Bez kategorii

Śladami autorów (w dwóch sukienkach)

Uwielbiam podglądać, co inni czytają, a potem wędrować ich śladami.
Niezmiennie mnie cieszy, kiedy spostrzegam, że autor przywołuje znaną mi lekturę. Zazwyczaj mam ochotę raz jeszcze ją przeczytać i często tak robię. Na przykład, kiedy czytałam Drugi Dziennik Jerzego Pilcha, wdrapałam się po drabince na najwyższą półkę z literaturę rosyjską, by zdjąć z niej opowiadania Izaaka Babla w tłumaczeniu Jerzego Pomianowskiego. Przeczytałam po latach ponownie “Moje pierwsze honorarium”, ten “poemat” o pisaniu. Pamiętałam koncept, ale jakąż ucztą było ponowne czytanie, teraz, w moim pisarskim wcieleniu. I jakże swojsko zabrzmiało mi zdanie: “Nie ma powodu, aby dobrze opowiedziana historia przypominała rzeczywistość. Rzeczywistość ze wszystkich sił stara się przypominać dobrze opowiedzianą historię”.

I znów zadałam sobie pytanie: Czy sztuka naśladuje życie, czy życie naśladuje sztukę? Przychylam się od lat ku temu drugiemu, choć moi czytelnicy mi udowadniają, że jest na odwrót. Moje racje psu na budę. Ale podeprę się Brodskim, który napisał, że sztuka nie imituje życia, bo byłoby to wtórne, ale daje wzorzec, do którego życie powinno dążyć. “To pomnik mówi przechodniowi: bądź jak ja. To książka mówi czytelnikowi: myśl jak ja.”
Dzisiaj, niestety, często młodzi stylizują swoje życie na wzór telewizyjnych seriali, mówią serialową frazą, powielają serialowe gesty i miny. Nie jesteś Werterem, ani Heloizą, za to częściej bohaterką “Seksu w wielkim mieście”.

Czytając Pilcha, nie sięgnęłam po raz kolejny do dzienników Lechonia, bo i po co. Ale wygrzebałam swoje stare zapiski o tychże dziennikach, swoją złość na Lechonia, który zamiatał życie pod dywan, próbując wmówić czytelnikowi, że, co zapisane jest najważniejsze, ale przecież czuło się, że to ważniejsze, pozostaje ukryte pod nazwą Najdroższej Osoby. Dodam, że dzienniki Lechonia przeczytałam przed laty od początku do końca. Nie zachwyciłam się stylem, czy historiami, bo nie było czym. Ale tak mam, że co zacznę, skończyć muszę. Nie dziwota, że Lechoń popełnił samobójstwo, zapisałam w swoich notatkach. No, przecież nie dało się żyć, jak on żył. Olo Jurewicz mówił: Tego się czytać nie da. Da, da, Olo, ale jakiż smutek się rodzi po tej lekturze, jakaż pustka, złość, nawet i bunt, by przez życie skakać, chodzić, biegać, ale nie przemykać się, nie przemycać.

I by jeszcze przy Pilchu pozostać. A właściwie dzięki Pilchowi do Camusa powrócić. Nie by czytać po raz drugi, ale przynajmniej popatrzeć na podkreślone w “Micie Syzyfa” akapity, zdania. Zobaczyć, co się zapisało na marginesach. O, na przykład przy zdaniu: “Jeden jest tylko problem filozoficzny prawdziwie poważny: samobójstwo”. No i jak po takim zdaniu się ważyć na żywot swój naskoczyć? Albo jak po zapiskach Ciorana na temat bezsenności popatrzeć na swoje niespanie? Ano tak, że człowiek zasypia, jak tylko głowę do poduszki przyłoży, bo jego niespanie jest niczym w porównaniu z Cioranową bezsennością.

I jeszcze jedno: często powtarzam za Eliotem, że wiersze się czyta plecami. Jeśli po plecach przebiega dreszcz, to znaczy, że to mój wiersz, bo go poczułam. Tymczasem podobnie myślał i Nabokov, czemu dał wyraz w “Wykładach o literaturze” (nie czytałam, to błąd do naprawienia) Ponoć to jego słynna fraza: “Najważniejszym instrumentem dobrego czytelnika jest analityczny umysł i czułe miejsce miedzy łopatkami, odcinek kręgosłupa, którym wskutek spotkania z cudowną kombinacją elementów fikcji wstrząsa przyjemny dreszcz. W zmysłowym mrowieniu spaja się wszystko, co istotne: przyjemność, litość, piękno, dobro, natchnienie (…). Dreszcz jest przeczuciem innego świata, przeczuciem, że jest się jakoś związanym z innymi formami egzystencji, w których sztuka stanowi normę”.

No, ale nie tylko literaturą człowiek żyje.
Kupiłam sobie 3 sukienki, w tym jedną za małą.
To dobrze, bo po co mi aż trzy, w dodatku ta za mała całkiem podobna do tej jednej, co dobra, na szczęście bez kołnierzyka, jak w tej za małej, w której wyglądam jak ciocia Dziunia.
Te dwie pozostawiam. Trzeciej nie pokazuję, ładna, ale ja w niej, pożal się, cioteczko.
I tak się toczy świat: z sukienkami na prawo i dziełami sztuki na lewo.

in / 214 Views

15 komentarzy

  • ~Olga 20 lutego 2014 at 19:36

    Cudny cytat z Nabokova. To kocham w literaturze – nazywanie Słowami czegoś, czego w głębi duszy miało się przeczucie, że istnieje. A kiedy zobaczysz czarno na białym, przeczucie zmienia się w poczucie: współodczuwania i wdzięczności, że ktoś temu przeczuciu nadał realny kształt. I jeszcze: swego rodzaju ulgi i radości, że ktoś tam, po drugiej stronie pióra czuje to samo.

    Reply
    • Marta 25 lutego 2014 at 20:59

      Jak miło, że Pani to zauważyła. Pozdrawiam.

      Reply
  • ~Krystyna 21 lutego 2014 at 12:05

    Bardzo ładne te sukienki, ale dlaczego czarne?! W prawdzie, dodane, kolorowe – wstawki, ożywiają je, a ich krój – wyszczupla sylwetkę.
    Pozdrawiam, miłego dzionka! K.

    Reply
  • ~Rena W. 21 lutego 2014 at 13:17

    Sukienki urocze – kiedy Cię w nich zobaczę ? Bardzom ciekawa. Do tej pory podziwiałam Cię w bardzo pięknych, długich spódnicach. Szkoda, że zamieściłaś same sukienki bez Ciebie.
    A propos podglądania co inni czytają – czynię to namiętnie. Ciebie też pytam co czytasz. Niedawno dowiedziałam się co czyta pani prof. Monika Płatek, którą bardzo szanuję i podziwiam. Dzięki niej odkryłam powieści norweskiej pisarki Majgull Axelsson, dopiero teraz. Cieszę się, że mogę się w nie zagłębić. Kończę “Kwietniową czarownicę “, czekają kolejne. Polecam !!! Znakomicie do nich przylega cytat z Izaaka Babla o dobrze opowiedzianych historiach. “Kwietniowa…” to fascynująca opowieść wzięta z rzeczywistości ale okraszona baśniową osnową, może po to by nieco oswoić brutalną rzeczywistość.
    Pozdrawiam ciepło – Rena

    Reply
    • Marta 25 lutego 2014 at 20:58

      Reno, ja teraz jestem w filmach oskarowych. I nie tylko. Czytam mniej. Tylko co to znaczy dla mnie mniej? Weszłam od nowa w Babla i Bunina. No i czar nad czary się roztacza we mnie. Jakiś innym niż wtedy, gdy czytałam po raz pierwszy. Sciskam.

      Reply
  • ~Marta 21 lutego 2014 at 18:12

    Hehhe, moze dlatego czarne, że wyszczuplają. Ale raczej dlatego, ze chcialam je potraktowac koktajlowo. Przeciez w takich kieckach to ja na Dzien Babci do przedszkola i szkoly albo na urodziny wnuków. Bo na inne okazje nie rezygnuję ze swoich hipisowskich kiecek. Pappa

    Reply
    • ~Iza 21 lutego 2014 at 18:57

      O jejusiu! Miałam odpowiedzieć Krystynie, że jej “milego dzionka” wysłane do Marty trafiło do mnie. A tu Marta się wpisała zanim odpowiedziałam. Więc pytam Martę: a dlaczego? Dlaczego rezygnować “ze swoich hipisowskich kiecek” ? Z racji takiej, że w młodym wieku zostało się babcią? Pamiętam co powiedziała dziewczynka o tych falbanach w spódnicy Marty, ale nie całakiem dokładnie pamiętam, i nie mam czasu sprawdzić bom zapisana w paragrafach a to inszy język jest i wymaga ode mnie skupienia. Ino dla rozrywki klikam na bloga Marty i piszę jak Alutka. Oj tam, a kto przyszłej Alutce zabroni? Wyjaśniienie do mojego poprzedniego zdania: w tym wcielniu to ja raczej nie mam szans być Alutką z uwagi na brak Jędruli oraz “babciny” wiek. “Miłego dzionka”! Iza.

      Reply
    • ~Krystyna 23 lutego 2014 at 11:50

      ” Przeciez w takich kieckach to ja na Dzien Babci do przedszkola i szkoly albo na urodziny wnuków.” – A może wnuki, wolą babcię widzieć, w hipisowskich – kieckach?!
      Miłego dzionka! Nie – ino, dla Marty, ale także, dla wszystkich dziewczyn, tutaj zaglądających! K.

      Reply
      • Marta 25 lutego 2014 at 20:52

        Krystynko, lubię swój hipisowski styl, ale czasem potrzebuję odmiany i wtedy staję się “klasyczna”. Oczywiście bez przesady.

        Reply
  • ~Rena W. 22 lutego 2014 at 15:25

    Napisałam komentarz i go nie ma. Dlaczego ?
    Pozdrawiam – Rena

    Reply
    • Marta 25 lutego 2014 at 20:55

      Reno, nie wiem, jak to działa, widocznie nie podałaś swojego mejla, wówczas komentarz przychodzi do mnie, bym zatwierdziła. Już to zrobiłam.

      Reply
    • Marta 25 lutego 2014 at 20:56

      Reno, widocznie nie podałas mejla, wtedy komentarz czeka aż go zatwierdzę. Już to zrobiłam.

      Reply
  • ~Iza 22 lutego 2014 at 19:27

    Uporałam się z pisaniem do sądu, o paragrafach pisłam, do których talentu nie mam a serca też “nia ma” do tego pisania. I tak znienacka, jak skończyłam tę pisaninę, to mi się przypomniała dziewczynka co nie chciała jednej falbanki ino wszystkie. Jeśli coś źle mi się przypomniało to niech mnie Marta stuknie, albo Wy, Jej Blogowiczki. Jestem urobiona jak górnik na przodku i dzisiaj raczej nie dam rady sprawdzić. Dobrej nocki życzę! BO dla mnie to już noc jeśli chodzi o dzisiejszy “dzionek”. Pa, Iza.

    Reply
    • Marta 25 lutego 2014 at 20:54

      Podziw za tę umiejętność pisania apelacji. Ale i ja ostatnio jestem z siebie zadowolona, bo odkryłam ( !) błędy w rozliczeniach tantiem autorskich.

      Reply
      • ~Iza 1 marca 2014 at 22:56

        Dwie apelacje oddałam tydzień wcześniej, dzisiaj ino zwykłe pismo sądowe złożyłam. Widzę, że nie nadążasz za tymi moimi pismami sądowymi, jak ja nie nadążam za tymi pieniędzmi co za twórczością powinny iść. Błędy w rozliczeniach są nadal poza zasięgiem mojego umysłu, więc oklaski za tę umiejętność. Pa, Iza.

        Reply

    Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.