Surrealistycznesytuacje

      Cóż za  surrealistyczne sytuacje od samego rana ! Jakiintensywny dzień ( zostało jeszcze 4 minuty do jego końca). Do Warszawy zKatowic wyjechałam o godz. 8.00. Pociąg jechał 5 godzin, drogą okrężną,ponieważ rozkradziono trakcję elektryczną. Większość ludzi ściśnięta była w dwóchwagonach  II klasy z obowiązkowymimiejscówkami.

     W wagonach klasy I było kilka osób ( biznesmani odpoczywają). Nie było natomiast żadnego gniazdka elektrycznego, więc nie mogłam się podłączyć do Internetu ( zapomniałamnaładować baterie). Konduktor powiedział, że w ostatnim wagonie klasy II,tzw. lotniczym są gniazdka, choć nie wiadomo, czy jest w nich prąd. Pomógł misię przetransportować. Wagon był ostatni w składzie i zupełnie pusty. Zasilaniew gniazdku raz było raz nie, więc zrezygnowałam z pracy na komputerze, bo cozapisałam, to mi znikało.

      Na podpisywanie książeko godz. 13.30 zdążyłam. Przez godzinę intensywnie podpisywałam książki i mi miłorozmawiałam z Czytelnikami.

Potem pojechałamdo Anina, do cud-energoterapeutki Ireny. Przyjechała po mnie jej asystentka,Krystyna. Nakarmiły mnie faszerowanymi delikatnym mięsem kluseczkami, pychota, cudeńkokuchni najbardziej domowej.  

Seans z Irenkąrozplątał we mnie kłębek drutu kolczastego.

Wracałamautobusem, mogłam oglądać widoczki przez okno.

     Wyluzowanaprowadziłam biznesową rozmowę z wydawcą, a po niej rozgościłam się w domuprzyjaciół, gdzie podjęto mnie kolacją: świeże gruszki z rukolą, ziarnkamigranatu, w sosie balsamiczno-oliwkowym, carpaccio w sosie andaluzyjskim (skomplikowany sos – cebulka, czosnek, kapary, oliwa, anchois + jeszcze kilkainnych składników, łącznie ze świeżymi ziołami), potem sushi, na deser tiramisu; wszystko własnoręcznie przygotowane przez Piotra,który jest mistrzem w kucharzeniu i jak się raz zje kolację w jego domu, to jużpotem nic w najbardziej wykwintnej restauracji nie smakuje.

Umęczona,zadowolona, nasycona rozmowami, zrelaksowana dzięki rękom Ireny ( które leczą),za chwilę położę się w hotelowym łożu i na pewno zasnę, bo nie ma dziś we mniedygotek, mimo że tak było intensywnie.

Dziękuję za tendzień Bogu, kimkolwiek jest –  i ŚwiętejRicie od Rzeczy Niemożliwych.

Kategorie: Inne

10 komentarzy

~Krycha · 9 grudnia 2007 o 13:23

Droga Marto! No pięknie! Jestem przerażona! A czym ja Ciebie ugoszczę, jak przyjedziesz do Rawicza? Zostaje mi tylko nadzieja, że smakitych wszystkich, wspaniałych, warszawskich potraw, ulotnią siębezpowrotnie z Twojego podniebienia. Wrócisz na ziemię, abyspożywać, tak jak wszyscy, normalne polskie ( czyt.poznańskie)potrawy: pyry z gziką, ślepe ryby, kluchy na gaciach i na deserszneka z glancem.Pozdrawiam z Kraju Kwitnących Kartofli czyli Pyrlandii!

    ~Marta · 9 grudnia 2007 o 16:35

    Krycha Droga, nie mam pojęcia co to są te slepe ryby w gaciach, ale poniewaz jestem bardzo pozytywnie nastawiona do wszelakiego jedzenia, więc jestem pewna, ze bedzie mi to smakowac. Jesli to jeszcze ma coś wspolnego z kluskami, skwarkami, przetworzonymi ziemniakami, to juz teraz proszę – zrób tego duzo, zjem takze na deser. Wracam do domu, ile to będzie trwalo godzin, nie wiem. pappa, pozdrawiam serdecznie.

~babatendai · 9 grudnia 2007 o 23:31

a ja wolę oczkowane kluski śląskie, z roladkami i czerwoną kapustą- która wcale nie była zbyt pieprzna…hihihi!

    Marta · 11 grudnia 2007 o 09:33

    Oj, dziękuję, dziękuję, lubię być chwalona.

~aniolzporca · 11 grudnia 2007 o 09:20

MartoMoże odwiedziłaby nas Pani w Gliwickim Empiku:DByło by mi bardzo miło..Choć książek pani nie kupuję ale wypożyczam (powód? fundusze)To i tak bezczelnie bym sie zjawiła:D

    Marta · 11 grudnia 2007 o 09:32

    Może odwiedziłabym, jeśli EMPIK mnie zaprosi ! Nie ma nic gorszego niże nieproszony gośc, prawda? Pozdrawiam.

      ~Agnieszka · 13 grudnia 2007 o 22:07

      Jestem absolutnie za!Aniolzporca jesteś z Gliwic?Ja z okolic i miałabym całkiem niedaleko.Myślisz, że udałoby się coś takiego zorganizować?

~somalia · 11 grudnia 2007 o 09:53

Te pierwsze klasy, te biznesowe przedziały, te snobistyczne kolacje…Oj, kobieto, jesteś pusta jak Twoje powieścidełka.

    ~Jola · 11 grudnia 2007 o 10:58

    Pani Marta jeździ klasą I, aby w II klasie nie spotykała takich gadów, jak Ty, Somalio, kobieto o pretensjonalnym nicku, świadczącym o tym, że zawiść Cię zżera, więc wchodzisz do domu innych, by wylać swoja zółć..

    ~babatendai · 11 grudnia 2007 o 23:46

    nick somalii to mi się akurat podoba…z jej opinią gorzej…przypuszczam, że została ona zaczerpnięta z dawnych ksiąg rewolucyjnych, pełnych szyderstwa i gniewu. wkomponowana we współczesność stanowi niezłą mutację- mieszankę koreańskiego komunizmu i somalijskiego islamizmu. a może to po prostu jakaś zazdrosna pisarka…hehehe! somalio, wrzuć na luz i popróbuj odrobiny snobizmu- wykwintna to przyprawa głębi i sensu!

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.