Codziennik, Spotkania

Co wydarzyło się 17 listopada?

Co wydarzyło się 17 listopada?

17 listopada zdarzyło się:

w 1892 roku założono Polską Partię Socjalistyczną

1989 roku w Warszawie zdemontowano pomnik Feliksa Dzierżyńskiego, a plac jego imienia przemianowano na Plac Bankowy

1989 roku wyemitowano ostatnie główne wydanie Dziennika Telewizyjnego

roku 2000 Daniel Olbrychski zniszczył szablą kilka fotosów filmowych podczas ekspozycji pracy Naziści w warszawskiej galerii Zachęta

2017 roku, o godz. 17.00 odbyła się promocja tomiku poetyckiego Marty Fox pod tytułem Lacrimosa.

Miejsce: Regionalny Instytutu Kultury w Katowicach, ul. Teatralna 4. Jeszcze do niedawna w tejże kamienicy swoją siedzibę miał ZUS.

 

Dni poprzedzające to spotkanie były dla mnie bardzo emocjonujące z wielu powodów. Jestem maksymalistką, więc chciałam, by spotkanie było zapięte na ostatni guzik, co jest oczywiście niepotrzebne, bo margines szaleństwa jest zawsze mile widziany. Niektórzy nazywają mnie panikarą, inni histeryczką. Zapewniam, że mam także inne zalety. Bardzo pomógł mi jednak spokój, determinacja i oddanie Beaty Przybylskiej, organizatorki.

 

Rocznie odbywam wiele spotkań, objeżdżam całą Polskę. I zdarza się, że kiedy mijam w podróży jakąś miejscowość o ciekawej nazwie, mówię do męża: Jeśli myślisz, że tutaj na pewno nie miałam spotkania autorskiego, to się mylisz. Kiedy jednak promocja wydarza się w moim mieście, czuję na sobie ciężar wyjątkowej odpowiedzialności i wydaje mi się, że wszystko od początku do końca spoczywa tylko na moich barkach.

Teraz, kiedy ten dzień mam już poza sobą, dziękuję wszystkim z całego serca: Organizatorom, Beacie Przybylskiej i Michałowi Sikorze z Regionalnego Instytutu Kultury, wydawnictwu Eperons-Ostrogi, moim przyjaciołom, znajomym i nieznajomym Czytelnikom. Dziękuję za profesjonalne przygotowanie i prowadzenie, za oprawę plastyczną i muzyczną, za dobre słowa, kwiaty, którymi teraz ustrojony jest cały mój dom, za prezenciki, z których każdy korespondował z tym, co lubię. Także za smakołyki dziękuję, czekoladki, które z ochotą spałaszuje mój mąż, butelki z nalewkami, winami i porto, za pyszny biały ser wprost z żywieckiej wsi. Czuję się uhonorowana i pogłaskana z każdej strony.

Pamiętam każde słowo, wypowiedziane o Lacrimosie. Także wzruszenia ze strony Czytelników, które powodowały, że głos im się załamywał. To naprawdę największa dla mnie nagroda. Nie może być większej. Poezja jest po to, by potrząsała, by dławiła, by nie dawała zasnąć. By skłaniała do konkretyzacji i mierzenia się z własnymi demonami. Jeśli moja taką jest, mogę iść dalej i szukać w sobie innych ukrytych emocji, ścieżek i zagubionych plików.

Czytam teraz maile. Głaszczą moją próżność. Jak ten na przykład, od Henryka Szczepańskiego: „ Lacrimosa, doskonały poemat filozoficzny. Podpowiada, jak żyć, jak przemijać, jak płakać i jak się radować, nie wypadając z eleganckiego balansu w granicach równowagi. Przy czytaniu robiło się tak gorąco, że gdzieś nad nami pojawiało się to, czego zazwyczaj nie widać i czego nie zwykliśmy pokazywać. Żal, że miraż trwał tylko kilka kwadransów. Lacrimosa pysznie ucukrowana, do pochłaniania wszystkimi zmysłami naraz! Sakiewka pełna poetyckich perełek, złotych myśli i skrzydlatych słów. Karmi, krzepi i uzdrawia spragnionych zwyczajnej, codziennej pociechy. Z podziękowaniami za przewodnik po valles lacrimarum. Henryk.

17 listopada 2017 roku, godzina 17.  Zapamiętam.

Wiedziałam: 7 jest magiczna.

 

Foto: Janusz Stobiński

 

 

in / 473 Views

Brak komentarzy

Napisz swoją opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *