marto, Jak dobrze, ze znalazłam Pani bloga, choć to następny kwiatek do mojego onlinowego uzależnienia.Kolejny raz czytam Pani `Ritę`, zamówiłam niedawno nową, bo poprzednią komuś podarowałam, a tak jakoś nagle zatęskniłam.Miło pomyśleć, że jest tam gdzieś Pani po drugiej stronie, to tak jakbym mogła napić się herbaty z kimś, kogo naprawdę lubię.Pozdrawiam serdecznie znad morza,życzę powdzenia w pisaniu nowej książki, będę tu codziennie zaglądać.Miłego dnia!!!

    Reply
    • ~marta 28 marca 2007 at 08:41

      Gdyby to morze było bliżej… Ja mam pod nosem góry, godzina jazdy samochodem i jestem w Wiśle. Góry jednak lubię podziwiać z tarasu, a po plaży spaceruję godzinami. Dziękuję, ze Pani mnie znalazła. Pozdrawiam serdecznie.

      Reply

    Napisz swoją opinię

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.