Terror w sali Sejmu Śląskiego

Wiedziałam, co mnie czeka, a jednak zgodziłam się na to. Wiedziałam, bo zawsze się przygotowuję do oglądania spektaklu, czytając sztukę, jeśli to możliwe, albo przynajmniej informacje, pojawiające się przed premierą na stronie internetowej teatru lub w prasie.

Wolę ludzi rozumieć niż oceniać. Nie przypuszczałam, że swój wybór okupię bezsenną nocą.

I wizytą w pustym kościele, bo jako niekościelna, ze mszy rezygnuję. Chciałam usłyszeć własne myśli, zrozumieć, dlaczego postąpiłam tak, a nie inaczej.

Poszłam więc na prapremierę spektaklu Terror”, według niemieckiego tekstu F. von Schiracha, w reżyserii Roberta Talarczyka, którą przygotował Teatr Śląski i wystawił na sali Sejmu Śląskiego, w Urzędzie Wojewódzkim, wiedząc, że i ja zostanę obsadzona w tym przedstawieniu w roli ławnika.

Przez ponad połowę spektaklu stałam po stronie oskarżyciela. A kiedy nadszedł moment, że trzeba było wcisnąć przycisk, zielony lub czerwony, bo tego wstrzymującego się od głosu wcisnąć nie można było, to w ostatniej chwili nacisnęłam zielony, i uniewinniłam osądzanego pilota, majora Larsa Kocha, który w 2013 roku zestrzelił nad Monachium samolot pasażerski Lufthansy ze 164. osobami na pokładzie, porwany przez terrorystów, planujących go rozbić na stadionie Allianz Arena, wypełnionym 70.tysiącami osób.

(więcej…)

Czarna ballada o Wujku

czarna balladaChoć po cichu, ale byłam pewna, że skoro Robert Talarczyk swój autobiograficzny spektakl „Wujek 81”, przenoszący nas do czasów sprzed 35.lat, kiedy to kopalnia „Wujek” strajkowała,  nazwał  czarną balladą, to nie będzie w nim martyrologii, solenia ran i patosu. I nie było, powiem to od razu. Miałam jednak chwilę wahania przed wejściem do teatru, kiedy  na frontonie zobaczyłam banery z hasłami: Polak Polakowi zgotował ten los, Precz z zapleśniałą elitą władzy, Wolność słowa i myśli. Zabrzmiało to groźnie, szczególnie w zestawieniu z aktualnymi wydarzeniami w sejmie i protestami pod nim.

Ballada jako gatunek wyrastający z tradycji bardowskiej kieruje się swoimi prawami, które reżyser na różne sposoby wykorzystał, tworząc liryczną i mroczną opowieść z tragedią w tle, widzianą oczami czterech zaprzyjaźnionych z sobą, nastoletnich chłopaków. Zapamiętali ją po swojemu, poprzez pryzmat własnych lęków i fascynacji światem komiksowych bohaterów, którzy pozwolili im wierzyć, że dobro zwycięży, a wcielenie się w Czterech Jeźdźców Apokalipsy pomoże im odnieść zwycięstwo. Przyjaźń i symboliczne „braterstwo krwi” łagodziło im okres dojrzewania i doświadczenia, w których nie każdy stoi po tej samej stronie barykady (ojciec jednego z chłopców jest milicjantem). (więcej…)

Leni Riefenstahl. Epizody niepamięci.

Spektakl „Leni Riefenstahl. Epizody niepamięci”, w reżyserii Eweliny Marciniak, zrealizowany został z takim rozmachem, z jakim jego bohaterka, reżyserka dokumentów „Triumf woli” i „Olimpiada”, propagujących nazistowską politykę Hitlera, realizowała swoje filmy, nowatorskie w pracy kamery i montażu. Do tego potrzebna była ogromna przestrzeń Galerii Szybu Wilsona w Katowicach. Każda jej część jest wykorzystana. Trzy ekrany zamieniają ją w ogromne studio filmowe (scenografia Katarzyna Borkowska, także świetna reżyseria świateł). Fragmenty wspomnień z przeszłości nakładane są na urywki już przywołanych wcześniej filmów wyświetlanych w tle, a także innych, „Potęgi obrazu” oraz filmu Kobiety Hitlera (o Riefenstahl) i archiwalnych: „Berlin w Lipcu 1945” i „Powstanie i upadek III Rzeszy”.

(więcej…)

Nieważne, kto jest kim, jeśli się wyczuwa rytm

Przez dwie godziny siedziałam w Teatrze Śląskim wbita w fotel. Może dlatego, że informacja o przeniesieniu miejsca akcji „Wesela” do pubu w Belfaście (reżyseria i adaptacja Radosław Rychcik), wymazała we mnie oczekiwanie na spektakl będący „Weselem” Stanisława Wyspiańskiego, rozgrywającym się w chłopskiej chacie, którą znałam z lektury, inscenizacji teatralnych i filmu Andrzeja Wajdy (tutaj reżyser wszedł w tajny pakt z dramaturgiem i podsłuchał, co mu naprawdę w duszy grało). (więcej…)

Czarne, zielone i czerwone, czyli o "Czarnym Ogrodzie"

„Pracodawca rychło się zorientował, że ten zielony raj nie pomieści wszystkich robotników, jakich mu potrzeba. Niemal więc od razu, o parę kilometrów dalej, urządził drugi, lecz zupełnie inny: czerwone miasteczko, zwarte jak twierdza/…/ Z czasem związał ze sobą zielone, czerwone i czarne (czyli kopalnię, która powstała już wcześniej) kolejką jak z lunaparku. Woziła bezpłatnie na szychtę, do kościoła albo na piwo” .
Małgorzata Szejnert (więcej…)

Szalona "Morfina" w Teatrze Śląskim

Morfina fotoIdąc na „Morfinę”, zrealizowaną w Teatrze Śląskim, a wystawianą w postindustrialnym wnętrzu Szybu Wilsona na Nikiszowcu, obiecałam wykasować sobie z głowy powieść, aby spektakl potraktować jak teatralne li tylko dzieło, niekoniecznie będące adaptacją powieści Szczepana Twardocha. Kołatało mi w głowie pomstowanie Antoniego Słonimskiego („Gwałt na Melpomenie”) na teatralnych przerabiaczy, którzy dziwaczą, nudzą i paskudzą literaturę.
Oczywiście było to niemożliwe, ale wyszłam z przedstawienia z przekonaniem, że gdybym nie wiedziała, o czym powieść traktuje, to i tak odebrałabym spektakl o Konstantym Wilemanie (Paweł Smagała) jako rzecz o pułapce, z której ucieczki nie ma, o koszmarnym śnie morfinisty, zapadającego z wizji w wizję i za każdym razem przerażonego przebudzeniem, które okazuje się kolejnym koszmarem bez nadziei na to, że się kiedyś skończy.
Już pierwsza scena jest wymowna. (więcej…)

Czerwony jak cegła

Czyste gatunki nie istnieją i dlatego je mieszam w swojej twórczości. Zaludniam ścieżki różnymi formami, jak inni półki towarami w hipermarketach. Każdy błądzi tam po swojemu i osobno.

W teatrze też dzisiaj trudno o czystość gatunkową.
„Skazany na bluesa”, najnowszy spektakl Teatru Śląskiego pod wodzą Roberta Talarczyka, na podstawie scenariusza filmowego Przemysława Angermana i Jana Kidawy-Błońskiego, również trudno zaszeregować gatunkowo. Ani trochę nie jest to musical. Ani rock opera. Dramat muzyczny? Sztuka muzyczna? Słowa „sztuka teatralna” są dziś wytrychem w teatrze. A więc sztuka muzyczna? Nazwa też nie do końca oddaje to, co zobaczyłam, bo w pewnym momencie spektakl przerodził się w koncert. Ponieważ jednak byliśmy w teatrze, więc publiczność z teatromanów przerodziła się w statystów. Niektórzy nawet weszli na scenę, zaproszeni tam przez aktorów.

(więcej…)