Bez kategorii

Brak tytułu

     Porywam się na szaleństwo, bo pisanie bloga wymaga systematyczności. A ja przecież piszę już blog na portalu www.parnas.pl ( klaiwsz u góry – „bez cenzury”), piszę prywatny dziennik, piszę dziennik spotkań autorskich, więc jeśli dalej tak pójdzie, to zacznę pisać dziennik o tym, jak piszę te dzienniki, aż w kóncu wszystko mi się pochrzani i będzie tak, jak w wierszykach o małpce Fiki-Miki: na nic wrzaski, na nic krzyki, koniec przygód Fiki-Miki.
     Dziś napisałam tylko 2 strony powieści, utknęłam na dobre, bo stoję przed dwoma ostatnimi rozdziałami. Wiem, co to ma być, ale nie wiem dokładnie jak. A ma to być wielki finał, wielka parada, wielkie dziwactwo z szlachetną ideą w tle. I z kotami. Od czasu, kiedy wymyśliłam tytuł tej powieści „Wielka parada kotów”, myślę o kotach, tęsknię za swoimi kocicami świętej kociej pamięci, niestety.
     Moją pierwszą kocicą, czarnulką, była właśnie Poppea. Mówię „właśnie”, ponieważ w pisanej teraz powieści występuje kocica o tym imieniu. Druga miała na imię Pelagia. Była z nami kilka lat, ale jak  okazało się, że Agatka najbardziej uczulona jest na sierść kota, musieliśmy Pelagię oddać do babci Agnieszki na wieś. Moje dziewczynki potem co miesiąc słały do babci kartki z pytaniami o Pelagię, a moje bojowe zadanie polegało na tym, by udało mi się je nakłonić do przekazania pozdrowień także babci, nie tylko kocicy.
     Trzecią kocicą była Rademeneska, w skrócie Radka, czarniuteńka, jak i tamte. Najbardziej indywidualistycznie nastawiona do życia. Uwielbiała bawić się z Apą, naszą suczką, też czarną od głowy po ogon. Nawet telewizja nakręciła w naszym domu program „Jak pies z kotem”, w którym zburzono przekonania o tym, że pies z kotem się tylko żrą; nasze się uwielbiały i film był o ich kocio-psiej miłości. Rademeneska ( w skrócie: Radka) lubiła się włóczyć, była kocicą podwórkowo-domową, ale jak na porządną kocicę przystało, zawsze o godzinie 22.30 wracała do domu, by wyprowadzić Apę na ostatni spacer, po którym obie grzeczne panienki zasypiały w swoich objęciach.
     Teraz w domu jest tylko Mordek, mój psychiczny pies, ale wystarcza za wszystkie trzy kocice i Apę razem wziętych. Opisywałam go w powieści „Niebo z widokiem na niebo” oraz w ” Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych”.
     Lubię koty. Janusz też, ale mamy tylko tego neurotycznego kundla kochanego, najwierniejszego faceta w moim życiu.
    

in / 24 Views

Brak komentarzy

Napisz swoją opinię

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *