Bez kategorii

Na grubie, czyli w kopalni

     Na grubie, czyli w kopalni

     Mój ojciecpracował na grubie, czyli w kopalni. Był cieślą górniczym. Przyjechał naŚląsk z Podlasia, znad Buga i sosnowych lasów. Ukrywał się w kopalni, gdyż jakożołnierz AK był ścigany przez ówczesne władze. Kopalnia dawała mu schronienieprzez dziesięć lat, ale w końcu znalazł się ktoś, kto doniósł życzliwie. Wiemkto.

     Jestem pokrzywdzoną córką bardzopokrzywdzonego ojca, który  nie żyje już ponad czterdziestu lat, więcnigdy się nie dowiedział, że taki status mu przyznano.

       Wychodził do pracy o świcie i wracałpunktualnie o godz. 15.00. Już o 14.55 siedziałyśmy przy oknie (ja i moje dwiemłodsze siostry), wypatrując  z drugiego piętra pociągu wjeżdżającego naperon wśród pól. Prześcigałyśmy się w tym, która pierwsza zauważycharakterystyczną sylwetkę ojca, idącego wąską ścieżką, gęsiego, za innymigórnikami, i dźwigającego pod pachą klocek drewna, przydziałowy, bo poskończonej dniówce każdy górnik mógł sobie klocek zabrać do domu.

     Rozwijał go potem z gazety i stawiał kołopieca, a my rozpoczynałyśmy walkę, która sobie na nim posiedzi. Czasem w nasząkłótnię wkraczał ojciec i sprawiedliwie rozdzielał siedzenia, każdej po 10minut. Patrzył na zegarek, odliczał, dawał znak, wtedy błyskawicznie siadałanastępna, by nie uronić z siedzenia ani sekundy. Potem ojciec wynosił klocek dopiwnicy, rąbał na kawałki, aby zmieściły się w węglowym piecu.

      Kiedy ojciec wkraczał w dom, zupa jużdymiła na stole. Nigdy nie opowiadał, jak było w pracy. O pracy w domu się niemówiło. Jeśli więc z dzieciństwa wyniosłam mgliste pojecie, czym jest praca podziemią, to bardziej z lektury opowiadań Morcinka niż z innych źródeł. Co roku,w dniu Barbary, pisałam wypracowanie o dzielnym górniku, który kopie węgiel naprzodku i jest chlubą naszego socjalistycznego państwa.

     Kiedyś się zbuntowałam i napisałam, żewcale nie jestem dumna z ojca górnika, że wolałabym, aby pracował w ogrodzie,jak ojciec Krysi i by wszyscy kupowali u niego jarzyny. Albo – wolałabym miećojca piekarza, jak Basia, która zawsze do szkoły przynosiła świeże rogaliki, aprzed ich piekarnią codziennie ustawiały się kolejki po prawdziwy chleb,całkiem inny niż ten kupowany w spożywczym.

     Napisałam, że ojciec górnik ma zasadnicząwadę – trzeba na niego czekać, a jak nie wraca, to nie ma gorącej zupy nastole, tylko jest strach. Napisałam, że nigdy nie widziałam ojca w białympióropuszu na wysokiej czapce, tak jak na zdjęciach w szkolnej gazetce, ani zmedalem, tylko zawsze z klockiem.

I narysowałamojca z klockiem, ale ani moje wypracowanie, ani rysunek nie spotkały się zuznaniem nauczycielki, bo jej zdaniem wszystko w wypracowaniu byłonieprawdziwe, czyli dalekie od jedynie słusznych wyobrażeń.

    Kiedyś ojciec nie wrócił pociągiem o właściwej porze. Matkawpatrywała się w ścieżkę pomiędzy polami, a kiedy podobnie jak my, nie dojrzałajego przygarbionej sylwetki, wlała zupę z powrotem do garnka, usiadła napieńku, pozostałym z poprzedniego dnia i siedziała tak bez słowa i bez ruchu.

      Ojciec wrócił godzinę później. Niepozwoliła mu się wytłumaczyć, dwa razy strzeliła go ręką w twarz, z jednej idrugiej strony, a potem, bez słów, postawiła zupę na stole. Dla nas też. Przyobiedzie się nie rozmawiało, trzeba było jeść szybko i z apetytem, bo jaki ktodo jedzenia, taki do roboty.

      Przez wiele lat matka bała się, że staniesię coś, o czym się nie mówiło głośno, choć każdy wiedział co. A potemzrozumiała, że umrzeć można zwyczajnie i szybko,  na raka, ale o tym się wówczas tym bardziejnie mówiło, bo górnik umierający na raka nie przypomina w niczym typowegogórnika i z racji tej choroby nie ma powodu do dumy, nawet powodu do wysokiejrenty dla wdowy i dzieci. Górnik umierający na raka był gorszego rodzaju górnikiem,przynajmniej w opinii sąsiadek, które uważały, że coś się wdowie po górnikunależy, przynajmniej honor.

     Bo jak umierać tak młodo, to przynajmniejz fasonem, na placu boju, w czeluściach, w zabrudzonym węglem ubraniu, a nie wczystej pościeli, tatusiu.

 

in / 19 Views

8 komentarzy

  • kasia324@poczta.onet.pl 18 września 2009 at 22:50

    Chyba Pani już kiedyś pisała o swoim tacie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem jak to jest wychowywać się bez ojca, albo jak to jest gdy straci się go w młodym wieku. Nie wiem. Ja mam tatę i mamę ale nie doceniam tego. Powiem szczerze, że nie doceniam … ;( Ostatnio się w ogóle z nimi nie dogaduje. Wiem, że to może taki wiek, jak to tłumaczą niektórzy albo że mam taki charakter. Ale to mnie chyba nie tłumaczy zbytnio,prawda? Jedno wiem na pewno że doceniła bym ich gdybym ich nie miała. Inaczej bym patrzyła na świat. Pozdrawiam Panią i podziwiam za wszystko. Bardzo podziwiam.

    Reply
    • Marta 19 września 2009 at 10:25

      O, tak, pisałam wielekroć. Także wiersze, będące wspomnieniem o nim.Serdeczności przesyłam.

      Reply
  • liliana_k@poczta.onet.eu 18 września 2009 at 23:37

    Pochodzę z miasta górników, więc kiedyś trzeba mi by było czytać ich baśnie i legendy. Do dziś pamiętam legendę o „Ojdoli, córce Trudgóra, czyli skąd się biorą narosty solne”. Mój dziadek pracował w hucie, więc nie cieszył się już takim szacunkiem, jak górnicy. Też zmarł na raka. Był cudownym, tajemniczym artystą. Młodym, spokojnym człowiekiem…I to jest najprawdziwsze.Ściskam Cię Marto bardzo mocno.

    Reply
    • Marta 19 września 2009 at 10:25

      Liliano, górnicy zjeżdżają pod ziemię, nawet kilometr. Hutnicy pracują na powierzchni. I choć ich praca jest równie ciężka, to jednak łatwiej im pomyśleć, że mają nad sobą niebo.Ja też bardzo.

      Reply
  • mwielinska@op.pl 20 września 2009 at 22:17

    Pięknie o Ojcu , wzruszająco .Obawiam się ,że niewielu młodych zrozumie opowieść o klocku drewna.To były inne czasy. Pozdrawiam serdecznie.

    Reply
    • Marta 21 września 2009 at 08:14

      Tak, to prawda, niewielu zrozumie, ale i nawet tych, ktorzy nie widzieli i nie slyszeli o klocku, ten klocek intryguje. Klocek pamieta pokolenie +40, a moze nawet +50.Serdeczności.

      Reply
  • ~karolina 4 grudnia 2013 at 11:43

    halo! wyprazam sobie, mam dopiero 25 lat a klocek pamietam ! 🙂

    Reply
    • Marta 8 grudnia 2013 at 08:24

      Tak? To dobrze, pozdrawiam.

      Reply

    Napisz swoją opinię

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *