Bez kategorii

Ostatni dzien listopada!

Niesamowite. Kiedy to minęło?
Chciałabym, by czas mi się dłużył. Ale u mnie tylko goni.
Dwa tygodnie rehabilitacji kręgosłupa ( basen, lasery, bioprądy, gimnastyka, itp) zabierały mi codziennie, w połowie dnia, 3 godziny. Rozbijały dzień. Jak się rozpędziłam w pracy, to musiałam zamykać komputer i jechać do sąsiedniej dzielnicy. Niby niedaleko, ale akurat tam jest droga w remoncie, więc oczekiwanie na przejazd zabierało dodatkowe pół godziny. Może powinnam pieszo chodzić, zrobiłabym wtedy więcej dla zdrowotności. Tyle że po basenie wracać pieszo, prawie 4 km – to nie dla mnie.
Marudzę, bo z wszystkich aktywności, najbardziej lubię tę biurkową, podobnie jak z wszystkich słodyczy najbardziej kotleciki schabowe i śledziki w majeranku.
Basen ma jednak i tę dobrą stronę, że przychodzą mi w nim do głowy pomysły literackie. Zapisuję po powrocie do domu. Zobaczymy, czy wrócę do któregoś.

Wczoraj wieczorem otrzymałam paczkę z egzemplarzami autorskimi mojego wyboru wierszy w wersji polsko-angielskiej „Wszystko co niemożliwe”.
Ucieszyłam się.
Od razu pochwaliłam się okładką na Facebooku.
Tutaj też ją zamieszczę, ale nie dziś.
Bo teraz muszę się skupić nad tym, jak poprowadzić dziś rozmowę z Januszem Wiśniewskim na temat powieści „Miłość i inne dysonanse”. W Bibliotece Śląskiej.

in / 48 Views

3 komentarze

  • ~Ciaprok 1 grudnia 2012 at 19:01

    A ja szukam i szukam i nie mogę znaleźć tej okładki na Facebooku…

    Reply
  • ~Ciaprok 1 grudnia 2012 at 19:07

    A ja szukam i szukam i nie mogę znaleźć tej okładki na Facebooku.

    Reply
  • ~Jagoda 2 grudnia 2012 at 00:40

    Uwielbiam panią!!! Pozdrowienia

    Reply
  • Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *