Bez kategorii

Fragment

      Często, nawet po wielu latach, kiedy już nie pracowała w teatrze,  przypominała sobie rozmowę z kompozytorką, kierowniczką muzyczną, Elwirą, starszą panią, po sześćdziesiątce, zawsze elegancką, zadbaną, mogącą świecić wzorem nawet dla młodych.

      Elwira kupiła modne buty, czarne lakierki z prawdziwej skóry, sznurowane trzewiczki ponad kostkę. Prezentowała je każdemu, opowiadając przy okazji, w którym sklepie kupowała i jak negocjowała zawrotną cenę, w wysokości połowy pensji Emilii. Były to już czasy, kiedy nowe nadchodziło  także do sklepów.  Emilia słuchała opowieści z niedowierzaniem, nie wyobrażała sobie, by wejść do eleganckiego sklepu i targować się jak na bazarze.

– Właściwie to za buty zapłaciłam tyle, ile kosztowały, ale sprzedawca dołożył mi gratis torebkę, więc to tak, jakbym za buty zapłaciła mniej – chwaliła się Elwira.

Torebka też była elegancka i lakierowana, bardziej wprawdzie na wieczór, ale Elwira potrafiła tak wszystko dobrać do całości, że nic nie zgrzytało. Emilia przysłuchiwała się opowieściom z miną na tyle dziwną, że w pewnej chwili Elwira powiedziała:

– Emi, posępna jesteś, weź sobie kochanka, świat od razu wyda ci się piękniejszy.

– Kochanka? Przecież jestem mężatką.

– No, właśnie, dlatego mówię, weź kochanka, bynajmniej nie każę ci rezygnować z męża.

– I myślisz, że to byłoby w porządku? Przecież posiadanie kochanka oznacza zdradę.

– Zdradę czego?

– Zdradę męża, zasad, obietnicy, zdradę siebie.

      – Emi, na jakim ty świecie żyjesz? Zamierzasz się katować niespełnieniem? Czy mając kochanka, krzywdziłabyś męża? Czy zależy mu na wyłączności? Pomyśl, co on straci, a co ty zyskasz. Przecież nie każę ci się zakochiwać, rozbijać małżeństwa, odbierać komuś innemu męża. Mówię  o kochanku, kimś, kogo pragniesz, pożądasz i spełniasz z nim swoje fantazje, No, możesz go trochę lubić, skoro u ciebie bez tego ani rusz.

Emi patrzyła na Elwirę z niedowierzaniem. Nie mieściło jej się w głowie, że można tak zwyczajnie podzielić życie na męża i kochanka. A gdzie uczciwość małżeńska? Gdzie romantyczne ideały, wedle których układała do tej pory życie? Gdzie zasady? Wierność, przyzwoitość?

– I ty tak robisz, Elwiro? – zapytała wówczas nieśmiało, pewna, że w wieku Elwiry nie myśli się już ani trochę o uciechach ciała.

– Skąd ten wyrzut w słowie „robisz”? Oczywiście mam kochanka. Jak wiesz, jestem leciwą wdową, więc w moim wieku trudniej o męża, ale na kochanka mnie jeszcze stać i to jakiego! Młodszego, dużo młodszego. Czy uwierzysz, jakie on mi każe figury w łóżku wyczyniać?

        Emilia musiała mieć wówczas minę mniszki w czarnym habicie, która poświęciła swoje życie Bogu i od tej pory tylko o nim marzyła jak o mężczyźnie i tylko z nim przeżywała erotyczne uniesienia podczas długich modlitw, tym dłuższych, im dalej było do fizycznych spełnień. Rozmowa z Elwirą była dla niej ciosem, obuchem, burzącym poukładany świat. Sprowadzała jej myślenie na inne tory, otwierała na sprawy, o których do tej pory z nikim nie rozmawiała. Ani  koleżankami na studiach, ani podczas pracy w szkole. Pod tym względem była zasznurowana na maksa.

Kiedyś córka, Małgorzata, tak właśnie powiedziała: – Mama, jesteś zasznurowana na maksa, odsznuruj się, otwórz, popuść trochę, w takim pancerzu nie można żyć, luzik, mama, luzik. A jak nie, to na terapię

, to by ci się przydało.

       Nie pamiętała, czego dotyczyła ta rozmowa, na pewno nie seksu, bo choć z córkami miała otwarte i szczere relacje, to jednak w sposób bezpośredni nie rozmawiała z nimi o seksie. Nigdy nikomu nie zwierzała się z intymności, toteż rozmowa z Elwirą była pociągająca w dwójnasób.

– Emi, ja ci się nie każę puszczać, ja ci każę żyć, mówię tylko o tym, byś się kochała szczęśliwie z kochankiem i nie zadręczała z tego powodu nielojalnością wobec męża, bo lojalność, moja droga, to znaczy coś zupełnie innego, coś zupełnie innego – pouczała Elwira.

– Lojalność, czyli co? – Emilia próbowała zweryfikować wartości i priorytety.

 – Lojalność jest wtedy, kiedy cała stoisz po stronie osoby, którą kochasz lub z którą się przyjaźnisz. Lojalność jest wtedy, kiedy nie zawiścisz, dobrze życzysz, nie bruździsz, pomagasz, wspomagasz, bierzesz w obronę w razie potrzeby, nie gardzisz, nie zapierasz się, nie ukrywasz, nie kłamiesz, nie wyrzekasz się, nie zarzekasz, nie odtrącasz. Lojalność jest wtedy, kiedy patrzysz w tym samym kierunku, choćbyś nawet szła inną ścieżką. Lojalność jest jak szlachectwo – zobowiązuje.

– Mówisz o miłości, Elwiro – poprawiła koleżankę.

– O, nie, kochana, miłość to dużo więcej.

in / 15 Views

14 komentarzy

  • marcinwlondynie@op.pl 19 sierpnia 2008 at 11:25

    wow!!!!!:-)

    Reply
  • ~n-n 19 sierpnia 2008 at 13:01

    no i gdzie reszta!? Zabrakło puuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuinty. jak tak można! 🙂

    Reply
    • marcinwlondynie@op.pl 19 sierpnia 2008 at 13:26

      oj, alez pointa jest! i to swietna, bo i mocna, i pozostawiajaca apetyt na wiecej.

      Reply
  • ~Krycha 19 sierpnia 2008 at 13:23

    Witaj, Marto! Tak do końca nie mogę zgodzić się z Elwirą, bo zaprzecza,sama sobie! Przecież zdrada, to kłamstwo, to ukrywanie (nie konieczniew szafie) kochanka, to upokarzanie partnera. Cyt. ” Czy mając kochanka, krzywdziłabyś męża? Czy zależy mu na wyłączności?”. Oczywiście, żetak, krzywdziłabym, i musiałby (mąż) mieć mnie gdzieś, gdyby mu nie zależało, na wyłączności. Jeżeli ze stałym partnerem nie można spełniaćswoich fantazji, nie można pragnąć i pożądać, to lepiej taki związek zakończyć. Zgodzę się, że miłość, to więcej, niż lojalność, ale lojalnośćkłóci mi się z „posiadaniem” kochanka. Pozdrawiam, Krystyna

    Reply
    • marcinwlondynie@op.pl 19 sierpnia 2008 at 13:29

      Hm,. mysle, ze masz wlasny punkt widzenia. Mnie blizej do tego, ktory wyraza Elwira. Zdrada ma wiele odcieni. Nic w milosci nie jest bialo-czarne.

      Reply
      • ~n-n 19 sierpnia 2008 at 20:46

        zwłaszcza wtedy, kiedy lubimy się puszczać i potrafimy znaleźć dla tej formy dobre usprawiedliwienie 🙂

        Reply
        • ~JOLA 19 sierpnia 2008 at 20:52

          Ha, ha, puszczać, tez slownictwo. Nikt tego nie lubi, bo „puszczanie” odbiera godnosc, szmaci. inna sprawa, ze sa tzw. poszukujacy naiwni, ktorzy ciagle maja nadzieje, ze nastepnym razem znajdzie to, na co liczy. Puszczac sie – to sprzedawac sie bez godnosci, bez wartosci.

          Reply
        • marcinwlondynie@op.pl 20 sierpnia 2008 at 13:25

          n-n: mysle wiec, ze ta ksiazka nie jest dla Ciebie.;-p

          Reply
    • ~Iza 19 sierpnia 2008 at 14:53

      Nie panikuj, Krycha, w powieści są rózni bohaterowie i niekoniecznie poglądy Elwiry muszą być jedynie sluszne. Alez Ty rygory wprowadzasz. Chcialabys, aby wszyscy byli jednakowi i chodzili na sznureczku? I po co byloby to czytac?

      Reply
    • ~JOLA 19 sierpnia 2008 at 20:55

      wazne jest kryterium krzywdy. Zdradzający krzywdzi zdradzanego albo siebie. rzadko tego, z kim zdradza.

      Reply
  • ~Iza 19 sierpnia 2008 at 14:51

    Czyto jest fragment tej powiesci, którą piszesz? Jeśli tak, to czekam niecierpliwie. Czuję, ze znów napiszesz coś niesamowitego, pani Marto.

    Reply
  • ~York 20 sierpnia 2008 at 07:17

    Człowiek nie jest z natury monogamiczny. Obiecuje wiernosc, a potem się meczy do konca zycia. Albo nie.Zdradzają męzczyzni i kobiety. Tylko, ze konsekwencje i wieksza odpowiedzialnosc i tak spada na kobiete. Dlatego trzeba zdradzac mądrze, czyli przynajmniej dbac o antykncepcej, zeby nie bylo dzieci, ktore sie na swiat nie prosily.

    Reply
  • ~Alicja 20 sierpnia 2008 at 13:11

    Jaki tytuł, pani Marto, bedzie miala ta ksiazka. Widzę, ze dla tzw.dorosłych, jak to pani mówi. Dla mnie bomba. O czym rzecz?

    Reply
  • ~czak192 21 sierpnia 2008 at 08:30

    3PY3Z7

    Reply
  • Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *