Bez kategorii

Podróżowanie

     Kiedyśmarzyłam o podróżach. Nie miałam ani paszportu, ani pieniędzy, ani możliwościwyjazdu z racji zajmowania się małymi dziewczynkami. Czytałam wtedy „Czarodziejskągórę”, w „Poszukiwaniu straconego czasu” i opowieści podróżnicze Thora Heyerdahla. Marzyłam o oceanach, na które wypłynęi górach, które zdobędę, o moście w Avignon, na którym zatańczę. Wiedziałam, żeto niemożliwe, więc tym bardziej marzyłam i czytałam.

     Tymczasemgranice otworzono, paszport ma każdy, dziewczynki urosły i wyfrunęły z gniazda.Zdążyłam zobaczyć pomnik Piotrusia Pana w Londynie, spędzić ponad miesiąc wAvignon, nieco mniej w Les Angles, w Barcelonie, w Paryżu, w Cordobie, wBerlinie, Dreźnie, na Wyspach Piekielnych, w Montenegro, Theologos, w Kotorze.

     Oczywiścieżycia mi nie starczy, by pojechać jeszcze w kilka innych miejsc, o którychmarzyłam. Ale też nie mam już takich marzeń. Wręcz przeciwnie: odkryłam, że niemam duszy podróżniczki, że nie cierpię jeździć, fruwać, pakować się,przemieszczać, spać w hotelach, choćby najlepszych, a lubię swój dom, swojekąty i swoją sypialnię. Owszem, czasem dopada mnie chęć pobycia w gorącymkraju, ale to bardziej z powodu mojej kociej, światłolubnej natury niż zpotrzeby ducha.

     Zaprosiłamnie Ela B. i jej narzeczony do Szwecji. Mieszka teraz nad morzem, w chatce,jaka prawdziwa Baba Jaga Intelektualistka. Zamiast rzucić wszystko i polecieć,wpadłam w panikę. Pomijam już fakt, że jestem zbyt obowiązkowa, by zrezygnowaćz dni zaplanowanych i zapiętych na ostatni guzik.  Jak tylko pomyślałam, że musiałabym odbyćjeszcze dodatkową podróż, prócz tych zaplanowanych zawodowych i tejzaplanowanej wakacyjnej, to poczułam się jak ta hrabina z powieści Tołstoja.Najchętniej obwarowałabym się w swoim gabinecie i nosa z niego nie wyściubiła.  W obcych miejscach źle się, długo sięaklimatyzuję i jak już jestem prawie gotowa do życia, to muszę wyjeżdżać.

      Elama inną duszę. Gdybym do niej dziś zatelefonowała i powiedziała, żeby wsiadła wsamolot, bo jutro spotykamy się na wzgórzu Tibidabi, to dla niej nie byłoby toniemożliwe, raczej skupiłaby się na tym, z kim zostawić swojego psa, Amosa, niżna czymkolwiek innym.

     Możeto tak jest w życiu, że tęskni się za tym, czego się mieć nie może. Może z tegorodzą się marzenia.

 

 

 

 

in / 38 Views

17 komentarzy

  • ~Ciaprok 22 kwietnia 2007 at 13:27

    „Podróże małe i duże”. Zdecydowanie wolę te małe, jednodniowe wycieczki z klasą, w czasie których niezbędna i konieczna jest wizyta w „Mac Donald’s”. Ostatnio byliśmy w teatrze. na „Balladynie”. Wszelkiego rodzaju „Zielone Szkoły” to nie dla mnie. Boję się ich. Boję się, że nie dam sobie rady. A poza tym zawsze, kiedy wracam do domu po dłuższej nieobecności, wydaje mi się, że wszystko się zmieniło. Moje łóżko, trzy biurka (moje, Emili i to, na którym stoi komputer, czyli wspólne), nawet klucze od mieszkania są jakby inne. Niby wyglądają tak samo, a jednak… Może to nudne, ale kolejny raz pozdrawiam Panią bardzo serdecznie i bardzo gorąco :-). P.S. Jadłam dziś na obiad karpia. Prawie jak w Wigilię. P.S. 2. „Prawie” robi wielką różnicę :-).

    Reply
    • ~Łukasz 22 kwietnia 2007 at 22:28

      dla mnie ‚podróż’ co coś większego niż wycieczka klasowa… wolałbym jednak pojechać na zielona szkole,nawet na miesiąc … może to dlatego,ze nie lubię przebywać w swoim domu,w tym towarzystwie.Ciągłe narzekanie,wole uwolnić sie od tego,nie mieć zmartwień, poznawać ludzi,świat.Życie jest takie krótkie,a my wciąż mamy mało czasu….

      Reply
      • ~martafox 23 kwietnia 2007 at 07:32

        Nie miec zmartwien to bardzo fajna sprawa, ale prawie niemozliwa. Jesli rzeczywiscie jest w Tobie pasja podrózowania, to będzisz podrózowal. Znam studentów, którzy zwiedzają cały świat prawie bez pieniędzy. najlepszego, Łukaszu.

        Reply
  • ~Agnieszka i Ola 23 kwietnia 2007 at 19:09

    A jutro bedzie Pani w bibliotece w Pajęcznie! 🙂 Miło! Napewno przyjdziemy na spotkanie…

    Reply
  • ~Ola 24 kwietnia 2007 at 15:08

    Bardzo sympatycznie było dzisiaj na spotkaniu w Pajęcznie;) Mam nadzieję, że jeszcze Pani nas odwiedzi, i to nie raz. Pozdrawiam!

    Reply
    • ~martafox 24 kwietnia 2007 at 20:14

      Dzięki, Olu, papapa.

      Reply
  • ~Sole 24 kwietnia 2007 at 18:40

    Powiem Pani, że przeczytałam już połowę „Marty. doc”… Świetna książka… Podziwiam Panią i jednocześnie zastanawiam się, skąd czerpie Pani siłę, by pisać… Ja również piszę, ale wiersze… Czasem to one pomagają mi przetrwać…Gdy jest ciężko na sercu i pusto w duszy, siadam, płaczę i piszę…Jednak teraz wszystko się zmieniło… Zakochałam się i jest wyjątkowo… Teraz jedynie siadam, śmieję się i piszę, bo tak lepiej… Lubię czytać Poświatowską… Szymborską czytam czasami, ale wiersz „Kot w pustym mieszkaniu” jest dla mnie wyjątkowy… Mam wrażenie, że autorce chodzi o koniec Miłości, a nie o śmierć pana… Co Pani o tym sądzi?Jeśli chciałaby Pani zajrzeć na mój blog, to serdecznie zapraszam=)http://www.soletiamo.blog.onet.plPSCzy lubi Pani P. Coelho?

    Reply
    • ~Sole 24 kwietnia 2007 at 18:42

      Przepraszam za pomyłkę w linku… Powinno być: http://soletiamo.blog.onet.plPozdrawiam=)

      Reply
    • ~martafox 24 kwietnia 2007 at 20:11

      Kochana, moja powiesc nosi tytuł „Magda.doc”, a nie „Marta.doc”.Mam nadzieję, ze dobrze Ci się czyta i ze polubisz bohaterkę.Przeczytalam wszystkie ksiazki Coehlo, ale go nie lubię, z wielu powodów, nie znajduję w nich nic nowego, nic dla siebie.Ale Ty czytaj, bo fajnie czytac i miec swoich ulubionych pisarzy. Buźka.

      Reply
  • ~PauLa 24 kwietnia 2007 at 20:04

    Ciesze cię że była pani w bibliotece w Pajęcznie bo nie zawsze można spotkać pisarkę która pisze dla młodzierzy ale nie koloruje życia, wydaje mi się że pisze pani naprawde szczerze. Przyznam się że nie miałam okazji przeczytać pani książki ale po tym co usłyszałam na spotkaniu napewno przeczytam i to nie jedną.Bo już po spotkaniu z panią, po szkole poszłam do biblioteki i wypożyczyłam kilka pani książek powiem więcej natychmiast niemal zaczełam czytać i powiem prawde nie mogłam się oderwać.Powiedziała pani na spotkaniu że ma nadzieje, że przynajmniej zachęciła pani 5 osób do czytania pani książek jestem pewna że więcej niż 5 osób sięgnie po pani książkę ja napewno mnie pani przekonała.Mam nadzieje że jeszcze kiedyś przyjedzie pani do mojego miasteczka Pajęczna i podzieli się z czytelnikami swoimi „złotymi myślami”. Bardzo cieszę się że poszłam na to spotkanie. Już pani nie zanudzam wracam do czytania pani książki „Niebo z widokiem na niebo” Pozdrawiam i całuje serdecznie Paulina!!

    Reply
    • ~martafox 24 kwietnia 2007 at 20:13

      Witaj, Paulo, miło mi, ze Ci się podobalo spotkanie i ze czytasz „niebo”. Napisalam 25 ksiazek, wiec jak polubisz to, co piszę, tak szybko się ze mną nie rozstaniesz. Pozdrawiam.

      Reply
      • ~PauLa 25 kwietnia 2007 at 19:01

        Witam jestem pewna że tak będzie bo pani książki naprawde czyta się jednym tchem tak jak „niebo z widokiem na niebo” Już prawie skąńczyłam to czytać może mi pani doradzi jaką książke powinam teraz przeczytać?? Czekam na odpowieć z radą. Pozdrawiam Paulina!!

        Reply
        • Marta 25 kwietnia 2007 at 19:06

          Wybór należy do Ciebie. Moze… „Magda.doc” i „Paulina.doc”. Po wakacjach ukaże się 3 część tej ksiązki. Pzdrawiam.

          Reply
          • ~PauLa 25 kwietnia 2007 at 20:10

            Dziękuje za rade napewno przeczytam „Magde doc” bo nią minie pani zaintrygowała już na spotkaniu w Pajęcznie, a tą drugą to musze bo przeciesz to moja imienniczka Paulina;-) Pozdrawiam Paulina!!

  • ~Ola 24 kwietnia 2007 at 21:05

    Pani Marto. Tu Ola, która pierwsza skomentowała tę notkę (podpis: Agnieszka i Ola). W bibliotece dzisiaj było, że tak powiem naszą gwarą… cool 🙂 Dzisiaj po spotkaniu odwiedziałam wielu lekarzy 🙁 więc przeczytałam tylko początek książki, no bo nie było czasu, ale zapowiada się naprawdę ciekawie! Jeszcze ta dedykacja na początku… Ta książka będzie wyjątkowa w mojej pokaźnej kolekcji 😉 Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga: http://www.sweetolenka-b.xx.pl Pozdrawiam serdecznie.

    Reply
  • ~ellubis 25 kwietnia 2007 at 09:19

    ojojoj, nie zaglądałam ze trzy dni zaszyta w „moim” lesie, zajęta swoim pisaniem i… ratowaniem się, bo miałam mały wypadek na skałkach, skakałam, skakałam i… prawie jak ta przysłowiowa kózka, skręciłam sobie nogę. ajajaj, jak to boli i przeszkadza, cholerne skałki, cholerne skakanie, jestem uziemiona ;( …a tu widzę, że jestem bohaterką Twoich refleksji, Marto :). trochę mnie zmartwiły, bo to znaczy, że nie wpadniesz, ale za to ucieszyły, bo skłoniły mnie do sformułowania mojego poglądu na temat podróżowania:otóż ja nie tyle podróżuję, ile JESTEM w różnych miejscach, i to jest właśnie to coś, co tak bardzo lubię, bo staję się raz za razem kimś innym, kto nasiąka niejako tym nowym miejscem i jego ludźmi. jaka jest różnica, zapytasz, ano taka, że zupełnie nie wyobrażam sobie siebie jako tej klasycznej turystki: biuro podróży, folder z ofertami, wybór, wszystko zorganizowane, wyjazd, zwiedzanie, powrót. wiem, wiem, upraszczam, ale żeby zilustrować. przemieszczanie się po świecie i bycie sobie w różnych miejscach uważam za najwyższą wolność, jaką zdołałam sobie wypracować, natomiast podróże skomercjalizowane byłyby dla mnie zniewoleniem. wiem, nie o nich mówisz, ale ja tak dla podkreślenia kontrastu, bo taki rodzaj podróżowania byłby dla mnie nieznośny. czasem myślę sobie, fajnie by było pojechać do Egiptu (na przykład) i zobaczyć piramidy, ale ja tam nie mam nic do szukania. co innego gdybym tam miała pobyć sobie z powodu kogoś, lub czegoś, jakiegoś zadania, samo zwiedzanie pośród innych zwiedzających w ogóle mnie nie bawi. jest milion miejsc na świecie, których nie poznam, bo nie mam powodu, żeby tam pojechać, i, bo do nich nie tęsknię, i, bo życia by mi nie starczyło. natomiast gdybym się z kimś umówiła na drugim końcu świata choćby, to rzeczywiście, największym problemem byłby Amos, gdzie i jak go ulokować, żeby mu było dobrze na czas mojej nieobecności. albo, najlepiej, gdy jest ze mną, wtedy moje przemieszczenie się jest całkowite i bez reszty, jak teraz. mam też kilka miejsc, do których planuję wpaść, bo mam powody, do Vancouver, do mojej kuzynki, bo od dawna obiecuję, do Patagonii, bo tam mam jedno takie miejsce, gdzie powinnam się znaleźć, do Katowic, bo się stęskniłam 🙂 itd. itp. a póki co serdeczności 🙂

    Reply
  • ~Agnieszka 25 kwietnia 2007 at 18:51

    Zawsze jest tak, że chcemy tego czego nie możemy mieć. Sama mam proste włosy, choć zawsze marzyłam o anielskich sprężynkach, jednak każdy z moich znajomych, który posiada loki pragnie włosów prostych jak druty. Kaprys losu?Nawet Wisława Szymborska pisała o słabości człowieka do rzeczy nieosiągalnych (np. w wierszu ‚Możliwości’).Jestem na tym blogu pierwszy raz i nie ma Pani pojęcia, jak bardzo się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się, że takowy istnieje. Uroczyście obiecuję, że będę tu częstym gościem.Uwielbiam Pani książki, a niektóre fragmenty „Magdy.doc” znam juz na pamięć :)Uważam, ze jest Pani bezkonkurencujna w tym, co robi.Czy istnieje jakiś plan Pani spotkań z czytelnikami? Przeglądając Pani stronę go nie zauważyłam. Pozdrawiam gorąco :*P.S. Intryguje mnie to, co jest takiego odstraszającego w dżemach?

    Reply
  • Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *