Teatr

Roztargnienie też ma swoje dobre strony

Zdarzyło mi się to po raz trzeci w życiu. Do Teatru bez Sceny (Katowice, 3 Maja 11) przyszłam o dzień za późno. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, że zamiast „Przytulonych” o 19.00, grany jest spektakl „Dla Julii” i to od 18.00. Janusz od razu mi przypomniał, jak na pewien koncert przyszłam o 3 dni później, a na jubileusz Dudy-Gracza o dzień wcześniej. Usiadłam na ławce przed zamkniętą bramą do teatru i siedziałam nieruchomo. Próbowałam zrozumieć, dlaczego pomyliłam dni. Dobrze, że dni, bo inni mylili żonę z kapeluszem. Nie chciało mi się wracać do domu. Było mi żal, że nie zobaczę spektaklu. W październiku będzie trudniej znaleźć czas, bo przyjdą kolejne premiery. Wieczór był bardzo ciepły.

Podobało mi się, że tak siedzę i nic nie muszę. Dziewczyny przechodziły roznegliżowane, uśmiechnięte, przepojone słońcem i niedzielnym lenistwem.
Janusz wydał mi się jeszcze przystojniejszy niż jest. I pomyśleć, że minął już 15. rok naszego bycia razem. Dobry to był czas, choć obfitował i w dramatyczne przeżycia, jak to w życiu. Poszliśmy na lody, na Wawelską. Od razu upaćkałam granatową sukienkę. Nawet nie była na siebie zła.
Do teatru wróciliśmy, kiedy spektakl się skończył. Teatr coraz piękniejszy. Andrzej (twórca teatru, aktor, reżyser) i Ewa Dopierałowie szczęśliwi, że po latach teatr ma wreszcie scenę. Niebywały to przypadek, by hurtownię butów zamienić na teatr, częściej bywa na odwrót.
Spotkaliśmy wychodzących z teatru przyjaciół, Renatkę i Ryszarda.

To w tym teatrze rozgrywa się część akcji mojej nowej powieści „Idol”. Już od 16 września będzie w księgarniach. Prezentować ją będę podczas targów książki w Katowicach, w Centrum Kongresowym. Razem ze mną na scenie wystąpi jeden z jej bohaterów, tytułowy idol, czyli Artur Gotz. Zarówno on, jak i Andrzej Dopierała zgodzili się wystąpić w powieści pod swoimi nazwiskami. Bardzo im za to dziękuję. Fabuła powieści jest fikcją literacką. Opisane wydarzenia są prawdopodobne, co znaczy, że wydarzyć się mogły, choć nie musiały.

Dzięki wczorajszemu roztargnieniu dzisiaj postanowiłam spędzić dzień na luzie i nie napinać się jak guma w ruskich gaciach.
Zaczęłam od śniadania na mieście, w kawiarnianym ogródku „Brazylii”, na Wawelskiej. Niesamowite, ale u siebie, w Katowicach, poczułam się jak na wakacjach.
plakat Idol_Katowice_lekki

in / 58 Views

3 komentarze

  • ~Krystyna 13 września 2016 at 14:24

    Wszędzie dobrze, ale najlepiej w domu 🙂 Roztargnienie wynika (często) z nadmiaru zajęć i czas mija tak szybko, że tracimy nad nim kontrolę.

    Reply
  • ~Anna / Bluebell 14 września 2016 at 16:20

    Nowa książka!!

    Reply
  • ~Mariusz 20 września 2016 at 12:43

    To faktycznie niebywałe, że teatr zrobiono w lokalu po hurtowni butów. Jednak jakieś zapotrzebowanie na kulturę ci Polacy mają 😉
    Pozdrawiam!

    Reply
  • Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *