Bez kategorii

Babcia i pech

 

Babcia i pech

 

       Dzień Babci dopiero się zbliża,ale w przedszkolu mojego wnuka uroczystość już się odbyła.
Z tej okazji kupiłam nową sukienkę, klasyczną, by wyglądać dostojniej. Ponoćwyglądałam w niej bardzo dobrze, powiedział Janusz, ale jak mu wierzyć, skoro iw dresie wyglądam dobrze, a w worku pocztowym, podejrzewam, też byłabymciekawa.

     Fryzurę wyfryzowałam, lakierem ją musnęłam, bym nie wyglądała nababcię rozwianą (nie mylić z zawianą).

Przyszłam przed czasem,wypatrzyłam miejsce przy stole, jak najbliżej sceny, bo wiedziałam, że najpierwbędzie przedstawienie. Usiadłam delikatnie. Odsunęłam od siebie talerzyk ikubek, byle tylko nie zamachnąć się i nie zbić. Pomachałam Pawciowi, który wprzebraniu pastuszkowca miał za chwilę wejść na scenę. Odmachał mi, więc mogłamsię już wygodnie usadowić z aparatem fotograficznym. I nagle poczułam, żekrzesełko pode mną trzeszczy. Gdybym nie zareagowała błyskawicznie, gruchnęłabymo podłogę solidnie. Podtrzymałam się stołowego blatu, dzięki czemu nie weszłamw rolę kobiety upadłej, czego nie mogę powiedzieć o krzesełku, z któregodrzazgi zostały. Nie przesadzam.

     Dostałam drugie. Na wszelki wypadeknie usiałam od razu, by przedstawienia nie zakłócić. Rozejrzałam się po sali.Inne babcie, nie powiem, solidne, naprawdę w posturze dużo solidniejsze odemnie, mościły się w swoich krzesłach bezpiecznie.

Dlaczego więc ja? Dlaczego zawszepode mną?

Na chrzcinach było podobnie. Z hamakiempodobnie.

      Znam swoją prawdę: i na krześle,i na hamaku siedzieli przedtem dużo więcej ważący ode mnie, ale fakty sąprzeciwko mnie. Moja prawda nijak więc ma się do faktów. Fakty nie zawsze pokrywająsię z prawdą, a wręcz rozmijają się z nią. Pisał o tym wnikliwie Amos Oz. Faktyświadczą przeciwko Zenonowi Ziembiewiczowi w „Granicy” Z. Nałkowskiej. Jeślijednak zaczniemy doszukiwać się prawdy, fakty bledną, Ziembiewicz niekoniecznie jestgadem od początku do końca.

 

     Wnuś powiedział swoją kwestiębezbłędnie, aczkolwiek pod koniec przyśpieszył. Skądinąd uwielbiam teprzedszkolne recytacje z charakterystycznym dziecięcym rytmem.

Dostałam duże czerwone serce.

Podarowałam Pawciowi tajemniczynotes.

Dostałam piękną laurkę, na którejbyło moje imię i deklaracja: kocham babcię.

Były także różne rysuneczki.

Nieczytelnybył tylko jeden, więc zapytałam, co tu jest.

– To zjeżdżalnia babciu, dobasenu, ta z której bałaś się zjechać, ale jak Aduś cię popchnął, to ci sięudało.

Śliczna laurka, są na niej różnemiłe chwile z naszej codzienności.

Ku pamięci.

in / 79 Views

2 komentarze

  • ~Bluebell 13 stycznia 2012 at 17:28

    Jak bardzo ciesze sie, ze wspomniala Pani, Pani Marto, Amosa Oza ! Czytam wlasnie „Opowiesc o milosci i mroku”, ale w wersji angielskiej – wydaje mi sie o wiele bardziej wykwintne i smakowite to tlumaczenie niz to w jezyku polskim. Jka Amos Oz ma pamiec, jak laczy fakty, historie, i jak inteligentnie i zajmujaco to czyni; a przy tym taka szczerosc, to zaraz sie rozpoznaje.Dziekuje, Pani Marto, za to zestawienie fakty – prawda. Bardzo ciekawe ujecie. Przed chwilka przeczytalam Pani wypowiedz na ten temat i juz wiem, ze otworzyla ona pole do waznych dla mnie przemyslen.I jeszcze jedna sprawa, o ktorej wspomne, bo juz od paru dni z tym snuje sie. Otoz, mam na mysli niedawna wymiane uwag na temat traumatycznych przezyc majacych miejsce w dziecinstwie, wczesnej mlodosci. Pozwole sobie jednak wierzyc, ze trauma moze zostac calkowicie wymazana, ze mozemy otrzymac nowy poczatek (przynajmniej w jakiejs jednej z licznych naszych drozek). Przeciez nawet psychologia zna termin „resillient child”. W mojej postawie umocnila mnie jeszcze wypowiedz Philipa Pullmana (bardzo Go cenie nie tylko za pisarstwo, ale i za Jego spoleczna dzialalnosc). Philip Pullman w „Lyra’s Oxford” sugeruje, iz przyszlosc byc moze wplywa na przeszlosc, czyli, ze czasteczki moga przemieszczac sie „do tylu”. Uwaza tez, ze byc moze wszechswiat jest madrzejszy od nas. A wiec – pozwole sobie wierzyc i miec nadzieje, ze sa mozliwe rzeczy, o ktorych myslimy jako o beznadziejnych.

    Reply
    • ~Marta 13 stycznia 2012 at 17:54

      Blubell, proszę zwrócić uwagę, jak Amos Oz w tej autobiograficznej opowieści opowiada o babce – przy okazji o faktach i prawdzie. Chciałabym wierzyć, w to, w co Pani próbuje. Niestety, nie znam przywołanego autora. Jeśli o traumę chodzi – wiem, że dzięki wielkiej pracy nad sobą, można oswoić demony, choć niekoniecznie pokonać. Można sobie racjonalnie wytłumaczyć bolesne przejścia, pogodzić się z nimi, wybaczyć innym i sobie ( to trudniejsze), ale kiedy wydaje się, że jest dobrze, dopada nas czarny, głodny wilk. I wtedy bardzo by się chciało móc nie tylko popłakać w kącie, ale i poczuć ciepłą, przyjazną dłoń, która pogłaszcze dziecko w środku.

      Reply

    Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *