Bez kategorii

Mój Dzień Dziecka

Mój Dzień Dziecka


      Dzień zaczął się spokojnie.

Wstałam rano, jeść mi dano.

O 9.00 przyszła Ilonka z synową,by demontować kuchnię. Dziewczyny opróżniły szafki z talerzy, filiżanek,kubków, garnków, sztućców, patelni, urządzeń mechanicznych, makaronów,słoiczków-dupiczków i innych drobiazgów. Przenosiły wszystko do salonu iukładały w taki sposób, aby potem można było znaleźć bez problemów.

      Potem wykręciły górne szafki zszyn, łącznie z podświetlanymi lampkami. Ustawiły, gdzie znalazły miejsce. Pracowałyzamaszyście i niewiele razy Janusza wzywały na pomoc. Skończyly szybciej niżprzewidywałam. Jutro ma przyjechać ekipa, która wywiezie meble, bo znalazłamnabywcę. W kuchni została lodówka, piecyk gazowy i stoł. Aha, jeszczezlewozmywak. Obiad był od wczoraj, więc zjedliśmy w nadmiarze.

      Potem odwiedziłam starszą córkę iwnusia Danielka, który spał z rączkami podniesionymi do góry. Od nich pojechałamdo młodszej i wnusiów Pawcia oraz Adasia. Pawciowi bardzo się spodobałyksiążeczki, które przywiozłam i nazwał je magicznymi. Adaś śmiał się, kiedy muśpiewałam „cztery słonie, zielone słonie”.

      W bibliotece  o godz. 18.00 prowadziłam rozmowę z Olą Klichna temat „niepokornej biografii” Kazimierza Kutza (wydała książkę „Cały tenKutz”). Potem przez godzinę czekałam na inną pisarkę, którą obiecałam odebrać zdworca, by zbyt długo nie musiała oglądać najbrzydszego, najbardziej śmierdzącegoobiektu w Polsce.

      O 21. 30 wróciłam do domu ichciałam zjeść grzankę, ale nie znalazłam tostowego chlebka, który Ilonkaschowała wedle własnego szyfru. Podczas szukania odechciało mi się jeść, azachciało pić. Ku wspólnej uciesze znaleźliśmy butelkę czerwonego wina, októrej myśleliśmy, że dawno wypita. I wtedy właśnie zadzwonił szef brygadyremontowej, oznajmiając, że wkroczą do akcji nie w najbliższy piątek, tylko wnastępny.

       Niestety, nie mogliśmy nigdzie znaleźćotwieracza do butelek, a zębów nam było szkoda.

in / 36 Views

2 komentarze

  • czak192@wp.pl 2 czerwca 2009 at 15:48

    Oj, Marto! Mogłaś sama powyjmować wszystko z szafek i ułożyć według własnego – szyfru, to nie musiałabyś przyjąć, druzgocącej wiadomości od ” FACHOWCA ” – na trzeźwo. Szczerze współczuję. Nie chcę nic mówić, ale powiem, że w ubiegłym roku, o ile dobrze pamiętam, miałaś robić remont kuchni. Jaka była Twoja radość, że Ilonka rozchorowała się,i mogłaś odłożyć remont na rok następny, czyli ten. A byłoby już po… .Łączę się w bólu z Tobą, kochana Marto i pozdrawiam, Krystyna

    Reply
  • natalia.doris@op.pl 2 czerwca 2009 at 20:31

    Pani Marto! jak pięknie spędziła Pani dzień. Z wnukami.. to mi się podoba. A moje babcie? przysłały mi pieniądze pocztą. Wyobraża sobie Pani to? 🙂 Natalia z Kamieńca.

    Reply
  • Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *