Codziennik

Majowo

Wiosna nas nie rozpieszcza, a jednak, wbrew prognozom, udało mi się spędzić majówkę w plenerze, oglądając wespół z przyjaciółmi, zamki na Szlaku Orlich Gniazd. Cóż z tego, że je widziałam. To prawdziwa przyjemność spacerować dolinami, pośród wapiennych skał. Bobolice, Mirów, Smoleń, Ogrodzieniec, Pustynia Błędowska.
Naszą bazą wypadową jest wieść Grabowa i dom na Jurze, zwany Nordalijką. Jestem z nim zaprzyjaźniona od lat. To tutaj w tym roku spędzaliśmy święta Wielkiej Nocy. Lubię go w lecie. I tak, jak nigdzie długo nie zagrzewam miejsca, bo po kilku dniach chce mi się własnego domu, tak tutaj mogę być długo. Zamierzam przyjechać też latem. Kiedy aura sprzyja, nie opuszczam ogrodu. Piszę, leniwieję, poznaję wieś i jej mieszkańców.
Rozpoczęłam także spotkania z Czytelnikami. To już nie ta intensywność, co dawniej, więc tym milej zobaczyć w realu, ilu się ma czytelników. Nieustająco namawiam do czytania jednego wiersza dziennie. Widzę zdziwione miny. Ale też wiem, że w kilkudziesięcioosobowej grupie są dwie – trzy osoby, które przyznają mi rację i uwierzą, że poezja to antidotum na wulgarność polityki i niemrawość serca. Relacje z moich autorskich podróży można znaleźć na Facebooku, który traktuję bardziej zawodowo niż towarzysko. Bo to potworny pożeracz czasu. Połączenie FB z telefonem, Messengerem i WhatsAppem, Dropboxem to iście piekielna mieszanka. I trzeba nie lada dyscypliny, by ignorować sygnały, nie zaglądać od razu, a tylko w ustalonych przez siebie porach, które pozwolą pracować i się nie rozpraszać.
Kasztany zakwitły, zdążyły na matury. Bzy już szaleją. Bratki na balkonie cieszą oko. Czeka nas ocieplanie budynku, więc obawiam się, że nasze bluszcze balkonowe diabli wezmą, ale na razie dodają życia oknom, stwarzają klimat do lektury na fotelu. Niech tylko się trochę cieplej zrobi, wtedy wykorzystam każdą chwilę, by tam się kokosić.
Wielką przyjemność sprawia mi pisanie felietonów do Gazety Wyborczej. Jeszcze większą poszukiwanie informacji o miejscach, które znam, bo wiążą się z moją codziennością, ale chciałabym także poznać ich historię. Moje „opowiastki znad Rawy” mają czytelników. I bardzo to miłe, kiedy podchodzą do mnie ludzie, na przykład podczas koncertu w NOSPRZ-e i dziękują za to, że przypomniałam im coś, co sami niby znają, bo przechodzą obok, a jednak nie przypuszczali, że kryje się za tym historyczna opowieść.
Kupiłam sobie złoto-lniane sznurowane buty, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Pasują do spodni, długich spódnic i sukienek. Zakupu dokonałam w grudniu minionego roku, w Słupsku. Spodobały mi się, bo były dziwne i wyglądały na wygodne. Nie przypuszczałam, że będzie to hit modowy na wiosnę.
Książeczka dla dzieci (Klasa I – IV) „Zielona Nikola” okazała się hitem, więc kto wie, czy nie pomyślę, by i dla dzieci pisać, choć to trudniejsze niż „dorosłe” pisanie. Czegóż się jednak nie robi, by sprawić radość wnukom, a przy okazji innym dzieciom.

in / 32 Views

Brak komentarzy

Napisz swoją opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *