Codziennik

Ten świat jest coraz mniej mój

Nie dlatego, że jestem starsza i teoretycznie mniej czasu mi pozostało do rozrabiania na nim. Dlatego raczej, że zawęża się koło ludzi wyznających podobne wartości. Na poszukiwania nowych znajomości nie mam siły, ani czasu. Powierzchownych relacji nie cenię. Znajomych to mam wiele na Facebooku, co oczywiście nijak się nie przekłada na prawdziwe relacje, które buduje się długimi rozmowami i powolnym poznawaniem się, także wspólnymi przygodami i przeżyciami. A ponoć życie polega na „kontaktach”, usłyszałam niedawno. Na wymianie usług, ja tobie, ty mnie. Im lepsze masz „kontakty”, tym bardziej świat należy do ciebie i bardziej się w nim liczysz. Już mi się nie chce zabiegać o miejsce w szeregu. Robię swoje i tyle.

Brzydzi mnie świat polityki. Boję się wojny, którą może wywołać nowy Hitler. Próbuję pojąć mechanizm świata, w którym najważniejsza jest konsumpcja, władza, sukces i   pieniądze, będące wielkim tabu.

Ostatnio kolega z dawnych lat powiedział mi, że żyję ponad stan. Dodam, że on nie wie, jaki jest mój stan. Zawyrokował to tylko na podstawie kwoty, którą wymieniłam, kiedy zapytał, ile wydaję na tzw. życie miesięcznie. Ustaliliśmy, ze przez „życie” rozumiemy nie tylko to, co na jedzenie + czynsz i media, ale także wszystko inne: bilety do teatru, autobusu, benzynę, kawę w kawiarni, lekarstwa, itp.

Popatrzyłabym na niego z uznaniem, gdybym mu uwierzyła. Mieszka w jednorodzinnym, zaniedbanym domu, sam, pali papierosy, także czasem trawkę, dom ogrzewa piecem gazowym, jeździ samochodem, lubi dobry alkohol i nie stroni od niego, itp. I wydaje na to 1.500 zł. Nie uwierzę, wystarczy tylko podliczyć codzienną paczkę papierosów, co daje kwotę 350 zl. Nie o to chodzi, bym go wyliczała, ale chciałabym pojąć, jak żyć, by zarabiać miesięcznie 1500 zl, wydawać co najmniej dwa razy tyle, a za różnicę na końcu roku jechać do Grecji i kupić nowy samochód.

To on zapytał o wydatki, a ja odpowiedziałam szczerze, bo wydawało mi się, że to chwila „prawdy”, na którą mogliśmy sobie pozwolić z racji ponad 40. znajomości. I nagle coś pomiędzy nami zazgrzytało.

Rzecz na tym polega, że nie rozumiem świata i ludzi, dlatego muszę pisać książki, by sobie wyjaśniać. Możliwe, że Proust miał rację, gdy sądził, że pisarz tak naprawdę pracuje ciągle nad jednym i tym samym, pisze zawsze „tę samą” książkę. Sugerował to również  Sandor Marai w „Dzienniku”.

Dostojewski, Czechow, Turgieniew rozszarpywali duszę, która łkała, nawet, jak ją tulili. Romain Gary (Emile Ajar) przybierał pseudonimy, zmieniał gatunki, ale w każdej książce można go rozpoznać, nawet jak pisał pseudo-kryminalny żart o „czternastu głowach Stefanii”. Kafka pisze o strachu, nawet jak pisze o robaku. Babel pisał mało i smacznie, a i tak rozpoznawalnie.

Czy ja też mam jakiś swój temat? Nie fantazjuję, nie wymyślam baśniowych światów. Nie piszę o wampirach, piszę o życiu. Trzymam się ziemi i próbuję zrozumieć związki między ludźmi. Jak to ze mną jest, może mi ktoś powie.

 

Brak komentarzy

Napisz swoją opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

FreshMail.pl