Bez kategorii

Takich listów się dzisiaj nie pisze ( 2)

 

Maszrację, Marku,

 

konstruujemyswoje biografie.

Teatralizujemynaszą codzienność, bardzo się staramy, aby nasze życie przypominało literaturę.Z rzadka jednak spostrzegamy, że  jest tonędzna literatura, powieść często łotrzykowska, w której biegniemy od przygodydo przygody. Tanie chwyty, patetyczne gesty, przy wykonywaniu których nie zapominamyzerknąć w szybę, w lustro, jeśli ku naszemu zadowoleniu jest obok. Czasamipłacz, ale taki z wyuczonym w kinie łkaniem. Zdarzają się łzy, którymtowarzyszy myśl, by ładnie spływały po policzkach. I oby tylko tusz do rzęszanadto się nie rozmazał i aby nos nie był czerwony. Gdy teraz piszę o tym,chciałabym zapytać, jak poeta  – „Czymożna wystylizować wystylizowany już do ostateczności styl i stylizować wiernietobie i sobie siebie już tak bardzo przez ciebie wystylizowanego ” ?

            Czy nie masz jednak ochoty, tak poprostu, czasami, dać komuś lub sobie w mordę ?

Inie przeprosić w chwilę potem, nie powiedzieć, że Ci przykro, że się uniosłeś,że nie wiesz dlaczego ?

Czynie masz ochoty zawyć z bólu, z bezsilności, ze wstrętu do siebie ?

Alezawyć głośno, tak by wszyscy to usłyszeli, by się gwałtownie odwrócili ispojrzeli na Ciebie ze strachem.

       My tylko płaczemy w poduszkę, Marku,bezgłośnie. Wpychamy sobie garściami w gębę błoto, a potem dziwimy się, że ononas dusi.

Zgadzamsię, Marku, żyjemy przed lustrem, mizdrzymy się do siebie i innych. I nie wiem,czy pocieszeniem może być fakt, że inni też tak żyli i żyją i że mieli tegoświadomość. Jak myślisz, o czym mówił Baudelaire, gdy stwierdzał : ” Żyć iumrzeć przed lustrem ” ?

       Czy chciał powiedzieć, że cała trudnośćpolega na tym, by stać się panem także swojej śmierci ?

Czyobawiał się, że śmierć w nieświadomości odbierze nam jej heroiczny wymiar ?

        Jeżeli dobrze rozumiem Twoje wynurzenia(czytaj : wynaturzenia ), to zgodnie z nimi ja sama narzucam sobie chaos,nieporządek i zagubienie. Robię to tak sugestywnie, że każdy mężczyzna chętniesię mną zaopiekuje, myśląc o absolutnej nade mną przewadze. Pozwalam mu jąteoretycznie mieć, aby go sobie podporządkować i nim zawładnąć. A wtedy mójpowrót do równowagi jest łatwy, tak ? Naprawdę taki ze mnie gracz ?

      A gdzież ci mężczyźni wokół mnie ?

Ktotak naprawdę się mną opiekuje ?

Ktoma na to ochotę ?

Wieleniespójności w tych Twoich interpretacjach. W końcu trochę moje życie znasz i mógłbyś bardziej bazować na faktach. Teoretycznie, mój drogi, to jabardzo dobrze wiem, jak żyć. Teoretycznie to ja bardzo wiele potrafię udowodnići żadnej  nieścisłości logicznej w tymnie będzie.

            Ale tak naprawdę, to wiesz, ktojestem?

 Jestem „kicia–kocia, odwrotnośćbezrobocia, robienie na tych drutach wciąż, oplata mnie jak wąż…kwiatkirwać…urwa mać ” .

Wprawdzienie zanadto dobrze dziergam na drutach i szydełku, a  ilekroć zamierzyłam robić coś ambitnego, tozawsze mi wychodził szalik, ale czym  innym jest moja codzienność, jak nie nanizywaniemna nitkę drobnych paciorków, oczek, dzień do dnia, czynność do czynności?

       Czyich suma może się równać życiu ?

No,pewnie, lepiej się spalać niż więdnąć. Wszystko po to, aby śmierci, tejokrutnej wariatce, jak mówił Sted, (którego przerabialiśmy w naszym  dziecięctwie nie sielskim i nie anielskim ),nic po sobie nie zostawić, tylko popiół, a i ten rozwiany na cztery strony  świata.

Niechcę, aby mnie przyzwyczajenie wylizało do zadowalającej gładkości, nie chcę (ciągle jeszcze nie chcę !) wpaść w schemat, w rutynę, która gotowa mnie zabić.No i nie chcę, by akt naciśnięcia klamki, ten, który mógłby wszystko odmienić,jak mówi Cortazar, przeszedł w zwykły, codzienny odruch.

      Nie mam pojęcia czy mi się to uda. Wkażdym bądź razie tzw. zdrowe myślenie (czytaj : płytkie i krótkowzroczne) jestmi jeszcze odległe. Włażę wszędzie tam, gdzie czai się niepewność i dlatego nicnie jest dla mnie proste, nic tylko dobre i złe, czarne i białe. No i czuję wsobie wewnętrzną niewygodę.     

Wieszco powiedziałaby mi moja mama, gdybym tak do niej mówiła ? Powiedziałaby: – Umyjokna, córeczko, za dobrze ci się w życiu powodzi, nie masz prawdziwychproblemów, więc je sobie wymyślasz.

      Mycie okien jest dobre na wszystko. Mojababcia uważała, że na wszystko jest dobry krem „nivea”, nawet na bólbrzucha. Jednym słowem: wiara jest dobra na wszystko. Ale to już byłby następnylist, gdybym zaczęła sie wgłębiać.

            A swoją drogą z oknami to wcaleniegłupi pomysł. Rzeczywiście są brudne. Może jutro zdobędę się na tenheroiczny czyn. I tym patetycznym postanowieniem uteatralniam dzisiejszywieczór. Jeszcze tylko wykąpię się w oślim mleczku, by dodać sobie urody iodjąć odrobinę głupoty. I nie bądź , Brutusie, przeciwko mnie. Śnij Kleopatrę.

 

Monika

 

Ps/

Och,Marku, tak bardzo chciałabym coś. I gdyby tak, gdybyś ty, gdybym ja, gdyby nieon, tylko my, tylko my, to może świat, może ja, może Ty, może my. A wtedy świati ja, i my, i wszystko, i tak właśnie, i tylko tak. To całkiem nieźle brzmi,choć przyznasz, banalnie, bo „gdybanie” jest zwyczajem ogólnieprzyjętym. Czy mieścimy się w schemacie, czy banał jest naszym udziałem? Niechcieliśmy tego przecież, a jednak trudno nam uniknąć kiczu. Czy to znaczy, żemusimy go polubić ?

Amoże tylko udajemy, że go nie lubimy ?

Możeto wszystko, co nas spotyka, jest sprawdzianem, grą, w którą się wplątaliśmy,bo taka właśnie jest kolej rzeczy ?

Możeto jest próba ?

Niepostawię już następnych pytań. Jest jak jest. Jutro będzie dzień. Na pewno.Śpij więc spokojnie.

 

Monika

in / 15 Views

7 komentarzy

  • ~Bluebell 13 lipca 2012 at 13:15

    Pani Marto, wiara rzeczywiscie jest dobra na wszystko prawie. A co ciekawe, to ludzie potrafia UWIERZYC WE WSZYSTKO, co zechca !Czy to sa fragmenty z nowej ksiazki, pani Marto ?Jest w tych zapisach tyle tresci, ze az przyglusza, i trudno o jakis komentarz, bo od razu widzimy i patrzymy na SIEBIE, NA SWOJE ZYCIE; przykladamy ten tekst do siebie.Co do przyszlosci, to ostatnio z lekkim sercem przyjelam slowa konczace powiesc Anne Fine „In Cold Domain”: „Przyszlosc lezy przed nami jak droga”.I jakos tak odetchnelam z ulga, troszeczke.

    Reply
  • ~Arturrro 13 lipca 2012 at 13:49

    Bluebell, to fragment z jednej z książek, którą Marta już napisała. Zgadnij która? :)))

    Reply
    • ~Bluebell 13 lipca 2012 at 14:38

      Arturrro, „zaguglowalam” i znalazlam: „Wielkie ciezarowki wyjezdzaja z morza”. Jeszcze nie czytalam tej powiesci pani Marty.

      Reply
    • ~Bluebell 13 lipca 2012 at 14:39

      Arturrro, „zaguglowalam” i znalazlam: „Wielkie ciezarowki wyjezdzaja z morza”. Jeszcze nie czytalam tej powiesci pani Marty.

      Reply
  • ~Ciaprok 14 lipca 2012 at 12:54

    Zaryzykuję stwierdzenie, że dziś listów nie pisze się wcale, w ogóle a tym bardziej w szczególe. Nie pisze się listów na papierze, długopisem, nie wkłada się ich do koperty i nie wrzuca do skrzynki pocztowej… Wysyła się tylko krótkie maile, wiadomości prywatne. Wysyła się pocztą elektroniczną. Jestem chyba zbyt sentymentalna albo (o zgrozo!) staroświecka.

    Reply
    • ~Bluebell 17 lipca 2012 at 14:46

      O staroswieckosc mozna byc wrecz oskarzonym, i to calkiem nieoczekiwanie. Nie tak dawno uslyszalam zarzut, iz pisanie i czytanie ksiazek o leczeniu ziolami to jest staroswieckie zachowanie.

      Reply
    • ~Bluebell 17 lipca 2012 at 14:46

      O staroswieckosc mozna byc wrecz oskarzonym, i to calkiem nieoczekiwanie. Nie tak dawno uslyszalam zarzut, iz pisanie i czytanie ksiazek o leczeniu ziolami to jest staroswieckie zachowanie.

      Reply

    Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *