Bez kategorii

Czy człowiek powinien harować?

marmariWyjątkowo długie i urozmaicone miałam w tym roku wakacje.
Samo się tak jakoś ułożyło, bo nic nie potrafiłam zaplanować z wyprzedzeniem. Kiedy tylko robiło się ciszej wokół, kiedy tydzień w kalendarzu był pusty, bez terminów lekarskich i innych wizyt, zachciewało mi się uciekać, czyli wyjeżdżać, bym miała podkładkę, że skoro nie ma mnie w domu, to nie muszę przyjmować zawodowych zobowiązań, ani żadnych innych.
Wprawdzie nie mam nad sobą szefa i nikt mi nic nie każe, ale taka wolność „od” bywa czasem trudna, wyostrza czujność, nakazuje dyscyplinę, czasem wręcz reżim. Nikt nie weźmie odpowiedzialności za moje zawodowe terminy, bo sama je sobie ustalam.
W tym roku spędzałam czas na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej w Grabowej, w ulubionej Nordalijce, i na Wyspie Sobieszewskiej w Maki House, wreszcie na greckiej wyspie Kos, w miejscowości Marmari.

I kiedy tak sobie leżałam nad Morzem Egejskim, zapatrzona w „pustynne” góry na horyzoncie, zastanawiałam się nad wartością pracy w swoim życiu i w życiu ludzi w ogóle. Te myśli pojawiły się nie tylko dlatego, że wsłuchiwałam się w szum morza, ale i na marginesie felietonu, który przeczytałam w samolocie, w Wyborczej. Nosił tytuł „17 godzin dziennie, bo tak wypada”. Autorem był historyk i pisarz, mieszkający w Paryżu, Cody C. Delistraty. Tezę można by zmieścić w zdaniu: Pracuj mniej, aby pracować lepiej.

To prawda, dostosowujemy życie do pracy, a nie pracę do życia. Taki mus, takie okoliczności, taka konieczność. Każdy chce się czuć bezpiecznie, nie myśleć, jak związać koniec z końcem. Kiepsko opłacani pracownicy muszą pracować długie godziny, by starczyło na tzw. życie. Czy jednak zawsze trzeba się przepracowywać? Dlaczego ci, co są bogaci, zarabiają niewiarygodnie dużo, także się przepracowują, choć nie muszą? Czy jak się ma dużo, to się chce mieć więcej? Czy nie potrafią sobie wyobrazić innego sposobu życia, nawet jeśli nie widzą sensu pracowania ponad miarę?
Dlaczego niektórzy oddają duszę korporacji?
Jeśli jesteśmy ciągle zajęci, to oznacza, że mamy passę, wykształcenie, pozycję, ważność, zamożność, itp. Praca daje prestiż społeczny. Jest wartością samą w sobie, świadczy o wartości człowieka. Niektórzy bez pracy, która ich napędza do życia, czuliby egzystencjalne zagubienie.
Czy szczęście (no, wreszcie napisałam to słowo) można znaleźć jedynie wówczas, kiedy się tyra ponad siły? Czy to jakaś prawda filozoficzna?
Jedno wiadomo na pewno: Produktywność nie zależy od liczby przepracowanych godzin. Im więcej pracujesz, tym mniej efektywny się stajesz.
Staram się o tym pamiętać.

Moja sytuacja jest specyficzna.
Nie chodzę do pracy za karę. Nigdy tego nie robiłam, na szczęście. Ale od dwudziestu ponad lat sama decyduję, co chcę i jak. Już wiem, że jeśli siedzę przy biurku dwie godziny i pisanie mi nie idzie, to wymyślam sobie coś innego. Najczęściej porządkuję papiery, co daje mi dziką satysfakcję, bo uwielbiam wyrzucać. Pisarz pracuje, kiedy nawet leży do góry dnem. Wtedy najczęściej przyfruwają pomysły.
W tym roku zrobiłam sobie długą przerwę w niepisaniu (od marca). Inna rzecz, że u mnie nie pracować nad konkretną powieścią, codziennie, przy „biurce”, nie znaczy nic nie pisać. Jeśli w przyszłym roku wydam jedną książkę, pomyślałam, nie dwie, świat się nie zawali i nic to w moim życiu nie zmieni.
Na dnie czynnego wulkanu Stefano, na wyspie Nyssyros, w oparach siarki, pokonawszy swój strach, poczułam, że rosną mi skrzydła. Że dobrze zrobiłam, dając sobie tyle wolności, bo miałam czas dla córek, wnuków, sióstr, przyjaciół. I że teraz już mam ochotę zabrać się za coś konkretnego. Na drugi dzień rozłożyłam się wygodnie nad morzem, na pustej prawie plaży, zasłuchałam, zapatrzyłam. Po godzinie wzięłam notatnik, ołówek (!) i napisałam kilka stron powieści. I tak przez kilka dni wygrzebywałam z siebie słowa. Nie poprawiałam, tę część mrówczej pracy zostawiałam na przy biurku. Pisałam nie dłużej niż godzinę, półtorej. Potem przychodził czas na mojito pachnące świeżą miętą.
Z tego jeden wniosek mogę wysnuć na pewno: słońce i szum morza to jest to, co lubią lisiczki w każdym wieku.

in / 31 Views

3 komentarze

  • ~Bluebell 13 września 2014 at 14:42

    E.B. White napisał :” Pisanie jest aktem wiary, a nie gramatyką”.
    Poza tym jak się ma wytrwałość do talentu?? Wuytrwałość może być czasem tak ważna jak i talent, a czasem może ważniejsza.

    Reply
  • ~Magdalena 1 października 2014 at 01:09

    Cudownie, po prostu cudownie.
    Zazdroszczę, ale bez zawiści. Marzę o tym, żeby sobie tak właśnie poukładać życie, żeby nie musieć, żeby czekać, żeby dać sobie czas, nie śpieszyć się.
    Wow, ale się rozmarzyłam. Prędzej czy później to mi się uda, bo jestem wytrwała, a z talentem, to się okaże:-)
    Pozdrawiam.

    Reply
    • Marta 8 października 2014 at 20:09

      Trzeba tylko być bardzo zdyscyplinowanym, bo wolność to dyscyplina, cierpliwość i upór.

      Reply

    Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *